Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə22/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   18   19   20   21   22   23   24   25   ...   42

Po niedawnym wynalezieniu mikroskopu elektronowego uzyskano wyraźny dowód świetlnej istoty atomu i nie dającej się uniknąć dwoistości natury. The New York Times zamieścił w 1937 r. następujące sprawozdanie z pokazu mikroskopu elektronowego na zebraniu Amerykańskiego Towarzystwa Rozwoju Nauki (American Association for the Advancement of Science):

"Krystaliczna budowa tungstenu, znana dotąd tylko pośrednio Przy pomocy promieni X, była wyraźnie widoczna na fluoryzującym ekranie, ukazując dziewięć atomów w dokładnym ich położeniu w siatce przestrzennej, jako sześcian mający po jednym atomie w każdym narożu i jeden w środku. Atomy w sieci kryształu tungstenu ukazały się na fluoryzującym ekranie jako punkty światła ułożone w geometrycznym schemacie. Na tle tego krystalicznego sześcianu światła można było obserwować bombardujące go cząsteczki powiet-rza jako tańczące punkty świetlne, podobne do punktów skrzącego się światła słonecznego na ruchomej wodzie...

243

Zasada mikroskopu elektronowego została odkryta w 1927 r przez drą Clintona Davissona i drą Lestera H. Gernera w laboratorium Bell Telephone w New York City, stwierdzili oni, że elektron odznacza się dwoistym charakterem, mając cechy zarówno cząsteczki jak i fali. Właściwość falowa nadaje elektronowi cechę światła, wobec czego podjęto poszukiwania sposobu zogniskowania elektronów w podobny sposób, jak przy pomocy soczewki skupia się światło w jej ognisku.



Za odkrycie tego dwoistego charakteru elektronu, które potwierdziło, że całe królestwo przyrody ma dwoisty charakter, dr Davisson otrzymał Nagrodę Nobla w zakresie fizyki".

"Nurt nauki", pisał Sir James Jeans w The Mysterious Universe (Tajemniczy Wszechświat), "zmierza ku niemechanicznej rzeczywistości; wszechświat zaczyna być podobny raczej do wielkiej myśli niż do wielkiej maszyny". Nauka dwudziestego wieku zaczyna więc mówić jak stronica prastarych Wed.

Od nauki więc, jeśli tak być musi, niechaj człowiek się uczy filozoficznej prawdy, że nie ma materialnego wszechświata ; osnowa i wątek świata jest mayą, ułudą. Miraż jego rzeczywistości pryska całkowicie pod lupą analizy. W miarę jak ubezpieczające podpory fizyczne kosmosu walą się jedna za drugą, człowiek zaczyna rozumieć swe wykroczenia przeciw Boskiemu przykazaniu: "Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną".

W sławnym równaniu równowartości masy i energii Einstein dowiódł, że energia zawarta w każdej cząsteczce równa, się jej masie pomnożonej przez kwadrat szybkości światła. Wyzwolenie energii atomowej dokonuje się przez unicestwienie materialnych cząsteczek. "Śmierć" materii jest "narodzeniem się" atomowego wieku. (Kierunek myśli, w którym poszedł Einstein, znajduje wyjaśnienie w fakcie, że przez całe życie był on uczniem wielkiego filozofa Spinozy, którego najbardziej znanym dziełem jest Etyka w porządku geometrycznym dowiedziona).

Prędkość światła jest matematyczną stałą wielkością nie dlatego, że ma absolutną wartość 299 793 kilometrów na sekundę, lecz dlatego, że żadne ciało materialne, którego masa zwiększa się wraz z szybkością, nie może nigdy osiągnąć prędkości światła. Inaczej mówiąc, tylko ciało materialne o nieskończenie wielkiej masie mogłoby mieć prędkość światła.

Ta koncepcja doprowadza do prawa cudów.

Mistrzowie, którzy potrafią zmaterializować i dematerializować swe ciało lub jakikolwiek inny przedmiot oraz potrafią poruszać si?

244


prędkością światła i posługiwać się twórczymi promieniami w celu natychmiastowego wywołania jakiegoś zjawiska

ś\Viaua •• - -- - --j,-- ^

fizycznego, spełnili konieczny warunek Einsteina: ich masa jest nieskończona.

Świadomość doskonałego jogina utożsamia się bez wysiłku nie z ograniczonym ciasnym ciałem, lecz z powszechną strukturą. GrawT-fggjaTczy to pojmowana jako "siła" u Newtona, czy jako "przejaw bezwładności" u Einsteina, nie może zmusić mistrza do przejawiania"'" ^)asciwości "wagL, która cechuje grawitacyjne warunki wśzelkiCrT materialnych ciał. Kto poznał w sobie wszechobecnego Ducha,nie podlega już konieczńbściom ciała w czasie i przestrzeni^Zamykający" IćT^meprzekraczalny krąg" ("ring pass pot") uległ rozpuszczającemu działaniu czynnika - "Jam Jest Nim"

"Niech będzie światlcTTstalo sięTwiatło". Pierwszy rozkaz Boga do jego stworzenia powołał do bytu tylko jedną atomową rzeczywistość: światło. Najpjromieniach tego niematerialnego ośrodka dokonują się wszystkie boskie działania. Swięci wszystkich wieków dają świadectwo, że Bóg objawia się jako płomień i światło. "Król królów i Pan panujący sam ma nieśmiertelność i mieszka w światłości nieprzystępnej" (1. list do Tymoteusza 6:15-16).

Jogin, który dzięki doskonałej medytacji zanurzył swą świadomość w Stwórcy, postrzega kosmiczną esencję jako światło; dla niego nie ma rolnicy pomiędzy promieniami światła tworzącymi wodę a promienia-jm tworzącymi ziemie. Wolny od świadomości materii wolny od- trzech wymiarów przestrzeni i czwartego wymiaru czasu, mistrz przenosi swe ciało równie łatwo ponad lub przez promienie światła ziemi, wody, ognia i powietrza. Długie skupienie na oku duchowym, Które daje wyzwolenie, rozwinęło w joginie zdolność zniszczenia wszelkich złudzeń co do materii i jej grawitacyjnej wagi: odtąd widzi on wszechświat w jego istocie jako niezróżnicowaną masę światła.

"Obrazy optyczne", mówi dr L. T. Troland z ffarwardu, "zbudowane są na tej samej zasadzie jak zwykłe sztychy, to znaczy składają si? z drobnych punkcików lub kresek, zbyt małych jednak, aby je oko mogło odróżnić... Wrażliwość siatkówki oka jest tak wielka, że wrażenie wzrokowe może być wywołane przez stosunkowo niewiele kwantów właściwego rodzaju światła". Dzięki Boskiej wiedzy o zjawiskach świetlnych mistrz może natychmiast z obecnych wszędzie atomów wywołać projekcję postrzegalnych obiektywnie zjawisk. Aktualna forma projekcji - drzewo, lekarstwo czy ciało ludzkie - odpowiada rozwojowi woli i zdolności wizualizacji jogina.

245


W stanie uśpionej świadomości, gdy'człowiek rozluźni kleszczejswych egoistycznych ograniczeń, które za dmaTewszad go osaczają, uiawnk się wszecEpoltęga jego TjiiiT^iśłu. Oto we śnie zjawiają się dawno zmarli przyjaciele,'najodlegiejsze kontynenty, zmartwychwstałe sceny z dzieciństwa. Z tą wolną i nieuwarunkowaną świadomością mistrz, który zharmonizował się z Bogiem, połączył się nienaruszalnym nigdy węzłem. Pozbawiony wszelkich osobistych motywów i korzystając z udzielonej mu przez Stwórcę twórczej woli, jogin układa atomy światła we wszechświecie w taki sposób, aby spełnić każdą szczerą modlitwę pobożnego człowieka. Człowiek w tym właśnie stworzony został celu, aby stać się panem mavi, znającym swą władzę nad światem.

"I rzekł Bóg; stworzymy człowieka na obraz Nasz i według podobieństwa Naszego i niech panuje nad rybami morza i nad ptactwem nieba i nad bydłem i nad całą ziemią i nad wszelkim płazem, który pełza po ziemi" (Genesis 1:26).

W 1915 r., wkrótce po wstąpieniu do Zakonu Swamich, miałem wizję nacechowaną gwałtownymi kontrastami. Ukazała mi się w nich żywo względność ludzkiej świadomości; ujrzałem jasno jedność Wieczystego Światła poza bolesnymi, pełnymi cierpienia dwoistościami mayi. Wizja ta zjawiła mi się pewnego poranku, gdy siedziałem w swym małym pokoju w attyce domu mego ojca przy ulicy Gurpar. Od szeregu miesięcy szalała w Europie pierwsza wojna światowa; uświadomiłem sobie ze smutkiem ogromne żniwo śmierci.

Gdy w medytacji zamknąłem oczy, świadomość moja nagle przeniosła się w ciało pewnego kapitana dowodzącego okrętem wojennym. Grzmot dział wstrząsnął powietrzem, gdyż toczyła się walka pomiędzy bateriami z wybrzeża a działami okrętu. Ogromny pocisk trafił w magazyn amunicji i wysadził mój okręt w powietrze. Skoczyłem do wody z kilku marynarzami, którzy przeżyli eksplozję.

Z ciężko bijącym sercem dopłynąłem bezpiecznie do brzegu. Ale niestety zabłąkana kula zakończyła swój szalony lot w mojej piersi. Padłem z jękiem na ziemię. Całe moje ciało było sparaliżowane, byłem jednak świadomy, że je posiadam, podobnie jak w czasie snu jest się świadomym nie chcącej się poruszać nogi.

"Nareszcie tajemnicza pogoń Śmierci dopadła mnie", pomyślałem sobie. Już z ostatnim westchnieniem miałem pogrążyć się w nieświadomości, gdy oto znalazłem się w swym pokoju przy ulicy Gurpar, siedząc w postawie lotosowej.

Z oczu mych popłynęły gwałtowne łzy, gdy z radością dotknąłem i uszczypnąłem swą własność - ciało wolne od kuli w piersi.

246


Kołysałem się w jedną i drugą stronę, wdychając i wydychając powietrze, aby upewnić się, że żyję. Wśród tej radości świadomość moja znów znalazła się w martwym ciele kapitana na krwawym wybrzeżu. Umysł mój popadł w całkowite zmieszanie.

"Panie", modliłem się, "czy jestem martwy - czy żyję?"

Olśniewająca gra światła wypełniła cały horyzont. Jakby łagodny grzmot uformował się w te słowa:

"Cóż ma życie lub śmierć do Światła? Na obraz Mego Światła stworzyłem ciebie. Względność życia i śmierci należy do kosmicznego snu. Oglądaj swą wolną od snu istotę! Zbudź się me dziecię, zbudź"!

W procesie stopniowego budzenia świadomości człowieka.Ean,.daje uczonym natchnienie do odkrywania we właściwym czasie ijniejscu tajemnic swego stworzenia. Wiele współczesnych odkryć pomaga człowiekowi zrozumieć wszechświat jako zróżnicowany wyraz przeja-Jyienia się jednej potęgi - Światła kierowanego Boską inteligencją. Cuda kinematografu, radia, telewizji, radaru, komórki fotoelektrycz-nej, tego wszystkowidzącego "elektrycznego oka", energii atomowej - wszystkie wynalazki opierają się na elektromagnetycznym zjawisku światła.

Sztuka filmowa może przedstawić na ekranie każdy cud. Z punktu widzenia stwarzania wrażeń wzrokowych nie ma cudu, którego by nie mogły stworzyć na ekranie "triki" filmowe. Przejrzyste ciało astralne człowieka może się w obrazie filmowym odłączyć od ciała fizycznego, człowiek może chodzić po wodzie, zmartwychwstać, można odwrócić naturalną kolejność zdarzeń oraz unicestwić czas i przestrzeń. Układając obrazy świetlne według swego upodobania operator stwarza cuda, które prawdziwy mistrz czyni przy pomocy zwykłych promieni świetlnych.

Imitujące życie obrazy filmu ilustrują wiele prawd odnoszących się do stworzenia świata. Dyrektor Kosmicznego Teatru napisał własne sztuki i zgromadził zespoły w celu wystawienia-widowiska obliczonego na wieki wieków. Z ciemnej kabiny wieczności wysyła On swój twórczy promień, który przechodzi przez filmy kolejnych wieków, a obrazy padają na ekran przestrzeni. Jak obrazy filmu wydają się rzeczywiste, choć są tylko kombinacją światła i cienia, zugełnie tak .samo cały świait, jest ułudnym pozorem. Sfery planetarne z niezliczonymi formami życia są tylko obrazami w kosmicznym kinematografie, które chwilowo postrzeganiu pięciu zmysłów wydają się Prawdziwe, są to sceny rzucone na ekran świadomości ludzkiej przez nieskończony twórczy promień.

247


Widzowie w kinie mogą spojrzeć w górę i zobaczyć, że wszvstlcie obrazy na ekranie pojawiają-sig djie-ki-działaniu bezforemnpgp strumienia światła. Podobnie barwny dramat powszechny pochodzT odjedynego białego światła, wyłaniającego się z kosmicznego źródła Z niepojętą pomysłowością Bóg inscenizuje dla swych dzieci przedstawienie, czyniąc z nich zarówno aktorów, jak i widzów w swym planetarnym teatrze.

Pewnego dnia wszedłem do kina, aby zobaczyć zdjęcia z pól bitewnych w Europie. Losy pierwszej wojny światowej ważyły się jeszcze na Zachodzie; kronika filmowa podawała obrazy rzezi z takim realizmem, że opuściłem seans ze ściśniętym sercem.

"Panie" modliłem się, "dlaczego zezwalasz na tyle cierpienia?"

Ku memu niezmiernemu zdumieniu odpowiedź zjawiła się natychmiast w postaci wizji europejskich pól walki. Okropność bitwy, w której pełno było zabitych i konających, o wiele przewyższała okrucieństwem to wszystko, co było w kronice filmowej.

"Patrz uważnie"! Łagodny głos mówił wewnątrz mej świadomości. "Zobaczysz, że te sceny, które teraz rozgrywają się we Francji, są tylko grą świateł i cieni. To tylko obrazy kosmicznego kina, równie rzeczywiste i nierzeczywiste jak kronika filmowa, którą przed chwilą oglądałeś - przedstawienie w przedstawieniu".

Serce moje jeszcze się nie pocieszyło. Głos Boski mówił dalej: "Świat stworzony jest światłem i cieniem zarazem; bez tego żaden obraz nie jest możliwy. Dobro i zło muszą zawsze na zmianę górować. Gdyby nieustanna radość panowała na tym świecie, czy człowiek szukałby w ogóle innego? Jeśli nie cierpi, nie stara się wcale przypomnieć sobie, że porzucił swój wieczysty dom rodzinny. Ból jest bodźcem do przypomnienia sobie. Drogą eto jego^-unjknigcia jest mądrość! Tragedia śmierci jest nierzeczywista; kto przed nią drży, podobny jest do nieświadomego rzeczy aktora, który na huk wystrzałów umiera na scenie z przerażenia, chociaż się strzela do niego ślepymi nabojami. Sjnnowiejnoi^ s§ dziećmi światła^ nie^ząsna^ pni na zawsze w złudzenui^.^>

Choć w pismach świętych czytałem wyjaśnienia co do mayi, to jednak nie dały mi one tak głębokiego wglądu w istotę rzeczy, do jakiego doszedłem na podstawie osobistych wizji i towarzyszących im słów pocieszenia. Sposób wartościowania głęboko się zmienia, gdy człowiek przekonuje się w końcu, że cały stworzony świat jest tylko ogromnym obrazem i że jego własna rzeczywistość leży nie w obrazie, lecz poza nim.

248


Gdy napisałem ten rozdział, usiadłem na łóżku w postawie lotosowej. Pokój był słabo oświetlony przez dwie przysłonięte lampy, podniósłszy wzrok do góry, spostrzegłem, że sufit był cętkowany w małe, o musztardowej barwie światła, iskrzące się i drgające jak świecenie radu. Tysiące subtelnych promieni, jakby drobny, rzęsisty deszcz, skupiły się w przejrzysty strumień i w ciszy spadły na mnie.

Natychmiast moje ciało fizyczne utraciło gęstość i przeobraziło się w astralną strukturę. Doznałem wrażenia, że unoszę się, gdyż zaledwie dotykałem łóżka; ciało nieważkie przesuwało się lekko to w lewo, to w prawo na zmianę. Rozejrzałem się po pokoju; meble i ściany wyglądały jak zwykle, lecz skromne oświetlenie tak się zwielokrotniło, że sufit stał się niewidzialny. Osłupiałem ze zdumienia.

"Oto jest mechanizm kosmicznego kinematografu". Głos brzmiał tak, jakby pochodził z wnętrza tego światła. "Zlewając swe promienie na biały ekran prześcieradła na tym łóżku wytwarza on twoje ciało. Patrz, twa postać jest tylko światłem!"

Spojrzałem na swe ramiona i poruszyłem nimi w tył i w przód, lecz nie mogłem poczuć ich ciężaru. Opanowała mnie ekstatyczna radość. Kosmiczna wiązka światła, rozkwitająca w postaci mego ciała, wyglądała jak boska kopia promieni świetlnych wypływających z projektora i objawiających się w formie obrazów na ekranie.

Przez długi czas przeżywałem to doświadczenie obrazu filmowego swego ciała na słabo oświetlonej scenie mej własnej sypialni. Pomimo że miałem już wiele wizji, żadna nie była tak osobliwa. Gdy moje złudzenie materialności ciała całkowicie się rozpadło i gdy równocześnie pogłębiło się moje zrozumienie faktu, że istotę wszystkich przedmiotów stanowi światło, spojrzałem w górę ku pulsującemu strumieniowi "żywotronów" i odezwałem się błagalnie:

"O Boskie światło, proszę, zabierz w siebie ten mój skromny obraz, podobnie jak Eliasz został wzięty do nieba w ognistym wozie".

Modlitwa ta jakby spłoszyła wizję; strumień światła znikł. Ciało moje odzyskało z powrotem zwykłą swą wagę i opadło na łóżko; rój olśniewających świateł na suficie zamigotał i znikł. Czas mego opuszczenia tej ziemi widocznie jeszcze nie nadszedł.108

ROZDZIAŁ 31 Spotkanie ze świętą matką

- Czcigodna matko, jako niemowlę zostałem ochrzczony przez twego małżonka-proroka. Był on guru moich rodziców, jako też mojego guru Sri Jukteswaradżi. Czy wobec tego raczysz mi coś opowiedzieć z historii twego świętego życia?

Tak przemówiłem do Szrimati Kaszi M oni, towarzyszki życia Lahiri Mahasayi. Znalazłszy się na krótko w Benaresie zapragnąłem odwiedzić tę sędziwą panią. Przyjęła mnie łaskawie w starym domostwie Lahiriego, w dzielnicy Garudeswar Mohulla w Benaresie. Chociaż była w podeszłym wieku, znajdowała się w stanie kwitnącym jak lotos, emanując w milczeniu duchową atmosferę. Była średniego wzrostu, miała szczupłą talię i piękną cerę. Wielkie jaśniejące oczy nadawały jej twarzy łagodny, macierzyński wygląd.

- Witam cię synu, chodź na górę.

Kaszi Moni poprowadziła mnie na piętro do bardzo małego pokoju, w którym przez pewien czas mieszkała razem ze swym mężem. Poczułem się zaszczycony, że mogę oglądać przybytek, w którym niezrównany mistrz zniżył się do odgrywania ludzkiego dramatu małżeństwa. Szlachetna pani poprosiła mnie, abym usiadł na poduszce koło niej.

- Minęło wiele lat - rozpoczęła - zanim zdołałam zrozumieć boski charakter mego męża. Pewnej nocy, w tym właśnie pokoju, miałam bardzo żywy sen. Nade mną unosiły się w powietrzu wspaniałe anioły. Widzenie było tak realistyczne, że natychmiast się zbudziłam; cały pokój był spowity niezwykle olśniewającym światłem.

- Mąż mój w lotosowej postawie unosił się w środku pokoju, otoczony aniołami, które oddawały mu cześć w modlitewnej postawie ze skrzyżowanymi rękami. Zdumiona ponad wszelką miarę, byłam przekonana, że dalej śnię.

- Niewiasto - odezwał się Lahiri Mahasaya - nie śpisz. Porzuć sen na zawsze! - Gdy powoli zstąpił na podłogę, rzuciłam się na "ziemię do jego stóp.

- Mistrzu - zawołałam - kłonię się przed tobą nieustannie! Czy przebaczysz mi, że uważałam cię za swego małżonka? Umieram zL

250

że tak długo byłam ślepa i ciemna u boku człowieka obudzonego w Bogu. Czy zechcesz przyjąć mą nic nie znaczącą osobę "na ucznia?



Mistrz dotknął mnie łagodnie - Powstań, duszo poświęcona! Jesteś przyjęta. - Zwrócił mnie w stronę aniołów. - Proszę cię, ukłoń się po kolei przed każdą z tych świętych istot. .

Gdy w pokorze uklękłam, głosy anielskie zabrzmiały razem jak chór w starożytnym śpiewie: "Maiżonko Boskiej Istoty, bądź błogosławiona. Pozdrawiamy cię". Sk:onili się do mych stóp i nagle świetliste ich postaci zniknęły. Pckój pogrążył się w mroku.

Mój guru zapytał mnie, czy chcę być wtajemniczona w krija-jogę.

- Oczywiście - odpowiedziałam - żałuję, że nie otrzymałam jej błogosławieństwa wcześniej.

- Przedtem czas jeszcze do tejo nie dojrzał! - Lahiri Mahasaya uśmiechnął się pocieszająco. - Pomogłem ci w milczeniu odrobić dużo twej karmy. Teraz sama chcesz i jesteś gotowa.

Dotknął mego czoła. Ukazały mi się masy wirującego światła; stopniowo promieniowanie świetlne ułożyło się w opalowobłękitne oko duchowe, otoczone złotym pierścieniem i mające w środku pTęcioramienną gwiazdę.

- Przeniknij swą świadomością poprzez gwiazdę w Królestwo Nieskończonego. - Głos mego gjru miał nowe brzmienie, łagodne jak odległa muzyka.

Wizja za wizją na podobieńslwo bałwanów morskich uderzała o brzegi mej duszy. Wreszcie pinoramiczne wizje rozpłynęły się w ocean szczęścia. Zatraciłam si^ we wzbierającej wciąż na nowo szczęśliwości. Gdy potem, po szeregu godzin, powróciłam do świadomości tego świata, mistrz zapozmł mnie z techniką krija-jogi.

Od tej nocy Lahiri Mahasaya ngdy już nie sypiał w moim pokoju. Co więcej, odtąd w ogóle nigdy ne spał. Pozostawał we frontowym pokoju na parterze w towarzystwu swych uczniów zarówno we dnie jak i w nocy.

Znamienita pani zapadła w nilczenie. Rozumiejąc wyjątkowy charakter jej związku ze wzniosłyn jogiem, ośmieliłem się w końcu Prosić o dalsze jej wspomnienia.

- Jesteś zachłanny, mój synu. Pomimo to usłyszysz jeszcze jedną historię. - Uśmiechnęła się nieśniało. - Muszę się przyznać do grzechu, który popełniłam w stosmku do mego guru-małżonka. Po kilku miesiącach po mym wtajeimiczeniu zacząłam się czuć opuszczoną i zaniedbaną. Pewnego poanku Lahiri Mahasaya wszedł do

251


tego pokoiku, aby napisać artykuł; szybko podążyłam za nim Opanowana gwałtowną falą ułudy, odezwałam się do niego w sposób niesłuszny:

- Wszystek czas spędzasz z uczniami. A cóż z twymi obowiązkami wobec żony i dzieci? Żałuję, że nie zatroszczysz się o dostarczenie swej rodzinie więcej pieniędzy.

Mistrz spojrzał na mnie przez moment, a potem nagle znikł mi z oczu. Grozą przejęta i przerażona usłyszałam głos wychodzący z każdego miejsca pokoju:

- Wszystko jest niczym, czyż tego nie widzisz? Jakże takie nic, jak ja, mogłoby wytworzyć bogactwa dla ciebie?

- Gurudżi! - krzyczałam - błagam cię po milion razy o przebaczenie! Grzeszne moje oczy nie mogą cię dojrzeć; proszę cię, ukaż się w swej świętej postaci.

- Jestem tutaj - odpowiedź tę usłyszałam spod sufitu. Spojrzałam w górę i ujrzałam, jak mistrz materializował się w powietrzu, przy czym głową dotykał sufitu. Oczy jego podobne były do oślepiających płomieni. Nie panując nad sobą ze strachu, padłam z łkaniem do jego stóp, wtedy spokojnie zstąpił na podłogę.

- Kobieto, szukaj Boskiego bogactwa, a nie marnych błyskotek ziemi. Po zdobyciu wewnętrznego skarbu przekonasz się, że zewnętrzne potrzeby człowieka zawsze znajdują zaspokojenie. - Potem dodał: - Jeden z mych duchowych synów zaopatrzy cię w potrzebne środki.

- Słowa mego guru naturalnie sprawdziły się; pewien uczeń złożył znaczną sumę dla naszej rodziny.

Podziękowałem Kaszi Moni za podzielenie się ze mną swym cennym doświadczeniem. (Czcigodna matka opuściła ten świat w 1930 r. w Benaresie). Następnego dnia powróciłem do niej i spędziłem kilka miłych godzin na filozoficznej dyskusji z Tincouri i Dacouri Lahiri. Ci dwaj świątobliwi synowie wielkiego świętego Indii szli ściśle drogą ideałów. Każdy z tych mężów był zgrabny, smukły i silny, miał okazałą brodę i miękki głos oraz odznaczał się urokiem dawnych obyczajów.

Kaszi Moni nie była jedyną kobietą będącą uczniem Lahiri Mahasayi; były setki innych łącznie z moją matką. Pewnego razu jedna z nich poprosiła guru o jego fotografię. Wówczas wręczył jej odbitkę fotografii z uwagą: "Jeśli uważasz ją za osłonę, niechaj nią będzie, jeśli nie, to będzie ona tylko obrazkiem".

W kilka lat później zdarzyło się, że owa kobieta i synowa Lahin Mahasayi studiowały Bhagawad Gitę przy stole, nad którym wisiała fotografia guru. Nagle rozszalała się z wielką furią burza elektryczna.

252


- Lahiri Mahasaya, chroń nas! - Kobiety pochyliły się we czci przed portretem. Piorun uderzył w książkę, którą czytały, lecz nie tknął żadnej z kobiet.

- Miałam wrażenie - opowiadała kobieta-uczeń - że otaczała nas zasłona z lodu, która nas ochroniła od palącego żaru.

Lahiri Mahasaya dokonał dwóch cudów w stosunku do innej kobiety, Abbhoyi, będącej także jego uczniem. Pewnego dnia ona i jej mąż, adwokat z Kalkuty, wybrali się do Benaresu, aby złożyć wizytę swemu guru. Z powodu nadmiernego ruchu na ulicach powóz ich spóźnił się na stację; gdy przybyli na główny dworzec Howrah, usłyszeli gwizdek zapowiadający odjazd pociągu.

Abbhoya stanęła spokojnie obok kasy biletowej.

"Lahiri Mahasaya, błagam cię, zatrzymaj pociąg"! modliła się w milczeniu. "Nie wytrzymam bólu, jaki mi sprawi czekanie jeszcze jeden dzień, aby zobaczyć ciebie".

Koła sapiącego pociągu poruszały się bez przerwy, lecz pociąg nie ruszał z miejsca. Maszynista i pasażerowie wyszli z pociągu na peron, aby zobaczyć to niezwykłe zjawisko. Angielski konduktor kolejowy podszedł do Abbhoi i jej męża. Wbrew wszelkim zwyczajom ofiarował swe usługi.

- Babu - rzekł - proszę dać pieniądze. Kupię bilety, podczas gdy państwo wsiadać będziecie do pociągu.

Gdy tylko nasza para wsiadła do pociągu i otrzymała bilety, pociąg ruszył naprzód. Maszynista i podróżni w popłochu wdrapywali się do wagonów, nie wiedząc, dlaczego teraz pociąg ruszył ani dlaczego przedtem nie mógł posunąć się naprzód.

Przybywszy do Lahiri Mahasayi w Benaresie, Abbhoya w milczeniu, rzuciła się na ziemię przed mistrzem i starała się dotknąć jego stóp.

- Uspokój się, Abbhoya - powiedział do niej mistrz. - Jakże lubisz mnie niepokoić! Jakbyś nie mogła tu przyjechać następnym Pociągiem!

Abbhoya odwiedziła mistrza Lahiri Mahasayę także przy innej Pamiętnej dla niej okazji. Tym razem pragnęła interwencji nie w sprawie pociągu, lecz bociana.

- Proszę - powiedziała - pobłogosławić mnie, aby moje dziewiąte dziecko mogło żyć. Urodziłam ośmioro dzieci, każde z nich Jednak zmarło wkrótce po urodzeniu.



Dostları ilə paylaş:
1   ...   18   19   20   21   22   23   24   25   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə