Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə10/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   6   7   8   9   10   11   12   13   ...   42

- Gurudżi! - Protestowałem. - Nie poruszyłem się: powieka drgnęła, mogę powtórzyć każde twoje słowo!

- Mimo to nie byłeś w pełni ze mną. Sądzę, że w głębi twego umysłu twoja istota działa na trzech planach. Jedna jest w leśnym ustroniu na równinie, druga znajduje się na wzgórzu, a trzecia nad oceanem.

Te mglisto sformułowane myśli rzeczywiście były obecne w mym umyśle prawie w podświadomości. Spojrzałem na niego przepraszająco:

- Cóż mogę począć z Mistrzem, który przenika mą przypadkową nieuwagę?

- Sam dałeś mi do tego prawo. Subtelnych prawd, które ci wykładam, nie można pojąć bez całkowitego skupienia. Bez konieczności nie wdzieram się w ustronie cudzych myśli. Naturalnym prawem człowieka jest błąkanie się w tajemnicy pośród swoich myśli. Nie zaproszony Pan nie wchodzi tam; i ja też nie śmiem się wdzierać.

- Zawsze jesteś, Mistrzu, mile widziany!

- Twe architektoniczne marzenia zmaterializują się później. Teraz jest-czas nauki!

W ten sposób Mistrz mimochodem odsłonił trzy przyszłe wielkie

Darzenia w mym życiu. Od wczesnej młodości pojawiały się w mym

J^yśle zagadkowe zarysy trzech budynków, każdy inaczej położony.

kolejności dokładnie podanej przez Sri Jukteswara wizje te

rzeczywistniły się materialnie. Najpierw doszło do założenia szkoły

jogidla chłopców na równinie Ranczi, potem do powstania mej

109

amerykańskiej głównej siedziby na wzgórzu Los Angeles, a w końcu pustelni w Południowej Kalifornii nad ogromnym Pacyfikiem.



Mistrz nigdy nie twierdził z pompą: "Przepowiadam, że zajdzie takie lub inne zdarzenie!" On raczej zwracał uwagę: "Czy nie sądzisz że to może się stać?" Niemniej - jego prosty sposób mówienia kryl w sobie proroczą siłę. Nie zdarzył się zawód; nigdy jego lekko zawoalowane słowa nie okazały się fałszywe.

Sri Jukteswar w zachowaniu swym był powściągliwy i rzeczowy. Nie było w nim nic mglistego ani sentymentalnego. Stopami stal mocno na ziemi - a głowę miał w niebiosach. Ludzie praktyczni wzbudzali jego podziw. "Świętość nie jest głupotą! Postrzeganie Bóstwa nie pozbawia rozumu i zdolności" - powiedziałby. "Aktywny wyraz cnoty rodzi najśmielszą inteligencję".

W życiu Mistrza stwierdziłem całkowity rozbrat pomiędzy duchowym realizmem a mętnym mistycyzmem, uchodzącym pozornie za postać duchowości. Mój guru miał odwagę dyskutować o świecie niematerialnym. Jego wspaniała aura była doskonale czysta. W rozmowach unikał wszystkiego, co by mogło kogoś zdumieć; w działaniu wypowiadał się swobodnie. Inni mówili o cudach, choć nie znali się na tym. Sri Jukteswar rzadko wspominał o subtelnych prawach, lec/ w tajemnicy - swobodnie nimi operował.

- Człowiek, który osiągnął pełnię urzeczywistnienia, nie czyni żadnego cudu, dopóki nie otrzyma na to wewnętrznego upoważnienia - tłumaczył Mistrz. Bóg nie chce, aby tajemnice Jego tworzenia ujawniano nieopatrznie75. Każda jednostka ludzka ma nienaruszalne prawo do swej własnej woli. Święty nie może naruszyć granic tej niezależności.

Milczenie, będące czymś zwyczajnym dla Sri Jukteswara, było wynikiem głębokiego pogrążenia się w Nieskończonym. Nie miał czasu na nieskończone "rewelacje", które wypełniają dni nauczycieli nie mających jeszcze samourzeczywistnienia. "U ludzi płytkich - rybki drobnych myśli robią dużo szumu. W oceanicznym umyśle wieloryby natchnienia zaledwie marszczą powierzchnię"...

Ta obserwacja z hinduskich świętych ksiąg nie jest pozbawiona dyskretnego humoru.

Z powodu niepozornego wyglądu mego guru tylko nieliczni ze współczesnych dostrzegali w nim nadczłowieka. Popularne przysłowie: "Tylko głupiec nie potrafi ukryć swojej mądrości", nigdy nie mogło si? odnosić do Sri Jukteswara. Chociaż urodził się śmiertelnym jak inn'-Mistrz osiągną^ zjednoczenie z Władcą czasu i przestrzeniu W żyd11

110


ieeo obserwowałem boską jedność. Nie było dla niego żadnej nieprzezwyciężonej przeszkody w zjednoczeniu czynnika ludzkiego z boskim. 2e nie ma takiej zapory, zrozumiałem to bez szczególnej, duchowej

przygody-

Ilekroć dotykałem świętych stóp Sri Jukteswara, dreszcz mnie przenikał. Jogini nauczają, że pełne szacunku dotknięcie Mistrza magnetyzuje duchowo ucznia; wytwarza się wówczas subtelny prąd. Niepożądane dla ucznia mechanizmy nawyków umysłowych ulegają przy tym często zniweczeniu, utarte koleiny jego światowych skłonności zostają dobroczynnie wyrównane. Przynajmniej na chwilę może się unieść przed nim tajemna zasłona mayi i ukazać błysk rzeczywistej szczęśliwości. Całe moje ciało przenikała wyzwalająca energia, ilekroć hinduskim obyczajem klękałem przed mym guru.

- Nawet wówczas, gdy Lahiri Mahasaya milczał - mówił do mnie Mistrz - lub gdy rozmawiał na temat nie związany z religią, stwierdzałem, że mimo to przekazywał mi nie dającą się wysłowić wiedzę.

Sri Jukteswar oddziaływał na mnie podobnie. Jeśli wchodziłem do pustelni sklopotany lub z obojętnym umysłem, postawa moja niepostrzeżenie się zmieniała. Kojący spokój spływał na mnie na sam widok mego guru. Każdy dzień obcowania z nim był dla mnie źródłem nowych doznań radości, spokoju i mądrości. Nigdy nie widziałem, żeby był poruszony lub oszołomiony chciwością, namiętnością, gniewem lub innym ograniczającym człowieka uczuciem.

- Ciemność mayi w milczeniu nadchodzi. Pospieszmy do wnętrza domu. - Tymi słowy o zmierzchu stale przypominał swym uczniom, że potrzebna im jest kriya-joga. Pewien uczeń miał wątpliwość, czy jest godzien podjąć ćwiczenia jogi.

- Zapomnij o przeszłości - pocieszał go Sri Jukteswar. - Minio-Lezycia każdego człowieka są mroczne i pełne hańby. Postępowanie człowieka jest zawsze niepewne, dopóki nie zakotwiczy się w pierwiastku boskim. Wszystko w przyszłości się poprawi, jeśli teraz uczynisz duchowy wysiłek

Mistrz zawsze miał młodych czelów16 w pustelni. Duchowe i intelektualne ich wychowanie było przedmiotem jego zainteresowania w ciągu całego życia; nawet na krótki czas przed swym odejściem przyjął na wychowanie dwóch sześcioletnich chłopców i jednego

szesnastoletniego młodzieńca. Kierował ich umysłami i życiem z taką

arannością i w duchu takiej dyscypliny, jaką wyraża etymologiasłowa: "uczeń". Mieszkańcy aszramy kochali i czuli głęboko swego

111

guru; lekkie klaskanie jego dłoni wystarczało, aby gorliwie zbiegali się ku niemu. Kiedy trwał skupiony w milczeniu, wówczas nikt nie ośmieliłby się przemówić, a gdy rozbrzmiewał jego jowialny śmiech nawet dzieci uważały go za swego towarzysza.



Mistrz rzadko zwracał się do innych o oddanie mu jakiejś osobistej usługi, ani też nie przyjąłby pomocy ucznia, gdyby jego gotowość nie była szczera. Mój guru spokojnie prał swoje szaty, jeśli uczniowie przeoczyli tę zaszczytną pracę. Sri Jukteswar nosił tradycyjną barwioną ochrą szatę swamiego; jego sandały pozbawione sznurowadeł były, zgodnie z obyczajem, z tygrysiej lub jeleniej skóry.

Mistrz mówił płynnie po angielsku, francusku, hindusku i bengals-ku; jego sanskryt był poprawny. Cierpliwie uczył swych młodych uczniów z pomocą pewnych uproszczonych sposobów, które pomysłowo wynalazł do nauki języka angielskiego i sanskrytu.

Mistrz dbał o swe ciało, jakkolwiek starał się nie przywiązywać do niego. "To co Nieskończone", zwracał uwagę, "przejawia się właśnie z pomocą zdrowia fizycznego i umysłowego". Nie pochwalał żadnej skrajności. Gdy jeden z uczniów rozpoczął raz długi post, mój guru tylko się śmiał: "Dlaczego by nie rzucić psu trochę kości?"

Zdrowie Sri Jukteswara było znakomite; nie widziałem go nigdy chorym. Jeśli uważał to za wskazane, pozwalał uczniom zasięgnąć porady lekarzy. Celem jego było wtedy wyrażenie poszanownia zwyczajowi świata: "Lekarze mają prowadzić swe dzieło lecząc z pomocą Bożych praw odnoszących się do materii". Wychwalał jednak terapię myślową i często powtarzał: "Mądrość jest najlepszym środkiem oczyszczającym".

- Ciało jest zdradliwym przyjacielem. Daj mu tyle, ile trzeba: nie więcej - mówił. - Ból i przyjemność są rzeczą przemijającą. Pokonuj mayę ze spokojem, czyniąc jednocześnie uniki przed jej mocą. Wyobraźnia jest bramą, przez którą wchodzi zarówno choroba i zdrowie. Nie wierz w realność choroby, nawet jeśli jesteś chory; ignorowany gość ucieknie.

Wśród uczniów Mistrza było wielu doktorów. "Kto studiował prawa fizyczne, ten z łatwością może prowadzić studia w dziedzinie nauki o Duszy", mawiał też. "Subtelny mechanizm duszy kryje się tuż za strukturą fizyczną".77

Sri Jukteswar radził też uczniom, aby w swym życiu łączyli zalety Wschodu i Zachodu. On sam, jeśli chodzi o zewnętrzne zachowanie się, był sprawnym w działaniu człowiekiem Zachodu, natomiast w życiu wewnętrznym był uduchowionym człowiekiem Wschodu-

112


Chwalił postępowe, pomysłowe i higieniczne zwyczaje Zachodu oraz ideały religijne, które od stuleci otaczają nimbem Wschód.

Dyscyplina nie była mi nieznana; w domu ojciec był dokładny, Ananta często surowy. Lecz treningu Sri Jukteswara nie mogę określić inaczej niż jako drastyczny. Jako perfekcjonista mój guru był hyperkrytyczny w stosunku do uczniów, zarówno w sprawach bieżących, jak i subtelniej szych odcieni zachowania się.

- Dobre maniery bez szczerości są podobne do pięknej martwej pani - zauważył on przy pewnej sposobności. - Bezpośredniość bez uprzejmości jest podobna do noża chirurga, skuteczna, lecz nieprzyjemna. Szczerość połączona z uprzejmością jest pożyteczna i zachwycająca.

Mistrz był widocznie zadowolony z moich duchowych postępów, gdyż rzadko o nich mówił; co do innych kwestii uszom moim nie była obca nagana. Główną moją winą było najczęściej roztargnienie, pozwalanie sobie od czasu do czasu na smutne usposobienie, nieprzestrzeganie pewnych reguł etykiety oraz czasem brak metodyczności w postępowaniu.

- Przyjrzyj się, jak czynności twego ojca Bhagabatiego są dobrze zorganizowane i zrównoważone pod każdym względem; wytykał mi Mistrz. Dwaj uczniowie Lahiri Mahasayi spotkali się niebawem, gdy zacząłem swe pielgrzymki do Serampore. Ojciec i Mistrz wyrażali się o sobie z wielkim uznaniem. Każdy z nich budował życie wewnętrzne z duchowego granitu, odpornego na działanie wieków.

Od jednego z przypadkowych nauczycieli przyswoiłem sobie kilka błędnych lekcji. Czela (powiedziano mi) nie potrzebuje zajmować się zbyt wytrwale swymi świeckimi obowiązkami; jeśli zaniedbałem lub * niestarannie wykonałem swą pracę, nie otrzymywałem kary. Natura ludzka bardzo łatwo przyswaja sobie tego rodzaju nauki. Pod nieoszczędzającą mnie ręką Mistrza szybko jednak ocknąłem się z przyjemnego złudzenia nieodpowiedzialności.

- - Ci, którzy są za dobrzy w stosunku do tego świata, są ozdobą innego świata - zauważył Sri Jukteswar. - Dopóki oddychasz Sgbodnie powietrzem ziemi, jesteś zobowiązany wdzięcznie służyć. - iyjko ten, kto w pełni opanował stan oddechu, jest wolny od nakazów kosmosu. Nie omieszkam ci tego powiedzieć, gdy osiągniesz doskonałość.

Mistrza mojego nie można było przekupić nawet miłością. Nie azywał słabości w stosunku do nikogo, kto podobnie jak ja !arował się dobrowolnie być jego uczniem. Czy Mistrz i ja znaj-

113

dowaliśmy się wśród uczniów, czy wśród obcych, czy samotnie, zawsze mówił otwarcie i ostro czynił wymówki. Żaden nawet małoznaczny przejaw powierzchowności nie umknął jego nagany. To sprawiedliwe traktowanie człowieka nie było łatwe do zniesienia, lecz postanowiłem pozwolić, aby Sri Jukteswar usuwał i wyrównywał wszystkie moje psychologiczne komplikacje. Gdy on pracował nad tą tytaniczną przemianą, wiele razy chwiałem się pod ciężarem młota jego dyscypliny.



- Jeśli nie podobają ci się moje słowa, możesz swobodnie w każdej chwili odejść - zapewniał mnie Mistrz. - Niczego od ciebie nie wymagam, lecz tylko twego własnego udoskonalenia. Pozostań tylko pod tym warunkiem, jeśli uważasz to za pożyteczne.

Za każdy upokarzający moją próżność cios, który był jak wyrywanie chorego zęba z bolącej szczęki, jestem mu niewypowiedzianie wdzięczny. Twardy pancerz egoizmu nie daje się usunąć bez brutalności. Gdy wreszcie przestanie istnieć, ścieżka duchowa do Boga jest całkowicie wolna.

Mądrość Sri Jukteswara była tak wnikliwa, że nie bacząc na wypowiadane przez ludzi słowa odpowiadał na ich ukryte pytania. "To, co komuś wydaje się, że słyszy, a to, co mówca ma rzeczywiście na myśli, może być diametralnie różne", powiadał.

- Staraj się odczuć myśli, jakie się kryją poza gmatwaniną cudzych słów.

Jednakże bolesna boska wnikliwość bywa dla uszu ludzi światowych; Mistrz nie był popularny u powierzchownych uczniów. Mądrzy, zawsze nieliczni, głęboko go czcili. Śmiem twierdzić, że Sri Jukteswar byłby najbardziej poszukiwanym guru w Indii, gdyby jego słowa nie były tak otwarte i tak krytyczne.

- Jestem twardy dla przychodzących do mnie na naukę - przyznawał mi. - Taka jest moja droga: przyjmij ją lub ją opuść. Nigdy nie pójdę na kompromisy. Lecz ty będziesz o wiele łagodniejszy dla swych uczniów; taka jest twoja droga. W ogniu surowości staram si? oczyścić osobowość, przypalając ją ponad miarę przeciętnej wytrzymałości. Delikatność miłości również przeobraża. Twarde, jak i łagodne metody są równie skuteczne, jeśli się je stosuje z mądrością-Ty pójdziesz w obce kraje, gdzie bezpośredni, otwarty atak na ego nie znajduje uznania. Nauczyciel nie mógłby na Zachodzie szerzyć wiedzy Indii bez dużego zasobu cierpliwości i wyrozumiałości. Wstrzymuję si? od stwierdzenia, jak dużo prawdy znalazłem później w słowach Mistrza.

Chociaż szczerość słów Sri Jukteswara sprawiła, że w ciągu swego nobytu na ziemi nie miał wielkiej liczby zwolenników, to jednak jego L\vy duch przejawia się dzisiaj w świecie poprzez oddanych uczniów jego kriya-jogi i innych nauk. Panowanie jego w duszach ludzkich będzie znacznie dłuższe aniżeli to, o którym marzył Aleksander Wielki.

Pewnego dnia ojciec mój przybył złożyć swe uszanowanie Sri Jukteswarowi. Ojciec mój prawdopodobnie oczekiwał, że usłyszy o mnie słowa pochwały. Tymczasem został zaskoczony długim sprawozdaniem o moich brakach. Zwyczajem mojego Mistrza było to, że o prostych, małoznacznych wadach mówił z odcieniem złowróżbnej powagi. Po rozmowie ojciec wpadł do mnie: " Wysłuchawszy uwag twego guru, myślałem, że jesteś zupełnym rozbitkiem!" Rodzic mój był na granicy płaczu i śmiechu.

Jedyną przyczyną niezadowolenia ze mnie Sri Jukteswara było w tym czasie to, że usiłowałem wbrew jego delikatnym wskazówkom nawrócić pewnego człowieka na drogę duchowości.

Z pośpiechem pełnym oburzenia odszukałem mego guru. Przyjął mnie ze spuszczonymi oczami, jakby poczuwał się do winy. Był to jeden jedyny raz, kiedy widziałem, że ten boski lew staje się wobec mnie potulny. Ten jedyny moment dał mi pełną satysfakcję.

- Panie, dlaczego osądzasz mnie tak bezlitośnie przed mym zaskoczonym ojcem? Czy to było słuszne?

- Już drugi raz tego nie zrobię. - W tonie Mistrza brzmiało przeproszenie.

Od razu zostałem rozbrojony. Jakże łatwo wielki człowiek uznawał swą winę! Chociaż nigdy już nie zakłócił umysłu mego ojca, Mistrz nieustępliwie dokonywał sekcji moich wad, kiedykolwiek i ilekroć zechciał.

Nowi uczniowie często przyłączali się do Sri Jukteswara w wyczerpującej krytyce drugich. Mądrzy jak guru! Wzory nieskazitelnego Postępowania! Kto jednak podejmuje atak, nie jest bezbronny. Ci sarni uszczypliwi uczniowie uciekali gwałtownie, gdy tylko Mistrz wypuścil publicznie w ich kierunku kilka strzał ze swego kołczana.

^Wrażliwe wewnętrzne słabości, wzdrygające się przed najlżejszym otknięciem krytyki, są podobne do chorych części ciała, które cofają f1? nawet przed delikatnym ich opatrzeniem". Taki był żartobliwy Ortientarz Sri Jukteswara pod adresem uciekinierów.

Istnieją uczniowie, którzy szukają guru stworzonego na ich Podobieństwo. Uczniowie tacy często się skarżyli, że nie rozumieją Sri Jukteswara.

114

115


- Nie rozumiesz też Boga! - Odpowiadałem przy sposobności Gdy święty jest dla ciebie zrozumiały i jasny, chcesz nim być. Wśród miliona tajemnic, które w każdej sekundzie roztaczają pełną zagadek atmosferę, któż może rościć pretensję do natychmiastowego przeniknięcia natury Mistrza, która nie ma dna?

Uczniowie przychodzili i na ogół odchodzili. Ci, którzy pragnęli ścieżki dobrze naoliwionej sympatii i wygodnego uznania, nie znajdowali jej w pustelni. Mistrz ofiarował opiekę i osłonę na całe eony, wielu uczniów natychmiast żądało balsamu dla ich osobowości. Odchodzili oni stawiając wyżej niezliczone upokorzenia życia aniżeli pokorę. Jaśniejąca promienność Mistrza, przenikliwy blask jego mądrości były za mocne jako lekarstwo na ich duchową chorobę. Szukali oni jakiegoś mniejszego nauczyciela, który by okrywając ich cieniem pochlebstwa pozwalał im na okresowy sen niewiedzy.

W ciągu pierwszych miesięcy pobytu u Mistrza doznawałem żywej obawy przed reprymendą z jego strony. Była ona, jak niebawem spostrzegłem, zarezerwowana dla uczniów, którzy prosili go o słowną krytykę. Jeżeli któryś z wijących się z bólu uczniów protestował, Sri Jukteswar milkł bez urazy. Słowa jego nigdy nie były gniewne, wyrażały tylko bezosobową mądrość.

Wnikliwa analiza Mistrza nie mogła nigdy dotrzeć do nieprzygotowanych na to uszu przygodnego gościa; Mistrz rzadko zwracał uwagę na jego wady, nawet jeśli rzucały się w oczy. Jednakże w stosunku do uczniów, którzy szukali jego rady, Sri Jukteswar odczuwał poważną odpowiedzialność. Dzielnym i odważnym jest zaprawdę guru, który podejmuje się przeobrazić surową rudę przenikniętego na wskroś egoizmem człowieczeństwa! Odwaga świętego ma swe źródło w jego współczuciu dla potykającego się, ślepego człowieka.

Gdy uwolniłem się od uczucia pretensji, odczuwałem wyraźnie zmniejszenie się chłosty. W bardzo subtelny sposób Mistrz jakby miękł i stawał się łagodniejszy. Z biegiem czasu zniszczyłem całkowicie ścianę racjonalnych uzasadnień i podświadomej asekuracji, którą zasłania się zwykła ludzka osobowość. Nagrodą za to była całkowita harmonia z moim guru. Odkryłem wówczas, że jest on pełny zaufania, rozważny i kochający w milczeniu. Będąc jednak powściągliwym, nie wyrażał swej miłości słowami.

Mój własny temperament był w zasadzie uczuciowy. Z początku psuło mi to szyki, że mój guru nasycony dżnaną18, a z kolei całkiem pozbawiony bhakti, wypowiadał się w terminach chłodnej duchowej logiki. Gdy jednak dostroiłem się do jego natury, przekonałem się,że

mój uczuciowo-nabożny stosunek do Boga nie osłabł pod jego , lecz raczej się wzmocnił. Mistrz, który osiągnął samourze-

czywistnienie, potrafi w pełni kierować swymi różnymi uczniami zgodnie z istotnymi ich skłonnościami.

Mój głęboki związek z Sri Jukteswarem, jakkolwiek nie wyrażany w słowach, posiadał mimo to swą pełną wymowę. Często w swych myślach znajdowałem jego milczącą aprobatę, która mowę czyniła niepotrzebną. Siedząc spokojnie obok niego, odczuwałem, jak jego łaskawość i dobroć hojnie w spokoju spływają na mnie.

Bezstronna sprawiedliwość Sri Jukteswara ukazała się w pełni podczas wakacji letnich po pierwszym roku moich studiów na uniwersytecie. Skorzystałem w całości z tej okazji, aby spędzić kilka miesięcy bez przerwy w Serampore razem z mym guru.

- Możesz objąć zarząd pustelni. - Mistrz był zadowolony z mej obecności i entuzjazmu. - Do twoich obowiązków będzie należało przyjmowanie gości i nadzorowanie pracy innych uczniów.

W dwa tygodnie później został przyjęty do pustelni na naukę Kumar, młody wieśniak ze wschodniego Bengalu. Wybitnie inteligentny, szybko zyskał sobie miłość Sri Jukteswara. Z jakichś niezgłębionych przyczyn Mistrz był bardzo wyrozumiały dla nowego mieszkańca.

- Mukundo, pozwól Kumarowi przejąć twe obowiązki. Wykorzystaj swój czas na sprzątanie i gotowanie - Mistrz wydał to zarządzenie, choć nowy chłopiec był u nas zaledwie miesiąc.

Wyniesiony na nadrzędne stanowisko, Kumar uprawiał tyranię w zarządzaniu domem. Cierpiąc w milczeniu, inni uczniowie nadal zasięgali u mnie codziennie rady.

- Mukunda jest niemożliwy! Pan mnie uczynił nadzorcą, a oni chodzą do niego i jemu są posłuszni - skarżył się w trzy tygodnie później Kumar przed naszym guru. Słyszałem to z przyległego pokoju.

- Właśnie dlatego przeznaczyłem go do kuchni, a ciebie do salonu! - w suchym tonie Sri Jukteswara było dla Kumara coś nowego. - W ten sposób doszedłeś do zrozumienia, że dobry zwierzchnik musi pragnąć służyć, a nie panować. Ty pragnąłeś stanowiska Mukundy, lecz nie zdołałeś go utrzymać dzięki swym asiugom. Wróć więc teraz z powrotem do swej pierwotnej pracy Pomocnika kucharza.

Po tym upokarzającym zajściu Mistrz z powrotem przyjął w stosunku do Kumara postawę niezwykłego pobłażania. Któż potrafi

związać tajemnicę powabu? W Kumarze nasz guru odkrył źródło czaru które jednak nie było dostępne dla współuczniów. Chociaż

116

117


nowy chłopiec był wyraźnie faworytem Sri Jukteswara, nie dotyczy}0 to mnie. Osobiste idiosynkrazje, występujące nawet u mistrzów wzbogacały obraz życia. Drobiazgi rzadko mają wpływ na moje usposobienie; u Sri Jukteswara szukałem bardziej niedostępnych darów aniżeli zewnętrznych pochwał.

Pewnego dnia Kumar bez powodu odezwał się do mnie zjadliwie: zranił mnie głęboko.

- W twojej głowie kipi za bardzo - i dodałem przestrogę, której prawdziwość wyczuwałem intuicyjnie: - Jeśli nie poprawisz swego zachowania, doczekam się dnia, kiedy poproszą cię o opuszczenie tej aszramy!

Śmiejąc się sarkastycznie, Kumar powtórzył mą uwagę naszemu guru, który właśnie wszedł do pokoju. Przygotowany w głębi na naganę, usunąłem się potulnie do kąta.

- Może Mukunda ma rację. - Odpowiedź Mistrza brzmiała niezwykle chłodno. Wymknąłem się nie skarcony.

W rok później Kumar wyjechał odwiedzić swój dom rodzinny. Zignorował łagodną dezaprobatę Sri Jukteswara, który nigdy w sposób autorytatywny nie krępował ruchów swoich uczniów. Gdy w kilka miesięcy później chłopiec ten wrócił do Serampore, widoczna była u niego niekorzystna zmiana. Zniknął wspaniały Kumar .o pogodnie pałającym obliczu. Stał przed nami tylko niczym nie wyróżniający się wieśniak, który w ostatnim czasie nabył złych nawyków.

Mistrz wezwał mnie do siebie i ze złamanym sercem roztrząsał ze mną fakt, że obecnie chłopiec nie nadawał się do klasztornego życia w pustelni.

- Mukunda, przekazuję to tobie, abyś pouczył Kumara, że ma jutro opuścić aszramę: nie mogę tego sam uczynić! - Łzy pojawiły sif w oczach Sri Jukteswara, lecz szybko się opanował. - Nigdy by ten chłopiec nie upadł tak nisko, gdyby mnie był słuchał i nie odszedł, by popaść w niepożądane towarzystwo. Odrzucił moją opiekę; więc niestety gruboskórny świat musi być jeszcze jego guru.

Odejście Kumara nie wbiło mnie w dumę; ze smutkiem za-stanawiałem się, jak człowiek, który potrafił zyskać miłość Mistrza. mógł ulec tanim ponętom. Rozkosze wina i płci leżą w naturze człowieka; aby je ocenić, nie potrzeba subtelnego postrzegania.

Podstępny charakter zmysłów można porównać do zieloneg0 oleandra roztaczającego urok wonnych, wielobarwnych kwiatów każda cząstka tej rośliny jest trująca. Równowaga i zdrowie znajdujl'. się wewnątrz człowieka i promieniują szczęściem dla tych, którzy nie szukają w życiu na oślep w błędnych kierunkach.

- - Bystra inteligencja jest obosieczna - zauważył raz Mistrz w związku z błyskotliwością umysłu Kumara. - Można się nią posługiwać konstruktywnie lub destruktywnie. Jak nożem; można nim rozciąć wrzód ignorancji lub odciąć własną głowę. Inteligencją może Iderować tylko umysł, który poznał nieuchronność prawa.

Mój guru obcował swobodnie z uczniami obu płci, traktując ich wszystkich jak swoje dzieci. Doskonale pojmując ich dusze i ducha - nie czynił nigdy między kobietą a mężczyzną różnicy ani nikogo z nich nie wyróżniał.

- We śnie nie wiesz, czy jesteś mężczyzną czy kobietą - mówił. - Podobnie jak mężczyzna, który przedstawia kobietę, wcale się nią nie staje, tak dusza uosobiająca czy to mężczyznę, czy kobietę pozostaje niezmienna. Natomiast duch człowieka jest nieodmiennym, nie dającym się określić obrazem Boga.

Sri Jukteswar nigdy nie unikał ani nie potępiał kobiet jako przedmiotu uwodzenia. "Mężczyźni", mówił, "są również pokusą dla kobiet". Zapytałem raz mego guru, dlaczego pewien wielki starożytny święty nazwał kobietę "bramą do piekieł".



Dostları ilə paylaş:
1   ...   6   7   8   9   10   11   12   13   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə