Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə24/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   20   21   22   23   24   25   26   27   ...   42

Lahiri Mahasaya urodził się 30 września 1828 r. w pobożnej rodzinie bramińskiej o starożytnym pochodzeniu. Miejscem jego urodzenia była wieś Ghurni w okręgu Nadia w pobliżu Krisznagar w Bengalu. Był on najmłodszym synem Muktakaszi, drugiej żony Gauna Mohana Lahiri'ego, który cieszył się dużym poważaniem. Pierwsza jego żona, po urodzeniu trzech synów, zmarła podczas pielgrzymki. Matka osierociła chłopca we wczesnym jego dzieciństwie; mało o niej wiadomo poza jednym ważniejszym faktem, że była gorącą wielbicielką Pana Sziwy, którego pisma święte obdarzają mianem "Króla Jogów". (Sziwa, jedna z postaci Boskiej Trójcy - Brahma, Wisznu i Sziwa - której powszechna działalność jest odpowiednio stwarzaniem, utrzymaniem oraz rozwiązywaniem-od'

264

na\vianiem. Sziwa, czasem wymawia się Siwa, przedstawiany jest w mitologii jako Pan ascetów; objawia się swym wielbicielom w wizjach w rozmaitych postaciach, takich jak Mahadewa, asceta o zmierzwionych włosach, i Nataradża, kosmiczny tancerz.)



Młody Lahiri (pełne jego imię brzmiało Shyama Charan Lahiri) spędził dzieciństwo w domu swych przodków w Nadia. Gdy miał trzy lub cztery lata, zauważono, że często siadał w piasku w postawie jogina, zakrywając piaskiem całe swe ciało z wyjątkiem głowy.

W zimie 1833 roku posiadłość Lahirich została zniszczona, gdyż pobliska rzeka Dżalangi zmieniła koryto, a uniesiony przez nią dom zniknął w głębinach Gangesu. Razem z domem została zabrana przez wodę jedna ze świątyń Sziwy, ufundowanych przez Lahirich. Ktoś z pobożnych zdołał ocalić z wiru wód kamienny posąg Pana Sziwy i umieścił go w nowej świątyni, dobrze obecnie znanej jako Ghurni Sziwa Site.

Gaun Mohan Lahiri wraz z rodziną opuścił Nadia i zamieszkał w Benaresie, gdzie zbudował świątynię Sziwy. Domostwo swe prowadził według zasad indyjskiej dyscypliny, przestrzegając regularnie religijnych obrzędów, miłosierdzia i studiowania tekstów świętych. Będąc sprawiedliwym i mając otwartą głowę, nie ignorował dodatnich stron nowoczesnych idei.

Młody Lahiri pobierał jako chłopiec w Benaresie lekcje zbiorowe języków hindi i urdu. Uczęszczał następnie do szkoły prowadzonej przez Dżoj Narajana Ghosala, gdzie zapoznał się z sanskrytem oraz językami: bengalskim, francuskim i angielskim. Przykładając się do studiowania Wed młody jogin przysłuchiwał się pilnie dyskusjom prowadzonym na temat pism świętych przez uczonych braminów, wśród których znajdował się także filozof Nag-Bhatta.

Shyama Charan był łagodnym, szlachetnym i odważnym młodzieńcem, kochanym przez wszystkich kolegów. Będąc fizycznie dobrze zbudowanym, a także zwinnym i silnym, wyróżniał się w pływaniu i wielu innych czynnościach wymagających zręczności.

W 1846 Shyama Charan Lahiri został ożeniony z Srimati Kaszi Moni, córką Sri Debrajana Sanyala. Jako wzorowa pani domu Kaszi Moni chętnie spełniała swe domowe obowiązki i tradycyjne powinności wobec gości i biednych. Małżeństwo to zostało pobłogosławione urodzeniem się dwóch świątobliwych synów, Toncouri i Ducouri oraz dwóch córek.

W 1851 r., mając 23 lata, Lahiri Mahasaya objął stanowisko rachmistrza w departamencie inżynierii wojskowej w służbie angiels-

265


kiej. W czasie swej służby otrzymał wiele awansów. Zatem był on nie tylko Mistrzem, lecz również miał powodzenie jako aktor w małym dramacie, w którym grał daną mu przez Boga rolę zwykłego urzędnika.

W miarę jak przesuwano jego urząd z miejsca na miejsce, Lahiri Mahasaya (religijny tytuł Mahasaya znaczy: "wielki powracający": A/a/za-wielki, soya-zwracający się w kierunku wnętrza, idący odpocząć) przenosił się do Gazipur, Mirdżapur, Nami Tal, Danapur i Benaresu. Po śmierci ojca młody mężczyzna przejął na swoje barki odpowiedzialność za całą swą rodzinę. Zakupił wtedy dla rodziny dom w Garudeswar Mohulli w okolicy Benaresu.

W trzydziestym trzecim roku życia Lahiri Mahasaya przeżył spełnienie się celu, dla którego inkarnował się ponownie na Ziemi. W pobliżu Ranikhet w Himalajach spotkał swego wielkiego guru, Babadżi, który wtajemniczył go w krija-jogę.

Zdarzenie to było pomyślne nie tylko dla samego Lahiri Mahasayi, była to szczęśliwa chwila, także dla całej ludzkości. Zaginiona lub co najmniej od dawna niedostępna najwyższa sztuka jogi została z powrotem udostępniona światu. Od tego czasu wielu ludzi, mężczyzn i kobiet spragnionych życia duchowego, wykąpało się w wodach krija-jogi. Podobnie jak w podaniu Puran Matka Ganga 109 ofiarowuje swój boski napój wysuszonemu z pragnienia Bhagirathowi, tak rzeka krija-jogi spłynęła z tajemniczych warowni Himalajów do zakurzonych ludzkich skupisk.

ROZDZIAŁ 33 Babadżi, wielki Chrystusowy jogin współczesnych Indii

Urwiska północnych Himalajów w pobliżu Badrinarajan cieszą się błogosławieństwem żywej obecności Babadżi, który był guru Lahiri Mahasayi. Ten w odosobnieniu żyjący mistrz zachował swą fizyczną postać przez wiele stuleci, a może nawet tysiącleci. Nieśmiertelny Babadżi jest awatarem. Sanskrycki ten wyraz oznacza "zstąpienie"; pochodzi on od awa "w dół" i tri "przejść". W hinduskich pismach świętych awatarem jest bóstwo, które zstąpiło w cielesną formę.

- Poziom duchowy Babadżi - tłumaczył mi Sri Jukteswar - przekracza możliwości ludzkiego zrozumienia. Skarlały, ludzki sposób widzenia nie może przeniknąć do jego transcendentalnej gwiazdy. Próżną jest nawet próba zobrazowania osiągnięć awatara. Są one niepojęte.

Upaniszady sklasyfikowały w sposób szczegółowy wszystkie stopnie duchowego rozwoju. Siddha (istota doskonała) przeszedł ze stanu dżiwanmukty (wyzwolonego za życia) do stanu paramukty (wolnego w najwyższym stopniu - o pełni władzy nad śmiercią), który całkowicie wyzwolił się z niewoli mayi i kręgu narodzin. Dlatego paramukta rzadko powraca do fizycznego ciała; jeśli to czyni - jest awatarem, wyznaczonym przez Boga narzędziem niebiańskiego błogosławieństwa dla świata.

Awatar nie podlega powszechnej ekonomii życia; jego ciało widzialne jako świetlisty obraz jest wolne od jakiegokolwiek długu wobec przyrody. Pobieżne spojrzenie nie dostrzeże nic szczególnego w postaci awatara, postać ta jednak nie rzuca cienia ani nie pozostawia śladu stóp na ziemi. Takie są zewnętrzne, symboliczne oznaki wewnętrznego braku ciemności i materialnych więzów. Tylko taki bóg-człowiek zna prawdę znajdującą się poza względnością życia i śmierci. Omar Khayam, zupełnie nie zrozumiany przez ludzi, śpiewał o takim wyzwolonym człowieku w swym nieśmiertelnym Rubaiyafcie:

Księżycu mej radości, co nie znasz ubytku!

Księżyc Nieba znów wznosi się w górę;

Jakże często po wzejściu szukać mnie będzie

267

W tym samym ogrodzie, a jednak - na próżno!



"Księżyc radości" to Bóg, wieczysty biegun nie starzejący sj nigdy. "Księżyc Nieba" to świat zewnętrzny, spętany okowami praw^ cyklicznego powtarzania się. Perski jasnowidz zerwał na zawsze \ okowy dzięki urzeczywistnieniu siebie. "Jakże często po wzejścin szukać mnie będzie... na próżno"! Cóż za zawód szukania dla zapamiętałego świata.

Chrystus wyraził inaczej swą misję: "Wtem przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: Nauczycielu, pójdę za tobą gdziekolwiek się udasz. Jezus mu odpowiedział; lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mateusz 8:19-20).

Czyż za wszędzie obecnym Chrystusem można iść inaczej jak tylko w ogarniającym wszystko Duchu?

Kriszna, Rama, Buddha i Patandżali należeli do starożytnych awatarów Indii. W języku tamilskim istnieją utwory poetyckie osnute wokół postaci Agasthyi, awatara południowej Indii. W ciągu stuleci przed erą chrześcijańską dokonał on wielu cudów i - jak się wierzy - zachował do dzisiejszego dnia swą fizyczną postać.

Misja Babadżi w Indiach polega na pomaganiu prorokom przy wypełnianiu przez nich swych specjalnych zadań dla dobra ludzkości. Toteż zgodnie z klasyfikacją pism świętych jest on Mahawutarem (wielkim awatarem). Powiedział on, że wtajemniczył w jogę Siankare, starożytnego założyciela Zakonu Swamich, oraz Kabira, sławnego średniowiecznego świętego. Głównym jego uczniem w dziewiętnastym wieku był, jak wiemy, Lahiri Mahasaya, który ożywił dla nas zapomnianą kriya-jogę.

Mahawatar pozostaje w stałym zjednoczeniu z Chrystusem; wysyłają Oni wspólnie w świat wibracje zbawienia i wspólnie zaplanowali duchową technikę dla tego wieku. Obaj ci w pełni oświeceni mistrzowie - jeden w ciele, a drugi bez ciała - ślą narodom natchnienie, aby wyrzekły się samobójczych wojen, rasowej nienawiści, religijnego sekciarstwa i działających jak bumerang grzechów materializmu. Babadżi doskonale zna tendencje współczesnych czasów oraz rozumie konieczność rozpowszechniania idei samowyzwolenia przez jogę na Zachodzie jak i na Wschodzie.

Nie powinien nas dziwić fakt, że nie ma żadnych historycznych wzmianek o Babadżim. Wielki ten guru nigdy, w żadnym stuleciu, nie występował publicznie; wywołujący nieporozumienia rozgłos i sława nie odgrywały w jego tysiącletnich planach żadnej roli. Podobnie jak

268


Stwórca, jedyna, lecz milcząca potęga, Babadżi działa skromnie jako nieznany.

Wielcy prorocy, jak Chrystus i Kriszna, przychodzą na Ziemię dla specjalnego, widzialnego celu i odchodzą, gdy tylko zostanie on spełniony. Inni awatarowie, jak Babadżi, podejmują pracę związaną raczej z powolnym ewolucyjnym postępem człowieka w ciągu stuleci aniżeli z jakimś jednym wyróżniającym się w historii zdarzeniem. Mistrzowie ci zawsze trzymają się z dala od oczu szerokiej publiczności i mogą się stać w każdej chwili, gdy zechcą, niewidzialni. Dlatego też, zwłaszcza że z reguły pouczają swych uczniów, aby zachowali o nich milczenie, pewna ilość potężnych duchowych postaci pozostaje światu nieznana. Ja sam na tych stronach poświęconych Babadżi podaję tylko wzmiankę o jego życiu, tylko kilka faktów, których podanie do publicznej wiadomości uważam za stosowne i pożyteczne.

Nigdy nie zostały ujawnione żadne fakty dotyczące rodziny Babadżi i miejsca jego urodzenia, fakty tak drogie sercom kronikarzy. Babadżi mówi zwykle w języku hindi, lecz równie łatwo rozmawia w każdym innym języku. Przyjął on proste imię Babadżi (czcigodny ojciec), inne tytuły wyrażające szacunek, którym obdarzają go uczniowie Lahiri Mahasayi, to: Mahamuni Babadżi Maharadż (najwyższy ekstatyczny święty), Maha Jogi (najwyższy jogin), Trambak Baba i Sziwa Baba (tytuły awatarów Sziwy). Czyż ma to jakieś znaczenie, że nie znamy rodowego nazwiska mistrza, który stał się w pełni wolny?

,,Ilekroć ktokolwiek wypowie z poszanowaniem imię Babadżi", powiedział Lahiri Mahasaya, "tylekroć natychmiast przyciąga ku sobie duchowe błogosławieństwo".

Ciało nieśmiertelnego guru nie ma na sobie żadnych oznak jego wieku; wygląda on na młodzieńca liczącego nie więcej niż dwadzieścia Pi?ć lat. Piękne i mocne ciało Babadżi, o jasnej cerze i średnim wzroście, promieniuje dostrzegalną jasnością. Oczy jego są ciemne, spokojne i tkliwe; długie i lśniące jego włosy są miedzianej barwy. Osobliwy to fakt, że Babadżi jest bardzo podobny do Lahiri Mahasayi. Podobieństwo to jest tak uderzające, że w późniejszym swym wieku Lahiri Mahasaya mógł uchodzić za ojca młodzieńczo wyglądającego Babadżi.

Swami Kebalananda, który był moim świątobliwym nauczycielem sanskrytu, spędził pewien czas razem z Babadżi w Himalajach. . - Niezrównany mistrz - opowiadał mi Kebalananda - przenosi Sl? w górach z miejsca na miejsce razem ze swą grupą uczniów. W jego orszaku znajduje się dwóch wysoko zaawansowanych amery-

269

kańskich świętych. Po pewnym okresie pobytu na jednym miejscu Babadżi mówi: Dera danda uthao (podnieśmy nasz obóz i laskę). Nosi on symboliczną danda (laskę bambusową). Słowa jego są sygnałem do natychmiastowego przeniesienia się całej grupy w inne miejsce. Nie zawsze posługuje się on tą metodą astralnej podróży, czasem idzie pieszo ze szczytu na szczyt.



Babadżi może być widziany lub rozpoznawany tylko wtedy, gdy sam tego zechce. Wiadomo, że różnym ludziom pobożnym objawiał się w wielu, nieco różniących się postaciach - czasem z brodą i wąsami, kiedy indziej bez tych cech. Jego niezmieniające się ciało nie potrzebuje pożywienia, dlatego mistrz rzadko jada. Dając wyraz uprzejmości w stosunku do odwiedzanych uczniów przyjmuje niekiedy owoce lub gotowany na mleku ryż czy klarowane masło.

- Znam dwa zadziwiające zdarzenia z życia Babadżi - opowiadał mi dalej Kebalananda. - Pewnej nocy uczniowie jego siedzieli dokoła wielkiego ogniska, które płonęło w związku z odbywającą się wedyjs-ką ceremonią. Nagle mistrz chwycił płonące polano i uderzył nim lekko w nagie plecy jednego z uczniów, który znajdował się blisko ognia.

- Panie, to okrutne! - zaprotestował Lahiri Mahasaya, który był przy tym obecny.

- Czy wolałbyś, aby się raczej na twoich oczach spalił na popiół zgodnie z wyrokami jego karmy?

Z tymi słowy Babadżi położył swą leczącą dłoń na oparzonych plecach ucznia. - Uwolniłem cię dziś od bolesnej śmierci. Prawu karmy stało się zadość dzięki lekkiemu poparzeniu ogniem.

Innym znów razem święty krąg Babadżi został naruszony przez pojawienie się obcego człowieka. Wspiął się on z zadziwiającą zręcznością na niedostępne niemal urwisko w pobliżu obozowiska mistrza.

- Panie, zapewne jesteś wielkim Babadżi? - Twarz obcego człowieka jaśniała nie dającą się opisać czcią. - Od miesięcy szukam cię nieustannie wśród tych niedostępnych turni. Błagam cię, przyjmij mnie jako ucznia.

Gdy wielki guru nie odpowiadał, człowiek ów wskazał na skalistą otchłań u swych stóp:

- Jeśli odmówisz mi, skoczę z tej skały. Życie nie będzie mieć dla mnie żadnej wartości, jeśli nie uzyskam Twego kierownictwa na drodze ku Bogu.

- Więc skocz - rzekł Babadżi nieporuszony. - Nie mogę cl

270

Obcy człowiek natychmiast rzucił się w przepaść. Wstrząśnięty tym Babadżi polecił przynieść jego ciało. Gdy powrócili uczniowie ze zmiażdżonym ciałem, mistrz położył swą dłoń na martwym człowieku. I oto otwarł on oczy, a potem rzucił się pokornie do stóp wszechpotężnego mistrza.



- Teraz jesteś gotów, aby być uczniem - powiedział Babadżi spoglądając z miłością na tego zmartwychwstałego czele. - Przeszedłeś odważnie przez trudną próbę. Śmierć już ciebie nie tknie; teraz należysz do naszej nieśmiertelnej gromady. - Potem wypowiedział zwykłe swe hasło do odejścia: Dera danda uthao, i cała grupa zeszła z góry.

Awatar żyje we wszechobecnym Duchu; dla niego nie ma odległości "odwrotnej do kwadratu", toteż tylko jeden motyw może skłaniać Babadżi do zachowania swej postaci fizycznej w ciągu wieków: chęć dania ludzkości konkretnego przykładu jej własnych możliwości. Gdyby nigdy nie było dane człowiekowi zobaczyć bóstwo w ciele, pozostałby pod niepokonanym ciężkim złudzeniem mayi, że nie może przekroczyć progu nieśmiertelności.

Jezus od początku znał koleje swego życia; przeszedł przez wszystkie nie ze względu na karmiczną konieczność, lecz po to, aby dźwignąć duchowo istoty ludzkie. Czterech jego uczniów-sprawo-zdawców - Mateusz, Marek, Łukasz i Jan - opisało niewysłowiony jego dramat na pożytek późniejszych pokoleń.

Dla Babadżi również nie istnieje względność przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; od początku znał on wszystkie fazy swego życia. Jednakże przystosowując się do ograniczonych możliwości ludzkiego zrozumienia odegrał wiele aktów ze swego boskiego życia w obecności jednego lub więcej świadków. Toteż zdarzyło się tak, że jeden t- uczniów Lahiri Mahasayi był świadkiem chwili, w której Babadżi uznał, że dojrzał dla niego czas do "ogłoszenia możliwości cielesnej nieśmiertelności". Wypowiedział on tę obietnicę w obecności Rama Gopala Muzumdara, aby rozeszła się dla wzbudzenia natchnienia w szukających sercach. Wielkie istoty wypowiadają swe słowa i uczestniczą w pozornie naturalnym toku zdarzeń tylko dla dobra człowieka, Jak to Chrystus powiedział: "Ojcze... wiedziałem, że zawsze mnie Wysłuchujesz, ale dla ludu, który wkoło stoi, powiedziałem, aby pierzyli, żeś Ty mnie posłał" (Jan. 11:41-42).

Podczas mej wizyty u "świętego bez snu", Rama Gopala w Ran-dżapur, opowiedział mi on niezwykłą historię swego pierwszego spotkania z Babadżi.

271


- Od czasu do czasu - opowiadał mi Ram Gopal - opuszczałem swą odosobnioną jaskinię, aby posiedzieć u stóp Lahiri Mahasayi. Pewnego razu o północy, gdy siedziałem w milczeniu medytując w grupie jego uczniów, mistrz zaskoczył mnie niezwykłym poleceniem:

- Ram Gopal - powiedział - idź natychmiast do kąpielowych gatfrów w Dasasamedh.

Wnet dotarłem do tego ustronnego miejsca. Noc była jasna, świecił księżyc i błyszczały gwiazdy. Usiadłem na chwilę w cierpliwym milczeniu; niebawem uwagę moją zwróciła ogromna kamienna płyta blisko moich stóp. Płyta powoli podniosła się w górę, odsłaniając podziemną jaskinię. Gdy płyta nieznanym sposobem zatrzymała się w pewnym położeniu, uniosła się w powietrze ubrana w szatę postać młodej, niezwykle pięknej kobiety. Otoczona łagodną aureolą światła - zstąpiła powoli ku mnie i stanęła nieruchomo, pogrążona w stanie wewnętrznej ekstazy. Wreszcie poruszyła się i przemówiła łagodnie:

- Jestem Matadżi, "Święta Matka", siostra Babadżi. Zaprosiłam jego i Lahiri Mahasayę, aby przybyli tej nocy do mej jaskini w celu omówienia sprawy o wielkim znaczeniu.

Nad Gangesem pojawił się szybko poruszający się obłok światła; niezwykła jasność odbijała się w ciemnych wodach. Zbliżała się coraz bardziej, aż pojawiła się wreszcie u boku Matadżi i natychmiast zmieniła się w ludzką postać Lahiri Mahasayi. Pochylił się on pokornie do stóp świętej kobiety.

Zanim zdołałem ochłonąć z wrażenia, zostałem znów zaskoczony widokiem wirującej masy mistycznego światła, szybującego po niebie. Zniżając się szybko, płomienny wir zbliżył się do naszej grupy i zmaterializował w postaci pięknego młodzieńca, którym był - jak od razu zrozumiałem - Babadżi. Był on podobny do Lahin Mahasayi, z tą tylko różnicą, że Babadżi wyglądał o wiele młodziej i miał długie jasne włosy.

Lahiri Mahasaya, Matadżi i ja uklękliśmy u stóp guru. Eteryczne uczucie niezwykłego szczęścia przenikało każdą cząstkę mej istoty, gdy dotknąłem jego boskiego ciała.

- Błogosławiona siostro - rzekł Babadżi - mam zamiar porzucić swe ciało i pogrążyć się w Nieskończonym Strumieniu.

- Spostrzegłam twój plan, kochany mistrzu. Chciałam to omówić z tobą dzisiejszej nocy. Dlaczego chcesz opuścić swe ciało? - Matadżi spoglądała na niego błagalnie.

- Jakaż to różnica, czy noszę widzialną, czy też niewidzialną na oceanie mego Ducha?

272

Matadżi odpowiedziała żartobliwie: - Nieśmiertelny guru, jeżeli to nie czyni żadnej różnicy, to proszę cię, nie porzucaj swej formy. no



- Niech tak będzie - rzekł Babadżi uroczyście. - Nie opuszczę mego fizycznego ciała. Pozostanie ono zawsze widzialne przynajmniej dla małej liczby ludzi na ziemi. Przez twe usta Pan wyraził Swe życzenie.

Gdy słuchałem ze czcią rozmowy tych dwóch wzniosłych istot, wielki guru zwrócił się do mnie z błogosławiącym gestem.

- Nie lękaj się, Ram Gopal - powiedział - błogosławiony jesteś, gdyż byłeś świadkiem tej nieśmiertelnej obietnicy.

Gdy przebrzmiała słodka melodia głosu Babadżi, postać jego jak i postać Lahiri Mahasayi uniosły się w górę i skierowały z powrotem ponad Gangesem. Aureola oślepiającego światła okryła ich znikające na nocnym niebie ciała. Postać Matadżi popłynęła ku jaskini i zstąpiła w głąb; płyta kamienna zamknęła się jakby poruszona niewidzialną dźwignią.

W stanie nieskończonego zachwytu i uniesienia skierowałem swe kroki z powrotem do domu Lahiri Mahasayi. Gdy o wczesnym świcie skłoniłem się przed nim, guru mój uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.

- Szczęśliwy jestem, Ram Gopal, razem z tobą - powiedział.

- Twoje pragnienie spotkania Babadżi, które tak często wobec mnie wypowiadałeś, zostało wreszcie uroczyście spełnione.

Moi współuczniowie powiedzieli mi potem, że Lahiri Mahasaya nie ruszył się ze swego podium przez cały czas od wczesnego wieczora.

- Gdy odszedłeś do Dasasamedh Ghat - powiedział mi jeden z uczniów - guru dał nam wspaniały wykład o nieśmiertelności.

- Po raz pierwszy zrozumiałem w pełni prawdę pism świętych mówiących, że człowiek, który urzeczywistnił Boga w sobie, może pojawiać się w tym samym czasie w różnych miejscach w dwóch lub więcej ciałach.

- Lahiri Mahasaya wyjaśnił mi później wiele metafizycznych kwestii związanych z tajemnym planem Boga na Ziemi - kończył swe opowiadanie Ram Gopal. - Babadżi został wybrany przez Boga, aby Pozostał w swym ciele przez cały okres trwania obecnego cyklu świata. Wieki będą przemijać jeden za drugim, a nieśmiertelny mistrz, spog-^dając na dramat stuleci, wciąż będzie obecny na tej ziemskiej scenie. "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa mowę ą (zachowa niezłomnie wiarę Chrystusową), śmierci nie ujrzy na wieki" (Jan 8:51).

273


Mówiąc te słowa Jezus nie miał na myśli nieśmiertelnego życia w fizycznym ciele - monotonnego więzienia, Chrystus mówił o człowieku oświeconym, który obudził się ze śmiertelnego transu niewiedzy do Życia Wiecznego (zobacz rozdz. 43).

Istotną naturę człowieka stanowi nie mający kształtu, wszędzie obecny Duch. Przymusowe (karmiczne) wcielenie jest następstwem awidii, niewiedzy. Hinduskie pisma święte uczą, że śmierć jak i narodzenie są wynikiem mayi. kosmicznej ułudy: należą do świata względności i obce są świadomości wyzwolonych mistrzów.

Babadżi nie jest przypisany do fizycznego ciała czy do tej planety, lecz na życzenie Boga spełnia szczególną misję na Ziemi.

Wielcy mistrzowie, jak Pranabananda, którzy wracają na Ziemię w nowym wcieleniu, czynią to z przyczyn najlepiej znanych im samym. Inkarnacje ich na tej planecie nie podlegają sztywnym ograniczeniom karmy. Taki dobrowolny powrót nazywa się wyutthaną czyli nawrotem do ziemskiego życia, gdy już maya przestała oślepiać.

Bez względu na to, czy sposób odejścia jest zwykły czy zjawiskowy, mistrz, który urzeczywistnił w sobie Boga, potrafi obudzić z martwych swe ciało i pojawić się w nim przed oczami mieszkańców Ziemi. Zmaterializowanie atomów fizycznego ciała wymaga od istoty zjednoczonej z Panem - którego systemy słoneczne są niezliczone - zaledwie wysiłku woli.

"Dlatego miłuje mnie Ojciec, bo ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (Jan 10:17-18).

ROZDZIAŁ 34 Materializacja pałacu w Himalajach

"Pierwsze spotkanie Babadżi z Lahiri Mahasayą to oszałamiająca historia, jedna z niewielu pozwalających ujrzeć pełniej nieśmiertelnego guru".

Te słowa Swamiego Kebalanandy były wstępem do cudownego opowiadania. Gdy usłyszałem je po raz pierwszy, byłem dosłownie oczarowany. Przy wielu okazjach starałem się przypochlebić memu szlachetnemu nauczycielowi sanskrytu, aby mi powtórzył to opowiadanie, które później usłyszałem w zasadzie w tej samej wersji od Sri Jukteswara. Obaj ci uczniowie Lahiri Mahasayi słyszeli to porywające opowiadanie bezpośrednio z ust swego guru.

- Po raz pierwszy spotkałem się z Babadżi - mówił Lahiri Mahasayą - w trzydziestym trzecim roku mego życia. W jesieni 1861 r. przebywałem w Danapur jako rachmistrz Departamentu Inżynierii Wojskowej. Pewnego poranku kierownik urzędu wezwał mnie do siebie.

- Lahiri - rzekł - nadszedł właśnie telegram z głównego naszego urzędu. Zostaje pan przeniesiony do Ranikhet, gdzie obecnie zakłada się placówkę wojskowy. (Obecnie sanatorium wojskowe. Około 1861 r. rząd brytyjski założył pierwsze połączenia telegraficzne z tą miejscowością).

Wraz ze służącym odbyłem iOO-milową podróż. Jadąc to konno, to powozem dotarliśmy po trzydziestu dniach do himalajskiej miejscowości Ranikhet (Ranikhet w okręgu Almora w Zjednoczonych Prowincjach znajduje się u stóp Nonda Dewi, najwyższego szczytu himalajskiego).

Moje obowiązki służbowe nie były uciążliwe; mogłem spędzać wiele godzin na samotnych wędrówkach po wspaniałych wzgórzach. Doszła mnie wieść, że okolica ta cieszy się błogosławieństwem obecności wielkich świętych; zapragnąłem gorąco ich zobaczyć. Pewnego wczesnego popołudnia podczas mej włóczęgi usłyszałem ze zdumieniem odległy głos wołający mnie po imieniu. Wspinałem się Więc dalej gorliwie na górę Drongiri. Przeszedł mnie lekki niepokój na



Dostları ilə paylaş:
1   ...   20   21   22   23   24   25   26   27   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə