Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə12/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   42


- Widzę, że jesteś głodny, jedzenie zaraz będzie gotowe.

Za chwilę ogień palił się w ceglanym piecu; ryż i dhal szybko zostały podane na bambusowych liściach. Gospodarz mój uprzejmie nie pozwolił pomagać w żadnych kucharskich czynnościach. "Gość to Bóg", mówi hinduskie przysłowie, które od niepamiętnych czasów jest pobożnie przestrzeganym nakazem. W czasie swych późniejszych podróży po świecie z przyjemnością przekonałem się, że podobnym szacunkiem cieszą się goście w wielu krajach na wsi.

U mieszkańców miast szerokie poczucie gościnności zanikło na wskutek nadmiaru obcych twarzy.

Gdy jogin posadził mnie w odosobnionej małej chatce, targowiska ludzkie wydały mi się ogromnie dalekie. Izba w chacie wyglądała tajemniczo w łagodnym świetle księżycowym. Ram Gopal ułożył kilka starych koców na podłodze jako moje łóżko, a sam usiadł na słomianej macie. Ogarnięty jego duchowym magnetyzmem ośmieliłem się zapytać:

- Dlaczego, panie, nie użyczysz mi samadhil

- Kochany, chętnie bym ci przekazał styczność z Bogiem, lecz nie do mnie to należy. - Święty spoglądał na mnie na wpół przymkniętymi oczyma. - Twój mistrz użyczy ci wkrótce tego doświadczenia. Ciało twoje nie jest jeszcze do tego przygotowane. Podobnie jak mała lampa nie może wytrzymać zbyt wysokiego napięcia prądu elektrycznego, tak twoje nerwy nie są jeszcze gotowe na przyjęcie kosmicznego napięcia. Gdybym ci dał teraz nieskończoną ekstaz?, spaliłbyś się, jak gdyby każda twoja komórka znalazła się w ogniu

- Ty chcesz ode mnie oświecenia, snuł dalej jogin swoje myśli, a ja tymczasem zastanawiam się - taki nieznaczny, jaki jestem i z l! odrobiną przeprowadzonych medytacji - czy udało mi się spodobac Bogu, i jaką wartość znajdę w Jego oczach przy ostateczny!11 obrachunku?

- Czyż nie szukałeś, panie, Boga przez długi czas i ze szczerego serca? - zapytałem.

- Niewiele dokonałem. Behari musiał ci coś opowiedzieć o moim życiu. Przez dwadzieścia lat przebywałem w tajemnej grocie, medytując po osiemnaście godzin dziennie. Potem przeniosłem się do bardziej niedostępnej jaskini, w której mieszkałem przez dwadzieścia pięć lat, pozostając przez dwadzieścia godzin dziennie w stanie oświecenia. Nie potrzebowałem spać, gdyż stale przebywałem z Bogiem.

Ciało moje jest bardziej wypoczęte dzięki zupełnemu spokojowi nadświadomości, niż mogłoby być w zwykłym stanie podświadomości.

Podczas snu mięśnie się odprężają i rozluźniają, ale serce i płuca j-system krążenia stale pracują; one nie mają wypoczynku. W stanie nadświadomości organy wewnętrzne pozostają w stanie zawieszonego Ożywienia, elektryzowane energią kosmiczną. Dzięki temu nie odczuwałem potrzeby snu w ciągu lat. Przyjdzie czas, że i ty rozstaniesz się ze snem.

- Mistrzu, medytowałeś tak długo i jeszcze nie jesteś pewien przychylności Pana?! - patrzyłem na niego zdumiony. - To cóż mamy począć my, biedni śmiertelnicy?

- No cóż, czy nie widzisz, drogi chłopcze, że Bóg jest samą Wiecznością? Łudzić się, że w ciągu czterdziestu pięciu lat medytacji można go w pełni poznać, byłoby śmiesznym uproszczeniem. Babadżi zapewnia nas jednak, że nawet niewiele medytacji wybawia człowieka od strasznego lęku przed śmiercią i stanami pośmiertnymi. Nie lokuj swego duchowego ideału na małej górze, lecz umieść go na gwieździe boskiego osiągnięcia. Jeśli twardo popracujesz, dostaniesz się tam.

Porwany tą perspektywą prosiłem go o dalsze wyjaśnienia. Opowiedział mi niezwykłą historię pierwszego spotkania z Babadżi, który był guru Lahiri Mahasayi. Około północy Ram Gopal zapadł w milczenie, a ja położyłem się na swym posłaniu. Zamknąwszy oczy widziałem blaski błyskawic; ogromna przestrzeń wewnątrz mnie była 'zbą pełną płynącego światła. Otwarłem oczy i obserwowałem to samo zdumiewające promieniowanie. Pokój stał się częścią nieskończonego ^lepienia, które oglądałem w wewnętrznym widzeniu.

- Dlaczego nie śpisz?

- Panie, jakże mogę zasnąć wśród tych błyskawic, które widzę zarówno, gdy mam oczy zamknięte jak i otwarte?

- Jesteś błogosławiony, że masz to doświadczenie; niełatwo można zobaczyć duchowe promieniowanie. - Święty dodał kilka słów swej miłości.

130


131

O świcie Ram Gopal dał mi suchary i powiedział, że muszę odejść. Żegnałem się z takim żalem, że łzy spływały mi po policzkach.

- Nie puszczę cię z pustymi rękoma - mówił tkliwie. - Zrobię coś dla ciebie.

Uśmiechnął się i popatrzył głęboko we mnie. Stałem jak wrośnięty w ziemię, a spokój spływał we mnie jak potężna fala przypływu przez bramę moich oczu. Zostałem momentalnie uleczony z bólu w plecach który dokuczał mi w ciągu wielu lat z przerwami. Odświeżony | wykąpany w morzu świetlistej radości, już więcej nie płakałem! Dotknąwszy stóp świętego, odszedłem w stronę dżungli, torując sobie drogę przez jej gęstwinę, aż dotarłem do Tarakeswaru.

Odbyłem tam ponownie wędrówkę do sławnej świątyni i padłem krzyżem przed ołtarzem. Przed wewnętrznym mym wzrokiem okrągły kamień rósł i rozszerzał się, aż przemienił się w sfery kosmiczne - kula w kuli, sfera za sferą - wszystkie przeniknięte były boskością.

W godzinę później wsiadłem do pociągu do Kalkuty. Podróż moja skończyła się nie w wysokich górach, lecz przed himalajską postacią mego Mistrza.

ROZDZIAŁ 14

Doznanie kosmicznej świadomości

- Jestem z powrotem, Gurudżi. - Zawstydzona moja twarz była bardziej wymowna od mobh słów.

- Chodźmy do kuchni i poszukajmy coś do zjedzenia. - Zachowanie się Sri Jukteswara było tak naturalne, jak gdyby tylko kilka godzin dzieliło nas od ostatniego spotkania.

- Mistrzu, musiałem sprawić ci zawód przez tak nagłe odejście od mych obowiązków tutaj. M/ślałem, że będziesz zagniewany na mnie.

- Nie, oczywiście nie! Gniew rodzi się tylko z pokrzyżowania pragnień, a ja nie oczekuję niczego od drugich. Dlatego ich działania nie mogą stanąć w sprzeczności z moimi życzeniami. Nie posłużyłbym się tobą do mych osobistych celów.

- Panie! Nieraz się słyszy mgliste zdania o miłości Bożej - lecz teraz po raz pierwszy mań: konkretny jej przykład płynący z twej wielkiej osobowości! Na zierai nawet ojciec niełatwo przebacza swemu synowi, który porzuca spravy swego ojca bez uprzedzenia. Ty jednak nie okazujesz najmniejszego gniewu, chociaż musiałeś mieć wiele kłopotu z powodu wielu niedokończonych przeze mnie zadań.

Patrzyliśmy sobie wzajemnie w oczy, w których błyszczały łzy. Zalała mnie fala szczęścia, byłem świadomy, że Pan w postaci mego guru rozpłomienia małe płomyki w mym sercu do niepojętych rozmiarów kosmicznej miłości.

W kilka dni później udarem się rano do pustego pokoju Mistrza. Zamierzałem medytować, lecz moje nieposłuszne myśli nie chciały uczestniczyć w tym chwalebnym zamiarze. Rozpraszały się jak ptaki przed myśliwym.

- Mukunda! - Głos Jtkteswara dochodził do mnie z odległego zewnętrznego balkonu.

Popadłem w stan równie buntowniczy jak moje myśli. Mistrz zawsze zachęca mnie do medytacji, mruczałem do siebie. Nie powinien mi przeszkadzać, gdy wie, po co przyszedłem do tego pokoju.

Mistrz wezwał mnie ponownie; uporczywie milczałem. Za trzecim razem w tonie jego zabrzmiała nagana.

- Panie, medytuję! - wykrzyknąłem z protestem.

- Wiem, jak medytujesz! - zawołał mój guru - masz umysł rozproszony jak liście w czasie burzy! Chodź tu do mnie.

Zburczany i zdemaskowany, poszedłem do niego zasmucony.

- Biedny chłopcze, góry nie mogły ci dać tego, czego pragnąłeś.

Mistrz mówił pieszczotliwie i pocieszająco. Spokojne jego spojrzenie było niezgłębione. - Pragnienie twego serca się spełni.

Sri Jukteswar mówił w sposób zagadkowy; byłem tym nieco oszołomiony. Uderzył mnie łagodnie w pierś powyżej serca.

Ciało moje znieruchomiało całkowicie, jakby potężny magnes wyciągnął powietrze z mych płuc. Dusza i świadomość uwolniły się momentalnie ze swych fizycznych więzów i jak jakiś świetlisty fluid wypłynęły ze wszystkich porów mego ciała. Ciało było niby martwe, niemniej w głębi intensywnej świadomości wiedziałem, że nigdy przedtem nie żyłem w pełni. Moje poczucie tożsamości nie ograniczało się teraz do samego ciała, lecz ogarniało także wszystkie atomy. Ludzie na dalekich ulicach poruszali się łagodnie na odległej mej peryferii. Korzenie drzew i roślin były widoczne dzięki mglistej przejrzystości gleby; dostrzegałem wewnętrzny przepływ

ich soków.

Cała okolica jakby obnażona znajdowała się przede mną. Mój zwykły frontalny sposób widzenia zmienił się teraz na rozległe sferyczne widzenie, dostrzegające naraz wszystko. Przez tył głowy widziałem ludzi przechodzących ulicą Rai Ghat; zauważyłem również białą krowę, która powoli się zbliżała. Gdy znalazła się przed otwartą bramą aszramy, obserwowałem ją także fizycznymi oczami. Gdy przeszła dalej poza ceglaną ścianę, widziałem ją nadal wyraźnie.

Wszystkie przedmioty w obrębie mego panoramicznego widzenia drgały i wibrowały jak szybko zmieniające się obrazy filmu. Moje ciało i Mistrza, dziedziniec kolumnowy, meble i podłoga, drzewa i światło słoneczne w pewnej chwili gwałtownie się poruszyły, aż wszystko się roztopiło w świetliste morze, podobnie jak kryształy cukru wrzucone do szklanki wody rozpuszczają się, gdy się je porusza. Jednoczące wszystko światło pojawiało się kolejno po materializacjach form w metamorfozach ujawniających działanie prawa przyczyny i skutku w stworzeniu.

Ocean radości uderzył o spokojne, nieskończone brzegi mej duszy; Duch Boga, zrozumiałem, jest niewyczerpaną szczęśliwością; ciało Jego to niezliczone tkanki światła. Wzbierająca we mnie wspaniałość zaczęła wyłaniać miasta, kontynenty, ziemię, systemy słoneczne i gwiezdne

134


, delikatne mgławice unoszące się w przestworzach wszechświata. Cały kosmos, łagodnie jaśniejący, jak miasto widziane w nocy z dala, migotał w nieskończoności mej istoty. Ostro zarysowane linie globów nieco zanikały na najdalszych krańcach, widziałem tam łagodne promieniowanie, nigdy nie słabnące. Było ono nieopisanie subtelne; obrazy planet tworzyły się z gęstego światła.

Boskie promieniowanie wylewało się z Wiecznego Źródła, rozpalając się w Mleczne Drogi, przeobrażając się w nie dające się opisać aury. Wciąż na nowo widziałem, jak twórcze promienie zagęszczały się w konstelacje gwiazd, a potem rozpływały się w płaty przejrzystego płomienia. Dzięki rytmicznemu zanikaniu sekstyliony światów przechodziły w stan przeźroczystej światłości, firmament stawał się ogniem.

Dostrzegłem centrum najwyższego nieba jako punkt intuicyjnego postrzegania w mym sercu. Promienisty blask szedł od jądra mojej istoty ku każdej części struktury wszechświata. Błoga amrita, nektar nieśmiertelności, pulsowała we mnie z płynnością żywego srebra. Słyszałem rozbrzmiewający twórczy głos Boga jako Aums3; wibro--wanie Kosmicznego Motoru.

Nagle powietrze wróciło do mych płuc. Z rozczarowaniem niemal nie do zniesienia zrozumiałem, że moja nieskończona niezmierzoność przepadła. Z powrotem byłem zamknięty w upokarzającej klatce ciała, niełatwo dającej się przystosować do potrzeb Ducha. Jak marnotrawny syn musiałem porzucić swój makrokosmiczny dom i uwięzić się w ciasnym mikrokosmosie.

Mój guru stał przede mną nieruchomy, upadłem do jego świętych stóp, pełen wdzięczności za doświadczenie kosmicznej świadomości, którego od dawna namiętnie szukałem. Guru podniósł mnie i powiedział spokojnie i bezpretensjonalnie:

- - Nie możesz się upić ekstazą. Czeka cię duża praca na świecie. Chodź, zamieciemy balkon, a potem przejdziemy się nad Ganges.

Przyniosłem miotłę; zdawałem sobie sprawę, że Mistrz uczy mnie tajemnicy zrównoważonego życia. Dusza musi się unosić nad kosmo-gonicznymi otchłaniami, podczas gdy ciało wypełnia swoje codzienne obowiązki. Gdy wyszliśmy później na przechadzkę, wciąż jeszcze Pozostawałem w stanie niewyrażalnego zachwytu. Widziałem nasze ciała jako dwa obrazy astralne poruszające się po drodze nad rzeką, obrazy, których istotę stanowiło czyste światło.

- Duch Boga aktywnie podtrzymuje każdą formę i siłę we wszechświecie; On sam jednak jest transcendentalny i daleki w błogiej,

135

nieogarnionej próżni poza światami wibracyjnych zjawisk84 - objaśniał Mistrz. - Święci, którzy rozumieją swą boskość, nawet będąc w ciele, wiedzą o swym podwójnym istnieniu. Starannie wykonują swą ziemską działalność, pozostają jednak pogrążeni w wewnętrznym stanie szczęścia. Pan stworzył wszystkich ludzi w bezgranicznej radości Swego bytu. Chociaż ludzie są boleśnie skrępowani swoim ciałem, to jednak Bóg oczekuje, że dusze stworzone na jego obraz wzniosą się ostatecznie ponad wszelkie utożsamienie się ze zmysłami i z powrotem z nim się zjednoczą.



Wizja kosmiczna nauczyła mnie wiele w sposób trwały. Codziennie po uciszeniu myśli mogłem się uwolnić od złudnego przekonania, że jestem masą ciała, krwi i kości chodzącą po twardym gruncie materii. Obserwowałem, że oddech i niespokojny umysł podobne są do gwałtownych burz, które przekształcają ocean światła w fale materialnych form - w ziemię, niebiosa, istoty ludzkie, ptaki, zwierzęta, drzewa. Nie można ujrzeć Nieskończonego jako Jedynego Światła dopóki się nie uciszy tych burz. Ilekroć uciszyłem te dwie formy zamętu, obserwowałem jak niezliczone fale stworzenia roztapiały się w jedno świecące morze, podobnie jak fale oceanu, gdy ustaje burza, w jasności odzyskują swą jedność.

Mistrz obdarza ucznia boskim doświadczeniem kosmicznej świadomości, gdy z pomocą medytacji uczeń wzmocni swój umysł w takim stopniu, że ten ogrom perspektywy go nie przytłoczy. Doświadczenia tego nie można nigdy nikomu użyczyć na podstawie samej tylko intelektualnej jego gotowości lub otwartości umysłu. Tylko należyte jego wzmocnienie z pomocą ćwiczeń jogi i nabożnej bhakti może przygotować umysł na przyjęcie wyzwalającego wstrząsu wszechobec-ności. Przychodzi on jako naturalna i nieunikniona konieczność do każdego prawdziwie pobożnego człowieka. Intensywne pragnienie zaczyna pchać człowieka ku Bogu z nieodpartą siłą. Pan, jak wizja kosmiczna, zostaje przyciągnięty przez magnetyczny zapał człowieka, który szuka go w kręgu swej świadomości.

W późniejszych czasach napisałem poemat Samadhi, w którym usiłuję przekazać wspaniałość i chwałę tego stanu:

Znikły zasłony światła i cienie,

Rozwiał się wszelki opar smutku,

Minęły blaski zmiennej radości,

Przepadły mgliste zmysłowe miraże.

Miłość, nienawiść, zdrowie, choroba, życie i śmierć -

136

Zginęły te złudne cienie na dwoistości ekranie.



Fale śmiechu, scylle sarkazmu, wiry melancholii

Rozpływają się w wielkim oceanie szczęścia.

Burza mayi ucichła

Pod różdżką czarodziejską intuicji.

Przeszłość, przyszłość i teraz - nie dla mnie,

Lecz wieczna teraźniejszość, wszechobecne ja.

Planety, gwiazdy, pył gwiezdny i Ziemia,

Wybuchy wulkanów, sądnego dnia kataklizmy,

Stworzenia wrzący kocioł,

Lodowce cichych promieni X, płonące elektronów fale,

Myśli wszystkich ludzi, przeszłe, obecne i przyszłe,

Każde źdźbło trawy, ja sam i ludzkość,

Każda cząsteczka powszechnego pyłu,

Gniew, chciwość, dobro, zło, zbawienie i żądza -

Wszystko to wchłonąłem, wszystko przemieniłem

W ogromny ocean krwi własnego mego bytu!

Tlące się iskierki radości, rozżarzane wciąż medytacją,

Rozbłysły w nieśmiertelne płomienie szczęścia,

Oślepiając moje łez pełne oczy.

Radość pochłonęła me łzy, mój kształt i całego mnie.

Ty jesteś mną, a ja jestem tobą!

Poznanie, poznający i poznane jest jednym!

Cichy, nieprzerwany dreszcz,

Wiecznie żywy, wiecznie nowy spokój!

Radosna ponad wyobrażenia wszelkie szczęśliwość samadhil

To nie jest stan nieświadomości,

Czy haszysz umysłu woli niepodległy.

Samadhi rozszerza świat mej świadomości

Poza granice śmiertelnej formy,

Aż do kresów najdalszych wieczności,

Gdzie Ja, Ocean kosmiczny,

"atrzę na małe ja we mnie się mieszczące.

Słychać atomów zmienny szmer,

Mroczna ziemia, góry, doliny, patrz! to płynna ciecz.

A oto morza falujące przechodzą w opary mgławice! um dmie w opary, rozdziera przedziwne ich zasłony,

Vceany stoją odsłonięte, świetliste elektrony, 2 przy ostatnim dźwięku kosmicznego kotła ikną gęstsze światła w wieczystych promieniach

Przenikającej wszystko szczęśliwości.

Z radości powstałem, dla radości żyję,

W świętej radości się rozpływam.

Jako ocean umysłu chłonę całego stworzenia fale.

Oto podniosły się prosto wzwyż

Uniosły się cztery zasłony: masywności, płynu, gazu i światła.

Ja - we wszystkim, wschodzi wielkie Ja.

Na zawsze znikły zmienne cienie śmiertelnych pamięci,

Przede mną i nade mną, wysoko w górze, niebo myśli bez skazy.

Wieczność i ja w jeden promień zjednoczone.

Ja - drobna bańka śmiechu

Oceanem samej radości się staję.

Sri Jukteswar nauczył mnie przeżywać to święte doświadczenie zależnie od mej woli, jak również przekazywać je innym, jeśli tylko kanały ich intuicji są dostateczne rozwinięte. W ciągu wielu miesięcy wchodziłem w ekstatyczne zjednoczenie; zrozumiałem, dlaczego Upaniszady mówią, że Bóg jest rasa, czyli "najbardziej przypadającym do smaku". Pewnego dnia jednak postawiłem Mistrzowi pytanie:

- Chciałbym, panie, wiedzieć, kiedy znajdę Boga?

- Już go znalazłeś.

- O nie, panie, nie sądzę!

Mój guru uśmiechnął się. - Jestem pewny, że nie szukasz czcigodnej Osobistości, zdobiącej tron w jakimś aspetycznym zakątku wszechświata! Widzę jednak, że wyobrażasz sobie, że posiadanie cudownych władz jest poznaniem Boga. Absolutnie nie. Człowiek może mieć cały wszechświat, a jednak przekonać się, że Pan mu si? wymyka! Postępu duchowego nie mierzy się zewnętrznymi władzami, lecz tylko głębią szczęśliwości człowieka podczas medytacji.

Odnawiająca się wciąż radość jest Bogiem. On jest niewyczerpany, w miarę jak uprawiasz medytację w ciągu lat, uszczęśliwia cię On z nieskończoną pomysłowością. Ludzie pobożni, którzy tak jak ty znaleźli drogę do Boga, nie marzą nigdy o zamienieniu Go na jakąś inną szczęśliwość; pociąga On nas tak bardzo, że nie można nawet pomyśleć, aby mogło coś z Nim rywalizować.

Jakże szybko bywamy znudzeni ziemskimi przyjemnościami! Prag" nienie rzeczy materialnych nie ma końca; człowiek nigdy nie jest w pełni zadowolony i wciąż dąży do nowego celu. Tym "czymś jeszcze" jest jedynie Pan, który może go obdarzyć trwałą radości-

Pragnienie rzeczy zewnętrznych odciąga nas z wewnętrznego Henu: ofiarowuje nam ono fałszywe przyjemności, które nie uosabiają szczęścia duszy. Raj utracony można jednak szybko odzyskać z pomocą boskiej medytacji. Ponieważ Bóg jest nie dającą się nigdy przewidzieć nieustanną nowością, nie jesteśmy Nim nigdy znudzeni. Czyż możemy się przesycić szczęśliwością, która rozkosznie się zmienia przez całą wieczność?

- Teraz, panie, rozumiem, dlaczego święci nazywają Boga niezgłębionym. Nawet wiecznie trwające życie nie może wystarczyć, aby poznać Jego Wartość.

- To prawda, lecz jest On również bliski i drogi. Gdy z pomocą kriya-jogi umysł jest już oczyszczony z przeszkód zmysłowych, medytacja dostarcza nam podwójnego dowodu Boga. Dowodem jego istnienia, dowodem przekonywującym nas do sedna każdego atomu, jest odnawiająca się wciąż radość. W medytacji również znajdujemy nieustanne Jego kierownictwo. Jego trafną odpowiedź na każdą Trudność.

--- - Tak, mój drogi Gurudżi. Rozwiązałeś mój problem. - Uśmiechnąłem się z wdzięcznością. - Rozumiem teraz, że znalazłem Boga, ilekroć bowiem w ciągu mych zajęć podświadomie powraca radość medytacji, zawsze jestem tak subtelnie kierowany, iż wybieram właściwą drogę we wszystkim, nawet w drobnych szczegółach.

- Życie ludzkie pełne jest smutku, dopóki nie nauczymy się harmonizować je z Wolą Bożą, której "właściwa droga" krzyżuje zamiary naszej egoistycznej inteligencji. Bóg tylko może udzielić nieomylnej rady, bo nikt inny, tylko On dźwiga brzemię kosmosu.

138

ROZDZIAŁ 15i



Kradzież kalafiora

- Mistrzu, oto dar dla ciebie! Własną ręką posadziłem tych sześć ogromnych kalafiorów i jak czuła matka pielęgnująca swe dziecko czuwałem troskliwie nad ich rozwojem i wzrostem. - Sprezentowałem kosz warzyw z ceremonialnym gestem.

- Dziękuję ci - Sri Jukteswar uśmiechnął się ciepło z uznaniem.

- Proszę cię, złóż je tymczasem w moim pokoju, będę ich potrzebował jutro na specjalny obiad.

Przybyłem właśnie do Puri (Puri, odległe od Kalkuty około 310 mil, jest sławnym miejscem, do którego dążą pielgrzymki nabożnych wielbicieli Kriszny; w mieście tym odbywają się wielkie doroczne święta ku jego czci: Snanayatra i Rathayatra), aby razem z guru spędzić swe letnie wakacje w jego nadmorskiej pustelni. Małe zaciszne jednopiętrowe ustronie, zbudowane przez Mistrza i jego uczniów, zwrócone jest frontem do Zatoki Bengalskiej.

Następnego poranka, odświeżony słonym morskim wietrzykiem oraz czarem otoczenia, zbudziłem się wcześnie. Melodyjny głos Sri Jukteswara przywołał mnie; spojrzałem na wypieszczone przeze mnie kalafiory i wsunąłem je zręcznie pod łóżko.

- Chodź, pójdziemy na plażę. - Mistrz szedł przodem, kilku młodych uczniów i ja postępowało za nim w luźnych grupach. Mistrz spojrzał na nas z łagodną krytyką.

- Gdy idą nasi zachodni bracia, to zwykle z dumą harmonijnie śpiewają. Proszę więc, idźcie w dwu rzędach, równym krokiem. - Sri Jukteswar obserwował nas, gdy dostosowywaliśmy się do jego życzenia; potem zaczął śpiewać: "Chłopcy idą tu i tam, idą zgrabnyrn małym rzędem". Podziwiałem łatwość, z jaką Mistrz potrafił iść rześkim, żwawym krokiem razem ze swymi młodymi uczniami.

- Stać! - Oczy guru szukały moich. - Czy pamiętałeś, żeby zamknąć tylne drzwi pustelni?

- Zdaje mi się, że tak, Panie!

Sri Jukteswar milczał przez kilka minut, uśmiech tłumiony igrał na jego wargach. - Nie, zapomniałeś - rzekł wreszcie. - Kontemplacją

140


o0ga nie można usprawiedliwiać beztroski w sprawach materialnych, /aniedbałeś swego obowiązku zabezpieczenia aszramy; musisz ponieść karę.

Sądziłem, że Mistrz żartuje w sposób nieco zagadkowy, gdy dodał: - Za chwilę z twoich sześciu kalafiorów pozostanie tylko pięć. Na rozkaz Mistrza zawróciliśmy i pomaszerowali z powrotem, aż znaleźliśmy się tuż przy pustelni.

- Zatrzymajcie się na chwilę, Mukunda, popatrz no przez ogrodzenie z lewej strony; obserwuj drogę po drugiej stronie. Niebawem pojawi się tam człowiek, który będzie powodem twego wstydu.

Ukryłem swą przykrość z powodu niezrozumiałych dla mnie uwag. Niebawem ukazał się na drodze wieśniak; nie szedł, lecz tańczył dziwacznie i machał dokoła siebie ramionami wykonując bezsensowne ruchy. Niemal sparaliżowany z ciekawości, wytrzeszczyłem oczy na to zabawne widowisko. Gdy wieśniak doszedł do miejsca, w którym mógł zniknąć mi z oczu, Sri Jukteswar powiedział: - Teraz on zawróci.

Wieśniak rzeczywiście nagle zmienił kierunek, zawracając ku tylnej stronie aszramy. Przeszedłszy przez piaszczystą drogę, wszedł do budynku przez tylne drzwi. Pozostawiłem je nie zamknięte, tak - jak to guru powiedział. Za chwilę wieśniak ukazał się z powrotem. Kroczył teraz drogą, nadęty godnością posiadania.

Rozwijająca się farsa, w której przypadła mi rola zaskoczonej ofiary, nie zmieszała mnie jednak tak bardzo, abym nie mógł w gniewie podjąć pościgu. W pół drogi jednak Mistrz mnie odwołał. Śmiał się serdecznie.

- Ten biedny, pomylony człowiek marzył o kalafiorze - wyjaśniał nam wśród wybuchów wesołości. - Pomyślałem sobie, że byłoby nieźle, gdyby sobie wziął jeden z twoich źle strzeżonych!

Pobiegłem do swego pokoju i stwierdziłem, że złodziej najwidoczniej opętany myślą o kalafiorze zostawił nietknięte moje złote pierścienie, zegarek i pieniądze, które leżały na wierzchu na kocu. Sięgnął 23 to pod łóżko, gdzie jeden z tych kalafiorów całkowicie ukrytych Przed przypadkowym ludzkim spojrzeniem wzbudził jego prostodusz-ne Pragnienie.

Wieczorem poprosiłem Sri Jukteswara, aby wyjaśnił to zdarzenie, które jak sądziłem, miało kilka cech zagadkowych.



Dostları ilə paylaş:
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə