Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə25/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   21   22   23   24   25   26   27   28   ...   42

275


myśl, że mogę nie zdążyć z powrotem w dół przed zapadnięciem ciemności nad dżunglą.

W końcu dotarłem na małą polanę otoczoną z kilku stron licznymi jaskiniami. Na jednym ze skalistych występów stał młody uśmiechnięty mężczyzna z wyciągniętą ku mnie na powitanie ręką. Zauważyłem ze zdumieniem, że z wyjątkiem włosów miedzianego koloru był uderzająco do mnie podobny.

- Lahiri, przyszedłeś! - Święty mówił do mnie przyjaźnie w języku hindi. - Odpocznij w tej jaskini. To ja cię wołałem.

Wszedłem do schludnej małej groty, w której znajdowało się kilka wełnianych koców i parę kamandulus (żebraczych miseczek).

- Lahiri, czy pamiętasz to siedzenie? - Jogin wskazał złożony koc znajdujący się w jednym z kątów jaskini.

- Nie, panie. - Zaskoczony nieco osobliwością mej przygody dodałem: - Muszę odejść przed zapadnięciem nocy. Rano muszę być w swym urzędzie!

Tajemniczy święty odpowiedział po angielsku: - Urząd został przeniesiony dla ciebie, a nie ty dla urzędu.

Oniemiałem słysząc, że ten asceta nie tylko mówi po angielsku, ale też potrafi parafrazować słowa Chrystusa. ("Szabat uczyniony jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu", Marek 2:27).

- Widzę, że mój telegram poskutkował. - Uwaga jogina była dla mnie niezrozumiała, zapytałem więc o jej znaczenie.

- Mam na myśli telegram, który cię wezwał w te odległe strony. To ja podsunąłem tę myśl twemu zwierzchnikowi, aby cię przeniósł do Ranikhet. Dla tego, kto czuje swą jedność z ludzkością, każdy umysł ludzki jest stacją przekaźnikową, którą może się on według swej woli posługiwać. - Uprzejmie dodał: - Lahiri, chyba ta jaskinia wydaje ci się znajoma?

Gdy zdziwiony trwałem w milczeniu, święty podszedł ku mnie i łagodnie uderzył mnie w czoło. Wskutek tego magnetycznego dotknięcia dziwny prąd przeszedł przez mój mózg, wyzwalając słodkie zalążki pamięci z poprzedniego życia.

- Pamiętam! - Radosne łkanie na pół zdławiło mój głos. - Jesteś mym guru, Babadżi, który zawsze do mnie należał! Żywe sceny z przeszłości budzą się w mej pamięci; w tej jaskini spędziłem wiele lat ostatniej mej inkarnacji! - Gdy opanowały mnie nie dające się wyrazić wspomnienia, ze łzami objąłem stopy swego mistrza.

- Przez przeszło trzy dekady lat czekałem tu na ciebie - czekałem na twój powrót do mnie! - Głos Babadżi drgał niebiańską miłością-

276


- Wymknąłeś się i zniknąłeś w zgiełkliwych falach pośmiertnego życia. Dotknęła cię magiczna pałeczka twej karmy! Chociaż straciłeś jńnie z oczu, ja nigdy oczu z ciebie nie spuściłem! Szedłem za tobą poprzez świecące morze astralne, po którym żeglują wspaniałe anioły. Przez mrok, burzę, przepaści i światło postępowałem za tobą, jak samica ptaka strzegąca swego pisklęcia. Gdy przebyłeś okres swego życia w łonie matki i wyłoniłeś się jako niemowlę, oko moje zawsze spoczywało na tobie. Gdy w dzieciństwie, w Nadia, układałeś swą drobną postać w postawie lotosowej i zakrywałeś ją piaskiem, niewidzialnie byłem przy tobie obecny! Patrz, oto twoja od dawna ukochana jaskinia! Utrzymywałem ją zawsze w czystości, gotową na twoje przybycie. Oto twój uświęcony koc, na którym codziennie siadałeś, aby swe serce napełniać Bogiem! Patrz, tu jest twa miseczka, z której często piłeś przygotowany przeze mnie nektar! Spojrzyj, w jakim błyszczącym stanie utrzymywałem mosiężną polerowaną czarkę, abyś znów mógł z niej pić! - Guru mój, cóż mogę powiedzieć - szeptałem zdławionym głosem, wpatrując się z przejęciem w mojego guru, który prowadził mnie nieprzerwanie za życia i po śmierci.

- Lahiri, potrzebujesz oczyszczenia. Napij się z tej czary i idź w dół do rzeki! - Praktyczna mądrość Babadżi - uświadomiłem to sobie w świetle wspomnień - była zawsze pod ręką. Zastosowałem się więc do jego wskazówek. Chociaż zapadała lodowata himalajska noc, przyjemne ciepło, wewnętrzne promieniowanie zaczęło tętnić w każdej komórce mego ciała. Zdumiałem się. Czyżby nieznana mi oliwa nasycona była kosmicznym ciepłem?

Ostry wicher świszcząc wściekle hulał dokoła mnie w ciemności. Zimne drobne fale rzeki Gogasz przelewały się od czasu do czasu nad mym ciałem, rozciągniętym na skalistym brzegu. Tygrysy ryczały w pobliżu, lecz serce moje wolne było od strachu; świeżo zrodzona we mnie promienna siła dawała pewność nienaruszalnej osłony. Szybko minęło kilka godzin; mgliste wspomnienia z poprzedniego życia wplatały się do obecnego wspaniałego obrazu ponownego zjednoczenia się z mym boskim guru.

Odgłos zbliżających się kroków przerwał moje samotne rozmyś-jania. Czyjaś ręka w ciemności pomogła mi uprzejmie powstać 1 Podała mi suche okrycie.

- Chodź, bracie - powiedział mój towarzysz. - Mistrz czeka na ciebie.

Poprowadził mnie drogą przez las. Ciemna noc nagle została r°zjaśniona mocnym światłem w oddali.

277

- Czyżby to słońce już wschodziło - zapytałem - przecież jeszcze noc nie minęła?



- Teraz jest północ. - Towarzysz mój uśmiechnął się lekko.

- Tamto światło to blask złotego pałacu, zmaterializowanego tu dziś w nocy przez niezrównanego Babadżi. W zamierzchłej przeszłości wyraziłeś kiedyś pragnienie oglądania wspaniałości pałacu. Mistrz nasz spełnia teraz twe pragnienie, uwalniając cię dzięki temu od karmy. (Prawo karmy wymaga, aby każde ludzkie pragnienie znalazło w końcu swe spełnienie. Wskutek tego pragnienie człowieka jest jego łańcuchem przykuwającym go do koła reinkarnacji). A potem dodał:

- Wspaniały ten pałac będzie dzisiejszej nocy sceną twego wtajemniczenia w krija-jogę. Wszyscy twoi tutejsi bracia łączą się w pieśni powitalnej, ciesząc się z końca twego długiego wygnania. Patrz!

Ogromny, olśniewający złotem pałac stał przed nami. Wysadzany niezliczonymi klejnotami, położony w rozległym parku, przedstawiał widok niezrównanej wspaniałości. Święci o anielskich twarzach stali u jaśniejących bram, a blask czerwonych rubinów padał na nich. Diamenty, perły, szafiry i szmaragdy niezwykłej wielkości i blasku osadzone były w ozdobnych sklepieniach łukowych.

Wszedłem za mym towarzyszem do obszernej sali przyjęć. Zapach kadzidła i róż unosił się w powietrzu; przysłonięte lampy jaśniały różnobarwnym światłem. Małe 'grupy osób, o jasnej lub o ciemnej cerze, śpiewały harmonijnie lub siedziały w medytacyjnej postawie pogrążone w wewnętrznym pokoju. Wibrująca radość przenikała atmosferę sali.

- Nasyć swoje oczy; rozkoszuj się artystyczną wspaniałością tego pałacu, gdyż powołany on został do bytu wyłącznie na twoją cześć.

Przewodnik mój uśmiechał się przyjaźnie, gdy w kilku okrzykach dałem wyraz swemu podziwowi.

- Bracie - rzekłem - piękno tego gmachu przekracza granice ludzkiej wyobraźni! Zdradź mi tajemnicę jego pochodzenia.

- Chętnie ci to wyjaśnię. - Czarne oczy mego towarzysza iskrzyły się mądrością. - W istocie rzeczy nie ma w tej materializacji nic, czego by nie można było wyjaśnić. Cały wszechświat jest materializacją myśli Stwórcy. Ta ciężka ziemska bryła unosząca się w przestworzach jest marzeniem Boga. On uczynił wszystkie rzeczy zg swej świadomości, podobnie jak człowiek w swej sennej świadomości odtwarza i ożywia wyśniony świat wraz z jego stworzeniami.

Bóg stworzył Ziemię najpierw jako pojęcie. Potem je ożywił; powołane zostały-do bytu atomy energii. Atomy te uporządkował

w stałą sferę fizyczną. Wszystkie jej cząsteczki trzymają się razem z woli Boga. Bez niej Ziemia rozpadnie się z powrotem w energię. Energia rozwiąże się w świadomość, pojęcie Ziemi zniknie z dziedziny obiektywności.

- Marzyciel podtrzymuje materializację snu podświadomą myślą. Gdy ta spajająca obrazy myśl zostaje w momencie przebudzenia wycofana, wówczas sen i jego elementy rozwiązują się. Człowiek zamyka swe oczy i wytwarza senny twór, który po przebudzeniu dematerializuje się bez trudu. Naśladuje on w tym Boży pierwowzór. Podobnie, gdy obudzi się on w świadomości kosmicznej, zdematerializuje bez wysiłku ułudę kosmicznego snu.

Babadżi, będąc zjednoczony z nieskończoną wszechmogącą Wolą, może nakazać elementarnym atomom, aby ułożyły się i przejawiały w dowolnej formie Ten złoty pałac, cudownie stworzony, jest równie

-rzeczywisty, jak rzeczywistą jest ta ziemia. Babadżi stworzył gmach siłą swego umysłu i potęgą swej woli podtrzymuje wiązanie jego atomów, podobnie jak Bóg stworzył tę Ziemię i utrzymuje ją w całości, "" - Po chwili dodał: - Gdy gmach ten spełni swe zadanie, Babadżi zdematerializuje go.

Gdy przejęty czcią milczałem, przewodnik mój wskazał szerokim gestem: - Ten iskrzący się pałac, przyozdobiony dumnie klejnotami, nie został zbudowany ludzkim wysiłkiem ani przy pomocy wydobywanego ludzkim trudem złota i drogich kamieni. Stoi on mocno, będąc świadectwem monumentalnego wyzwania dla człowieka - ktokolwiek urzeczywistni w sobie synostwo Bożes jak to uczynił Babadżi, może osiągnąć każdy cel dzięki nieskończonej potędze w nim samym ukrytej. Zwyczajny kamień zamyka w sobie tajemnicę niesłychanie wielkiej energii atomowej, podobnie każdy człowiek jest skarbnicą

Mędrzec podniósł z pobliskiego stołu piękny wazon, którego uszy jaśniały blaskiem diamentów, i mówił dalej: - Wielki nasz guru stworzył ten pałac nadając stałą postać bilionom wolnych promieni .kosmicznych. Dotknij tego wazonu i jego diamentów, wytrzymają one każdą próbę.

Obejrzałem wazon i dotykałem gładkich ścian sali, pokrytych grubo błyszczącym złotem. Każdy z rozrzutnie rozsianych klejnotów godny był królewskiego skarbca. Napełniło mnie głębokie zadowolenie. Równocześnie pragnienie, ukryte w mej podświadomości sprzed wielu minionych wcieleń, zostało zaspokojone i ugaszone.

279


278

Znakomity mój towarzysz poprowadził mnie poprzez ozdobn' sklepione korytarze do szeregu pokoi bogato umeblowanych w stv1 cesarskiego pałacu. Weszliśmy do ogromnej sali. W środku stał złotv tron wysadzany klejnotami, grającymi olśniewającą orgią barw W lotosowej postawie siedział na nim najwyższy Babadżi. Ukląkłem u jego stóp na błyszczącej posadzce.

- Lahiri, czy jeszcze rozkoszujesz się swymi marzeniami o złotym pałacu? - Oczy mego guru migotały jak jego szafiry. - Obudź się! Wszystkie twe ziemskie pragnienia zostały ugaszone na zawsze

- Szeptem wypowiedział mistyczne słowa błogosławieństwa. - p0- wstań, mój synu. Przyjmij wtajemniczenie do królestwa Bożego z pomocą krija-jogi.

Babadżi wyciągnął swa rękę; ukazał się na ołtarzu ogień homa (ofiarny) wśród owoców i kwiatów. Przed tym płonącym ołtarzem otrzymałem wtajemniczenie w technikę wyzwalającej jogi.

Obrzędy skończyły się o wczesnym świcie. Pozostając nadal w ekstatycznym stanie, nie odczuwałem wcale potrzeby snu i błądziłem po pałacu zawierającym wiele skarbów i bezcennych dzieł sztuki. Zszedłszy do okazałych ogrodów, zauważyłem w pobliżu te same jaskinie i nagie urwiska górskie, które wczoraj wcale nie miały pretensji do sąsiadowania z pałacem i kwietnym tarasem.

Wracając do pałacu, który błyszczał baśniowo w zimnym himalajskim świetle słonecznym, odszukałem mego mistrza. Znajdował się on nadal na tronie w otoczeniu wielu siedzących w ciszy uczniów.

- Lahiri, czy jesteś głodny? - Babadżi dodał: - Zamknij oczy.

Gdy otwarłem oczy z powrotem, zachwycający pałac i jego malownicze ogrody zniknęły. Moje własne ciało, postać Babadżi i grono uczniów znajdowały się teraz w postawie siedzącej na gołej ziemi, dokładnie na miejscu pałacu, który zniknął, niedaleko od oświetlonych słońcem wejść do skalistych grot. Przypomniałem sobie, że przewodnik mój powiedział, iż pałac zostanie zdematerializowany, a uwięzione w nim atomy powrócą do esencji myślowej, z której on si? wyłonił. Chociaż byłem oszołomiony, spoglądałem z zaufaniem na swego guru. Nie wiedziałem, czego się jeszcze mam spodziewać w tyni dniu cudów.

- Cel, dla którego pałac został zbudowany, jest już obecnie osiągnięty - powiedział Babadżi. Podniósł z ziemi gliniane naczynie-

- Włóż rękę i wybierz sobie pożywienie, na które masz ochotę. Gdy tylko dotknąłem szerokiej, pustej miski, wypełniła się kopias-to smażonymi na maśle luczi, curry i rzadkimi słodyczami. Posilałen1

280


sje i równocześnie obserwowałem, że naczynie nasze było pełne. Kończąc swój posiłek zacząłem się rozglądać za wodą. Guru wskazał na znajdującą się obok miskę, i oto pożywienie znikło, a na jego miejsce pojawiła się woda, czysta jak z górskiego strumienia.

. - Mało kto ze śmiertelnych wie - zauważył Babadżi - że królestwo Boże obejmuje także królestwo spełniania się ziemskich

•figlrzeb. Dziedzina Boska rozciąga się aż do dziedziny ziemskiej, choć

-fifdruga jako złudna nie może zawierać w sobie esencji rzeczywistości.

- "' - Ukochany guru, ostatniej nocy pokazałeś mi, jak łączy się piękno nieba i ziemi! - Uśmiechnąłem się na wspomnienie pałacu, Ytory zniknął; na pewno żaden prosty jogin nie został wtajemniczony we wzniosłe misterium Ducha w otoczeniu tak wspaniałych luksusów! Spoglądałem spokojnie na ostry kontrast obecnej sceny. Mizerna ziemia zamiast posadzki, błękit nieba zamiast dachu, jaskinie dające prymitywne schronienie - wszystko to jednak wydawało się być powabnym, naturalnym tłem dla otaczających mnie serafickich świętych.

- Owego dnia po południu siedziałem na swym kocu i medytowałem. Boski mój guru podszedł do mnie i przesunął swą dłoń nad moją głową. Wszedłem w stan nirbikalpa samadhi i przez siedem dni trwałem bez przerwy w szczęśliwości tego stanu. Przenikając kolejne pokłady samowiedzy, zgłębiałem nieśmiertelne dziedziny rzeczywistości. Odpadły wszelkie złudne ograniczenia: dusza moja została w pełni umocniona na wielkim ołtarzu Ducha Wszechświata. Ósmego dnia "upadłem do nóg swego guru i błagałem go, aby zatrzymał mnie na zawsze w pobliżu siebie w świętym pustkowiu.

- Synu mój - rzekł Babadżi obejmując mnie - w tej inkarnacji musisz odegrać swą rolę na scenie zewnętrznego świata. Mając za sobą błogosławieństwo'samotnych medytacji w ciągu wielu istnień, musisz Teraz wejść w świat pomiędzy ludzi.

Istnieje głęboka przyczyna, dlaczego nie spotkałeś mnie tym razem wcześniej, zanim ożeniłeś się i wziąłeś na siebie skromne obowiązki. "Musisz porzucić swą myśl o przyłączeniu się do naszego ascetycznego grona w Himalajach; twe miejsce znajduje się na tłumnym targowisku życia, gdzie zostaniesz przykładem idealnego jogina będącego zarazem Jfową domu.

Wołanie wielu oślepionych ludzi tego świata, mężczyzn i kobiet, postało wysłuchane przez Wielkie Istoty. Zostałeś wybrany na wysłan-nika, który z pomocą krija-jogi ma przynieść duchową pociechą licznym niespokojnym poszukiwaczom prawdy, którzy obciążeni obowiązkami rodzinnymi i trudami tego świata nabiorą dzięki tobie,

281


takiemu samemu jak oni panu domu, nowej odwagi. Musisz nimi pokierować tak, aby zobaczyli, iż nawet największe osiągnięcia jogi nie są niedostępne dla osób związanych z rodziną. Nawet w świecie zewnętrznym jogin, który rzetelnie spełnia swe obowiązki, idzie pewna ścieżką oświecenia.

Żadna konieczność nie zmusza cię do pozostania na tym świecie, gdyż już rozsupłałaś wszystkie węzły karmiczne. Nie będąc z tego świata, musisz jednak w nim żyć. Czeka cię wiele lat, w ciągu których musisz sumiennie wypełniać swe rodzinne, zawodowe, obywatelskie i duchowe powinności. Nowe, słodkie tchnienie nadziei przeniknie wyschnięte serca ludzi związanych ze światem. Dzięki twemu zrównoważonemu życiu zrozumieją, że wyzwolenie zależy raczej od wewnętrznych niż zewnętrznych wyrzeczeń.

Jakże daleka wydawała mi się moja rodzina, urząd i cały świat, gdy wysłuchałem słów mego guru w wysokiej himalajskiej samotni. Jednakże w słowach tych brzmiała twarda jak diament prawda; pokornie zgodziłem się opuścić tę błogosławioną przystań pokoju. Babadżi zapoznał mnie ze starożytnymi nieugiętymi regułami, którymi kieruje się guru przekazujący swemu uczniowi sztukę jogi.

- Klucza do krija-jogi użyczaj tylko godnym tego adeptom - rzekł Babdżi. - Ten, kto ślubuje poświęcić wszystko w celu poszukiwania tego, co Boskie, jest przygotowany do rozwikłania ostatecznych tajemnic życia z pomocą nauki medytacji.

- Anielski guru, skoroś już wyświadczył ludzkości łaskę przez odnowienie utraconej krija-jogi, czy nie zechcesz powiększyć tego dobrodziejstwa przez rozluźnienie surowych wymagań uczniostwa? - Spojrzałem prosząco na Babadżi. - Proszę cię, abyś pozwolił mi przekazywać krija-jogę wszystkim poszukującym, nawet jeśli z początku nie potrafią zdecydować się na całkowite wewnętrzne wyrzeczenie się. Udręczeni ludzie, mężczyźni i kobiety, potrzebują szczególnej zachęty. Jeśli wtajemniczenie w krija-jogę będzie im odmówione, to może nigdy nie pokuszą się oni, aby wejść na drogę do wolności.

- Niech tak będzie. Wypowiedziałeś życzenie Boga. - Tymi prostymi słowy miłosierny guru usunął surowe warunki, które od wieków czyniły krija-jogę nieznaną dla świata. - Udzielaj swobodnie krija-jogi każdemu, kto pokornie prosi o pomoc.

Po chwili milczenia Babadżi dodał: - Powtarzaj każdemu ze swych uczniów majestatyczną obietnicę z Bhagawad Gity. "Swal-pamapyasya dharmasaya, trayate mahato bhayat" - "Nawet odrobina tej mądrości będzie cię chronić od okrutnych lęków i ogromnych cierpień" (Rozdz. II. 40).

282


Gdy następnego dnia klęczałem u stóp mego guru, aby na pożegnanie otrzymać jego błogosławieństwo, odczuł on głęboką moją niechęć do rozstania się z nim.

- Nie istnieje dla nas rozłąka, kochane dziecko. - Dotknął mych ramion z miłością. - Gdziekolwiek będziesz, zjawię się natychmiast u ciebie, ilekroć mnie wezwiesz.

"- Pocieszony tą cudowną obietnicą oraz wzbogacony złotem znalezionej mądrości bożej, skierowałem swe kroki w dół ku dolinom. W urzędzie powitali mnie koledzy, którzy od czterech dni uważali mnie za przepadłego w himalajskich dżunglach. Niebawem przyszedł list od wyższej naszej władzy.

"Lahiri", napisano w nim, "ma wrócić do urzędu w Danapur. Jego przeniesienie do Ranikhet wynikło z pomyłki. Miał być posłany kto inny do pracy w Ranikhet".

Uśmiechnąłem się, gdy pomyślałem o ukrytej stronie tych zdarzeń, które doprowadziły mnie do tego najodleglejszego zakątka Indii.

Przed powrotem do Danapur (leżącego w pobliżu Benaresu) spędziłem kilka dni u pewnej rodziny w Moradabad. Na moje powitanie zebrało się grono sześciu przyjaciół. Gdy skierowałem rozmowę na sprawy duchowe, gospodarz mój zauważył posępnie:

- Ach, dzisiaj nie ma już w Indiach świętych!

- Babu - zaprotestowałem gorąco - oczywiście istnieją nadal wielcy mistrzowie w naszym kraj v!

- W zapale uniesienia poczułem żywy impuls, aby im opowiedzieć o swych cudownych doświadczeniach w Himalajach. Zebrane towarzystwo jednak nie dowierzało.

- Lahiri - powiedział jeden z mężczyzn pojednawczo - w rozrzedzonym górskim powietrzu umysł twój pozostawał w dużym napięciu. To, co nam opowiedziałeś, jest rodzajem snu na jawie.

Płonąc entuzjazmem prawdy, powiedziałem bez należytego zastanowienia: - Jeśli go wezwę, mój guru zjawi się zaraz w tym domu!

We wszystkich oczach zabłysło zainteresowanie, nie było w tym nic dziwnego, że zebrani radzi byli zobaczyć świętego, zmaterializowanego w tak osobliwy sposób. Na wpół niechętnie poprosiłem o zaciszny Pokój i dwa nowe koce wełniane.

- Mistrz zmaterializuje się z eteru - powiedziałem. - Pozostańcie w milczeniu za drzwiami, niebawem was zawołam.

Pogrążyłem się w stan medytacji i pokornie wezwałem mego guru. Przyciemniony pokój wnet napełnił się mglistym, księżycowym światłem aury; wyłoniła się z niego świetlana postać Babadżi.

283

- Lahiri, czemu wzywasz mnie z błahego powodu? - Spojrzenie guru było surowe. - Prawda jest tylko dla poważnych poszukiwaczy a nie dla ludzi powodowanych pustą ciekawością. Łatwo jest uwierzyć, gdy się widzi; po co więc duchowe poszukiwanie? Na odkrycie prawdy pozazmysłowej zasługują tylko ci, którzy przezwyciężają swój naturalny, materialistyczny sceptycyzm. - Dodał surowo: - Pozwól, że odejdę.



Rzuciłem się błagalnie do jego stóp: - Święty guru, pojmuję mój poważny błąd, pokornie proszę o przebaczenie. Ośmieliłem się wezwać ciebie, aby wzbudzić wiarę w tych zaślepionych pod względem duchowym umysłach. Skoro łaskawie zjawiłeś się na moją prośbę, to proszę cię, nie odchodź bez udzielenia błogosławieństwa mym przyjaciołom. Chociaż są niewierzący, ale przynajmniej zechcą badać prawdę mych niezwykłych twierdzeń.

- Dobrze; pozostanę chwilę. Nie chcę zdyskredytować twych słów wobec przyjaciół. - Twarz Babadżi złagodniała, lecz dodał subtelnie. - Odtąd, mój synu, będę przybywał, gdy będziesz mnie potrzebował, a nie na każde twoje wezwanie. (Na ścieżce Nieskończonego nawet oświeceni mistrzowie, jak Lahiri Mahasaya, mogą ucierpieć z powodu nadmiaru zapału i podlegać karze. W Bhagawad Gicie czytamy w wielu miejscach, jak boski guru Kriszna wymierzał karę księciu pobożnych Ardżunie).

Małe grono przyjaciół pozostawało w napiętym milczeniu, gdy otwarłem drzwi. Jakby nie wierząc własnym oczom, przyjaciele moi wpatrywali się w świetlistą postać siedzącą na kocu.

- To jest masowa hipnoza! - Zaśmiał się jeden z mężczyzn krzykliwie. - Nikt nie mógł wejść do tego pokoju bez naszej wiedzy.

Babadżi poruszył się z uśmiechem i przywołał każdego, aby dotknął jego ciepłego i materialnego ciała. Wątpliwości znikły, przyjaciele moi rzucili się na podłogę w pełnej czci skrusze.

- Proszę, przygotujcie haluę (słodka potrawa z kaszki pszennej smażonej na maśle i gotowanej na mleku). - Zrozumiałe, że Babadżi wyraził tę prośbę, aby jeszcze bardziej upewnić zebranych o swej fizycznej realności. Podczas gdy gotowała się kaszka, boski guru rozmawiał uprzejmie. Dokonała się wielka metamorfoza niewiernych Tomaszów w gorliwych Pawłów. Gdy już zjedliśmy, Babadżi pobłogosławił każdego z nas po kolei. Potem nastąpił nagły błysk; byliśmy świadkami momentalnej dechemizacii elektronowych elementów ciała Babadżi w rozprzestrzeniające się mgliste światło. Potęga woli mistrza zharmonizowanego z Bogiem rozluźniła swą władzę nad

284

atomami, które złożyły się na jego ciało; tryliony subtelnych "żywotronowych" iskier wróciło do nieskończonego rezerwuaru.



- Na własne oczy widziałem zwycięzcę śmierci - powiedział ze czcią Maitra112, będący jednym z uczestników zebrania. Radość z osiągniętego przebudzenia przeobraziła jego twarz. - Najwyższy guru igrał z czasem i przestrzenią, jak małe dziecko bawił się bańkami mydlanymi. Widziałem istotę mającą klucze do niebios i ziemi.

- - Niebawem wróciłem do Danapur. Mając silne duchowe oparcie, podjąłem z powrotem swe różnorodne obowiązki zawodowe oraz rodzinne jako głowa tej rodziny.

Lahiri Mahasaya opowiadał również Swami Kebalanandzie i Sri Jukteswarowi historię innego spotkania z Babadżi w okolicznościach, które przypominają obietnicę guru: "Przyjdę, ilekroć będziesz mnie potrzebował".

- Sceną spotkania - opowiadał Lahiri Mahasaya swym uczniom

- była Kumbha Mela w Allahabadzie. Przebywałem tam podczas mego krótkiego urlopu. Gdy włóczyłem się wśród mnichów i sad-husów, którzy przybyli z dalekich stron, aby wziąć udział w uroczystym święcie, zauważyłem posypanego popiołem ascetę, który trzymał w ręku żebraczą miseczkę. W umyśle mym pojawiła się myśl, że człowiek ten jest obłudny, gdyż nosi zewnętrzne symbole wyrzeczenia bez odpowiedniej łaski wewnętrznej.

Jeszcze nie minąłem ascety, gdy zdumiony mój wzrok padł na Babadżi. Klęczał on przed pustelnikiem o zmierzwionych włosach. "

- Gurudżi! - Pospieszyłem ku niemu. - Panie, co tu robisz!

- Myję stopy tego mnicha, a potem oczyszczę jego naczynia do gotowania. - Babadżi uśmiechnął się do mnie jak dziecko; zrozumiałem, że pragnął, abym nikogo nie krytykował, lecz wszędzie widział Pana przebywającego na równi w każdym, w świątyni każdego ciała, zarówno wyżej, jak i niżej stojącego człowieka. Wielki Guru dodał: - Usługując mądrym i ciemnym ascetom uczę się największej z cnót, która Bogu podoba się ponad wszystkie inne - pokory.

ROZDZIAŁ 35 Chrystusowe życie Lahiri Mahasayi

"Tak się nam godzi wypełnić wszelką sprawiedliwość" (Mat. 3:15) Tymi słowy do Jana Chrzciciela i prośbą o swój chrzest Jezus wyraził uznanie boskich praw swego guru.

Na podstawie pełnego szacunku studium Biblii z orientalnego punktu widzenia113 oraz intuicyjnego poznania jestem przekonany, że Jan Chrzciciel był w poprzednich żywotach guru Chrystusa. Liczne ustępy Biblii wskazują, że Jan i Jezus w poprzedniej swej inkarnacji byli odpowiednio: Elijah (Eliaszem) i jego uczniem: Eliszą (Elizeu-szem). - Tak brzmią ich imiona w hebrajskim tekście Starego Testamentu. Greccy tłumacze oddali je jako: Eliasz i Elizeusz, w Nowym Testamencie występują one w tej zmienionej postaci.



Dostları ilə paylaş:
1   ...   21   22   23   24   25   26   27   28   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə