List do kolosan



Yüklə 0,53 Mb.
səhifə9/10
tarix26.11.2017
ölçüsü0,53 Mb.
#12753
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10

16–18. Z wysoce szkodliwą działalnością otwartych wrogów kojarzy Paweł dość smutne zachowanie się swych przyjaciół podczas pierwszego uwięzienia. Nikt przy nim nie pozostał; wszyscy go opuścili. Czy teraz będzie tak samo? Właściwie Paweł nie bierze im tego za złe. Rozumie ludzkie słabości, choć było mu wtedy bardzo przykro. Jednego jest pewien: jakkolwiek potoczą się dalsze jego losy, Pan go nie opuści. Jak wtedy został wyrwany z paszczy lwa, by dalej głosić wszystkim narodom Dobrą Nowinę (Dz 9:15), tak i teraz uratuje go Chrystus. Jednakże przewiduje, że tym razem wybawi go On nie do dalszej pracy, lecz po to tylko, by doprowadzić swego apostoła, po trudach całego życia, do królestwa niebieskiego. W ten sposób stanie się zresztą zadość pragnieniu, któremu dawał Paweł wyraz już na wiele lat przedtem: Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk… Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze… (Flp 1:21.23).

Wszystkie te osobiste wspomnienia, połączone z niezachwianą wiarą w opiekę Pana, zamyka Apostoł krótką doksologią, zakończona liturgicznym Amen. W ciągu całego życia pragnął jedynie tego, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony.



19–21. Pryskę i Akwilę, małżeństwo żydowskie, prawdziwie zaprzyjaźnione z Pawłem przez wspólną pracę w Koryncie i Efezie, pozdrawia Apostoł w wielu swoich listach (por. Rz 16:1–16; 1 Kor 16:19–21).

Znany był Pawłowi nie tylko Onezyfor, wspomniany na początku listu (2 Tm 1:16–18) i być może już nie żyjący, lecz także cała jego rodzina, zwana tu również domem Onezyfora. Erast – to znany już z pism Pawła (por. Rz 16:24) skarbnik koryncki, przebywający – podobnie jak podczas pisania Listu do Rzymian – ze względu na swe obowiązki, w Koryncie. Z polecenia Pawła odbywał on kiedyś wspólną z Tymoteuszem podróż z Efezu do Macedonii (Dz 19:22). Trofim, rodem z Efezu (Dz 21:29), towarzyszył Pawłowi w czasie jego podróży z Grecji do Jerozolimy (Dz 20:4). W drodze, która wiodła również przez Milet, Trofim zachorował i Paweł musiał zostawić go w tym mieście.

Jeszcze raz nalega Apostoł, by Tymoteusz jak najrychlej przybył do Rzymu, co świadczy, iż wiele się spodziewał po jego obecności.

Spośród chrześcijan rzymskich, znanych prawdopodobnie Tymoteuszowi, lecz o których nam zupełnie nic nie wiadomo, Linusa utożsamiają niektórzy z późniejszym biskupem Rzymu, pierwszym następcą św. Piotra.



22. Życzenie końcowe, skierowane do Tymoteusza, lecz obejmujące także wszystkich wiernych, ma za przedmiot – jak zawsze w życzeniach Pawła – łaskę Bożą, tę wartość największą dla każdego chrześcijanina, ową pomoc z góry, bez której człowiek nie może uczynić nic, co zasługiwałoby na życie wieczne.

LIST DO TYTUSA

List do Tytusa, ostatni spośród Listów Pasterskich, powstał, być może, podczas podróży powrotnej na Wschód, po uwolnieniu Apostoła z pierwszego więzienia rzymskiego, prawdopodobnie zimą około r. 65/66. Trudno określić dokładniej miejsce napisania tego listu: w grę może wchodzić któreś z miast Macedonii, lub może Korynt albo Nikopolis. Tytus, adresat tego listu, jest nam znany tylko z pism Pawła. Był to poganin nawrócony na chrześcijaństwo przez samego Apostoła (Ga 2:1–3). Towarzyszył mu podczas tzw. Soboru Jerozolimskiego. Tam był przedstawiony przez Apostoła jako wzór niezachwianego w wierze i nienagannego pod względem obyczajów chrześcijanina, nawróconego z pogaństwa. Mimo nacisku ze strony judaizujących propagandystów – jak się niekiedy przypuszcza – na wniosek jaki wysunął Paweł Apostołowie nie zmusili Tytusa do obrzezania.

Szczególne usługi oddawał Tytus Pawłowi podczas trzeciej podróży misyjnej, zwłaszcza w czasie długiego pobytu Apostoła w Efezie. On to wręczył Koryntianom list Pawła wśród wielu łez pisany (2 Kor 2:3 nn) i zdołał załatwić pomyślnie różne przykre i bardzo niepokojące Pawła sprawy korynckie. Jego też z utęsknieniem i niecierpliwością – ale na próżno, jak wiemy – oczekiwał Paweł w Troadzie, dokąd przybył z Efezu, po rozruchach spowodowanych w tym mieście przez złotnika Demetriusza. Po uwolnieniu Apostoła z pierwszego uwięzienia rzymskiego Tytus znów, zdaje się, przez pewien czas był przy nim. Z polecenia swego Mistrza kończy dzieło zakładania pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej na Krecie. W tym czasie otrzymuje od Pawła ten właśnie list, zbiór – podobnie jak obydwa listy do Tymoteusza – praktycznych wskazań duszpasterskich dla przełożonego Kościoła. Zdaje się, że list doręczyli Tytusowi, wzmiankowani w nim zresztą, znawca prawa żydowskiego Zenas oraz wielokrotnie wspominany przez Pawła Apollos. Aczkolwiek treścią i charakterem ogólnym zbliżany do listów do Tymoteusza. List do Tytusa jest utrzymany w mniej serdecznym, mniej osobistym tonie, co oznacza, że przyjaźń łącząca Pawła z Tytusem nie była tak pełna uczucia jak stosunek Apostoła do Tymoteusza.

1:1. Wyjątkowo długi adres wymienia nadawcę listu, jego adresata, a przy sposobności, w streszczeniu, podaje całą naukę o zbawczym dziele Boga, dokonanym przez Jezusa Chrystusa. Nadawcą listu jest Paweł, który nazywa się tu sługą Boga i apostołem Jezusa Chrystusa. Taka uroczysta prezentacja świadczy o tym, że list, choć formalnie skierowany tylko do Tytusa, w rzeczywistości miał być czytany – przynajmniej takie było życzenie Apostoła – przez wszystkich wiernych na Krecie, najprawdopodobniej podczas jakiegoś zebrania liturgicznego. Przy tej okazji o Boskim posłannictwie Pawła mieli się dowiedzieć także ci, co głosili na Krecie błędne nauki.

Określenie „sługa” nie posiada w świecie chrześcijańskim tego znaczenia poniżająco-pejoratywnego, jakie miał ten termin w środowisku pogańskim, nawet gdy chodziło o posługiwanie bogom. Przeciwnie, Paweł jest dumny z tego, że może być sługą Boga, tak jak Abraham, Mojżesz, Dawid, Izajasz i wielu innych wielkich, żeby nie powiedzieć, wręcz opatrznościowych mężów w dziejach Izraela (por. Iz 20:3; Am 3:7; Jr 44:4; Dn 9:10 n). Jako sługa Boży, jest Paweł równocześnie pełnomocnym wysłannikiem Jezusa Chrystusa. Przypominają się tu mimo woli słowa Chrystusa: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam (Jan 20:21). Tak więc Tytus cieszy się na Krecie pełnią powagi Pawła, lecz Paweł jest wysłannikiem Chrystusa, a Chrystus – Boga Ojca.

Paweł został posłany po to, żeby szerzyć wiarę wśród wybranych Bożych i prowadzić ich do poznania prawdy, która skłania człowieka do pobożnego życia. Nazywając wiernych wybranymi, być może świadomie, nawiązuje Paweł do starotestamentalnej idei wybraństwa całego Izraela historycznego, który niejednokrotnie jest uważany za typ Izraela wedle ducha. Zresztą wybranymi okażą się słuchacze w pełni dopiero wtedy, kiedy odniosą się pozytywnie do Bożej inicjatywy wybrania.

2–3. Prawda, o której Apostoł tu mówi, jest wyraźnym – oczywiście antytetycznym – nawiązaniem do błędów głoszonych wśród wyznawców Chrystusa na Krecie. Zarówno samemu głoszeniu, jak i odbieraniu tej prawdy towarzyszy nadzieja osiągnięcia życia wiecznego. Życie każdego chrześcijanina, kimkolwiek by był, powinno upływać pod znakiem nadziei, która swymi początkami sięga czasów Protoewangelii, czyli pierwszej Dobrej Nowiny, przekazanej człowiekowi zaraz po pierwszym jego upadku (Rdz 3:15).

Rękojmią spełnienia się tych nadziei jest obietnica Boga nieskończenie prawdomównego i wiernego, zwanego – nie po raz pierwszy, a w Listach Pasterskich szczególnie często – po prostu Zbawicielem człowieka. Obietnica Boga, odwieczne źródło ludzkiej nadziei, była tajemnicą, którą ujawnił dopiero swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezus Chrystus, będący ostatecznie treścią każdego nauczania apostolskiego.



4. Odbiorcą listu jest Tytus, zwany z tego samego powodu co Tymoteusz (1 Tm 1:2) prawdziwym dzieckiem we wspólnej wierze: Paweł zrodził bowiem obydwu przez udzielenie im chrztu do życia nadprzyrodzonego. Wspólnota wiary łączy więc ludzi w takie same związki jak te, które powodują naturalne więzy tej samej krwi. Wprowadzenie do listu kończy się życzeniem łaski i pokoju – tych wartości, bez których nie może być ani pełnego życia doczesnego, ani prawdziwej nadziei życia w przyszłości. Dawcą tych dóbr jest Chrystus Jezus – zwany również Zbawicielem – w takim samym stopniu jak Bóg, Jego Ojciec.

5. Wynika z tego oświadczenia – wobec braku jakichkolwiek innych danych – że Paweł przez pewien czas po uwolnieniu z pierwszego uwięzienia w Rzymie przebywał na Krecie wspólnie z Tytusem. Jak długo pozostawał na tej wyspie, kiedy i dlaczego ją opuścił – również nie wiemy. W każdym razie odjeżdżając zostawił Tytusowi dość dokładne instrukcje dotyczące przede wszystkim ostatecznego ukształtowania wspólnoty pod względem administracyjno-hierarchicznym. A więc powinien Tytus w poszczególnych miastach tej dość rozległej wyspy ustanowić prezbiterów, którzy mieliby władzę nad lokalnymi Kościołami.

6–9. Wszystko zdaje się przemawiać za przypuszczeniem, że występujące, w tym fragmencie terminy – prezbiterzy i biskupi – zostały użyte zamiennie na oznaczenie tych samych ludzi. Nie wydaje się jednak, by były to zwykłe synonimy. Pierwszy z nich określa pewien stan, drugi zaś – wyrażając ideę pewnego nadzoru, czuwania – wskazuje na konkretną funkcję. Przeto ci sami ludzie, kiedy stanowili kolegium zarządzające lokalnymi Kościołami, byli nazywani prezbiterami tzn. starszymi, gdy zaś z biegiem czasu zostały dokładniej sprecyzowane przynajmniej niektóre ich funkcje administracyjne, byli określani mianem biskupów (dosł.: nadzorców). Cały ten fragment, tzn. Tyt 1:6–9, jest w rzeczywistości zbiorem postulatów moralnych, stawianych kandydatom na prezbiterów-biskupów. Ogólnie rzecz biorąc, powinni to być ludzie o nieposzlakowanej opinii (1 Tm 3:2). Przechodząc zaś do szczegółów, najpierw wspomina się o sprawach związanych z szóstym przykazaniem. Wyrażenie mąż jednej żony, znane już zresztą z 1 Tm 2:3, nasuwa domysł, że chodzi tu o przykładne życie małżeńskie kandydata na biskupa. Być może, iż tym samym zostali wykluczeni od biskupstwa wdowcy ponownie żonaci oraz ludzie mający nieuporządkowane sprawy małżeńskie. Swoje umiejętności przyszłego zarządzania większą społecznością wiernych winien kandydat na biskupa przedtem okazać na terenie własnej rodziny, zwłaszcza przez wychowanie religijne własnych dzieci, nie przynoszących swym postępowaniem żadnej ujmy ojcu. Warunek ten, nie wspomniany w analogicznym katalogu z 1 Tm 3:1–7, był najprawdopodobniej wyrazem potrzeb lokalnych: na wyspie Krecie chrześcijaństwo rozwijało się dopiero od niedawna i mogło się zdarzyć, że wśród kandydatów na przyszłych biskupów znaleźliby się ludzie sami już co prawda nawróceni, lecz mający jeszcze nie ochrzczone dzieci. Jeszcze w IV w. jeden z synodów kartagińskich będzie wyraźnie zabraniał dopuszczania nie tylko do biskupstwa, lecz także do kapłaństwa, a nawet do diakonatu ludzi mieszkających pod jednym dachem z niewierzącymi. Rozpusta lub niezdyscyplinowanie dzieci pośrednio rzutuje także na postawę moralną rodziców – zwłaszcza ojca – dyskwalifikując go w ten sposób jako kandydata na urząd biskupa.

Po tak sformułowanych wymaganiach, mających za przedmiot sprawy małżeńskie i wychowanie dzieci, następuje lista złożona z pięciu występków, których kandydaci na biskupów mieli unikać, i siedmiu cnót, o których praktykę mieli zabiegać. Tak więc ma być ów szafarz tajemnic Bożych (1 Kor 4:1) człowiekiem o nieposzlakowanej opinii, nie może być zarozumiałym arogantem, czyli człowiekiem zamkniętym we własnym sposobie myślenia, niezdolnym do żadnego dialogu, opryskliwym. Nie może być biskupem człowiek nie panujący nad odruchami gniewu. Nie trzeba dodawać, że ewentualnego kandydata na urząd biskupi dyskwalifikuje całkowicie nałóg pijaństwa i wszelkiego rodzaju awanturnictwo. Dla nas jest to tak oczywiste, że aż dziw, iż w ogóle mówi się o tym. Karierowiczostwo, lub mówiąc oględniej, pogoń za materialnymi korzyściami, jest szczególnie trudne do pogodzenia z posługą biskupią, choć może stanowiło dla wielu wyjątkowo trudną do przezwyciężenia pokusę.



Wśród pozytywów, o których posiadanie powinien się troszczyć kandydat na biskupa, najpierw wymieniona jest gościnność, znana już zresztą z 1 Tm, 1–7 jako szczególna postać miłości bliźniego. Kandydat na biskupa powinien się odznaczać wrodzonym umiłowaniem tego, co dobre. Rozsądek, sprawiedliwość, pobożność – to wymagania również tak elementarne, że zbyteczne tu są dalsze komentarze. Powściągliwość – to prawie synonim lub bardziej pozytywne ujęcie tego, co wyrażało określenie nieskłonny do gniewu. Powściągliwość ma jednak poza tym coś z powagi i nobliwości, tak bardzo koniecznej człowiekowi piastującemu urząd biskupa. Ostatniej siódmej, pozytywnie określonej właściwości moralnej przyszłego biskupa poświęca Paweł nieco więcej uwagi. Przestrzeganiem niezawodnej wykładni nauki jest tu nazywana po prostu ortodoksja doktrynalna, tak szczególnie akcentowana we wszystkich Listach Pasterskich. Ortodoksja owa będzie stanowić podstawę, kryterium nie tylko obiektywnego wykładu prawd wiary, lecz także upomnień i przekonywania tych, którzy próbowaliby nauczać inaczej.

10–11. Dotychczas tylko pośrednio nawiązywał Paweł do działalności różnych błędnowierców, obecnie przypuszcza na nich atak frontalny. Przy tej sposobności okazuje się, że ludzie ci – być może z pochodzenia Żydzi – prawdopodobnie głosili również obrzezanie. Sylwetki moralne tych ludzi nie należą do najpiękniejszych: krnąbrni, gadatliwi, zwodziciele, prowadzący swą działalność dla nędznego zysku (por. 1 Tm 6:3–10) itp. Niektóre spośród tych rysów przypominają groźnych efeskich konkurentów Pawła (por. 1 Tm 1:3–11; 4:1–11; 6:3–10; 2 Tm 2:14–18). Kimkolwiek byliby ci ludzie, ich działalność na Krecie, według prawdopodobnie jeszcze osobistego rozeznania Apostoła, była dla tamtejszych chrześcijan wysoce niebezpieczna. Trzeba więc było reagować szybko i energicznie, bo dochodziło coraz powszechniej do tego, że całe domy bywały skłócone.

12–14. Szybkie i skuteczne przeciwdziałanie było potrzebne także i dlatego, że Kreteńczycy nawet w opinii jednego ze swych głośniejszych wieszczów, prawdopodobnie Epimenidesa (VI w. przed Chr.) – a Paweł uznaje tę opinię za słuszną (Tyt 1:13) – nie byli ludźmi odznaczającymi się dodatnimi cechami charakterów; przeciwnie, uważano ich po prostu za kłamców, za złe bestie i brzuchy leniwe. Należało więc nie tylko z całą stanowczością przeciwstawiać się fałszywym nauczycielom, lecz także dość bezwzględnie i surowo potraktować słuchaczy obcych nauk. Tylko takie postępowanie rokowało nadzieję utrzymania ich przy zdrowej wierze. Świadomie należało lekceważyć tu wymienione żydowskie bajki, czyli najprawdopodobniej jakieś niedorzeczne spekulacje co do Prawa lub rodowodów starotestamentalnych (por. 1 Tm 1:4; 4:7), i wykazywać, że rozmaite zarządzenia, nakazy czy zakazy – być może aluzja do spożywania lub niespożywania pewnych pokarmów – głoszone przez ludzi odchodzących od czystości wiary, nie posiadają żadnej obowiązującej mocy.

15. Jest to dość wyraźne nawiązanie do twierdzeń owych pseudonauczycieli, że są pokarmy czyste i nieczyste. Odpowiedź Pawła zasadniczo nie odbiega od rozwiązań analogicznych problemów w pozostałych Listach Pasterskich czy w wielkich. Apostoł dość wyraźnie – choć bardzo sucho – formułuje radę, by owi nauczyciele zatroszczyli się o czystość własnych serc, a wtedy wszystko będzie dla nich czyste. Znów aluzja do różnych, wspomnianych już na początku wykroczeń, które obciążały sumienia tych ludzi.

16. Aluzja przekształca się w bezpośrednie oskarżenie. Całe życie tych „proroków” jest jedną wielką obłudą i zakłamaniem. Gdybyż asceza, którą innym głoszą, znajdowała choć niewielkie potwierdzenie w ich własnym życiu! Zabrnęli jednak już tak daleko, iż według opinii Pawła, nie są nawet zdolni do jakiegokolwiek dobrego czynu.

2:1–2. Apostoł wchodzi coraz bardziej w szczegóły. Po wydaniu polecenia ustanowienia starszych i biskupów i przestrzeżeniu przed niebezpieczeństwem błędnych nauk, z kolei udziela praktycznych pouczeń, jak należy traktować w pracy duszpasterskiej poszczególne kategorie wiernych, przedstawiając im zawsze tylko zdrową naukę. Zdrową nauką zaś – już w listach do Tymoteusza (1 Tm 1:10 n; 2 Tm 4:3; 1 Tm 6:3; 2 Tm 1:13) – nazywa Apostoł Ewangelię, ponieważ uległość jej nakazom zapewnia pełnię nadprzyrodzonego zdrowia, broniąc równocześnie przed schorzeniami, których objawami są ludzkie grzechy.



Na pierwszym miejscu wymienia autor listu postulaty dotyczące mężczyzn starszych: powinni być ludźmi trzeźwymi, statecznymi, roztropnymi, odznaczać się wypróbowaną wiarą, miłością i cierpliwością. Może szczególnie tymi trzema na końcu wymienionymi cnotami powinni się wyróżniać w wielkiej rodzinie wyznawców Chrystusa starsi, doświadczeni mężczyźni, tak by można było stawiać ich za wzór młodszym.

3. Nieco inne cnoty – oczywiście bez pominięcia tamtych cnót kardynalnych – powinny zdobić starsze niewiasty, by mogły nie tylko bacznie służyć za przykład młodszym, lecz także te ostatnie uczyć sztuki prawdziwie chrześcijańskiego życia. Jako wytrawny psycholog, zwraca Paweł uwagę na słabości wynikające najczęściej z samej natury kobiety. Tak więc niewiasta już podeszła w latach ma czuwać nad tym, by nie była zbyt próżna w dobieraniu strojów, by panowała nad swoim językiem. Musiały też chyba szczególnie wśród starszych kobiet zdarzać się jakieś nieumiarkowania w piciu wina, skoro Paweł zaleca im większy pod tym względem umiar.

4–5. Następuje katalog cnót, które powinny charakteryzować dobrą, prawdziwie chrześcijańską matkę i żonę, co przypomina w niejednym szczególe obraz dzielnej niewiasty z Księgi Przysłów (Prz 31:10nn). Trudno nawet przypuścić, by w domu pozostającym pod troskliwym okiem takiej matki i żony mogły się zdarzać jakieś bluźnierstwa Bożemu słowu. Ale jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że we wczesnym chrześcijaństwie często miały miejsce małżeństwa mieszane, to mogły się pojawiać bluźniercze zarzuty pod adresem chrześcijaństwa. A odwrotnie – korzyści wynikały dla małżonka niewierzącego z takiej postawy dobrej matki i żony, które tak opisuje inny autor natchniony: Tak samo żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki, przez samo postępowanie żon zostali [dla wiary] pozyskani bez nauki, gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu (1 Pt 3:1 n).

6–8. Instrukcja dotycząca sposobu kierowania młodzieńcami jest bardzo krótka, ale zdaje się dotykać samej istoty rzeczy: młodzieniec daje się ponosić temperamentowi, bywa nieumiarkowany, skłonny do wszelkiej przesady – zwłaszcza młodzież męska. Dlatego młodzieńcy niech będą powściągliwi. Jednakże wskazania dla nich są tylko pozornie tak krótkie. Tytus, będąc sam z pewnością człowiekiem jeszcze młodym, powinien być żywym przykładem dla młodych w społecznościach chrześcijańskich na Krecie. Prawość całego postępowania, świadczenie ludziom wszelkiego dobra, powaga – oto czym powinien Tytus pociągać młodych ludzi do Chrystusa. Równocześnie zaś będzie to najskuteczniejsza broń przeciwko tym wszystkim, którzy tak chętnie chcieliby coś zarzucić Tytusowi z racji sprawowanego przezeń urzędu.

9–10. I znów, podobnie jak w listach do Tymoteusza (por. 1 Tm 6:1–2), nie pomija Paweł milczeniem niewolników. Ze względu na ich wyjątkowo ciężkie położenie oni właśnie powinni stanowić przedmiot szczególnie serdecznej troski ze strony sprawujących władzę w Kościele. W tym wypadku chodzi chyba o niewolników, którzy są już chrześcijanami, ale pozostają nadal pod władzą ich pogańskich panów. Wszystko zdaje się przemawiać za przypuszczeniem, że Paweł kieruje się nadzieją zdobycia dla Chrystusa także owych pogańskich panów, gdy nakazuje niewolnikom bezwzględną i prawdziwie chrześcijańską uległość: Niech będą poddani swoim panom we wszystkim, niech się starają im przypodobać… Owe apostolsko-zdobywcze intencje Pawła najbardziej są widoczne w słowach: ażeby pod każdym względem stali się chlubą dla nauki naszego Zbawiciela, Boga. A więc to, co małe w oczach ludzi, staje się wielkie u Boga. Zresztą nasuwa się jeszcze jedno, może najbardziej zaszczytne dla niewolników skojarzenie – równość wszystkich odkupionych wobec Boga.

11. Tyt 2:11–15 stanowią część monologu o zbawczym dziele Jezusa Chrystusa. Cały temat odkupienia został wywołany – jak się to często u Pawła zdarza – wzmianką o Osobie Chrystusa, atmosferę zaś miłości wprowadza stwierdzenie, że łaska Boga ukazała się wszystkim ludziom. Łaska Boga jest tu synonimem dobroci, łaskawości Bożej. Wzmianka o jej pojawieniu się – użyty tu czasownik grecki sugeruje ideę pewnego olśnienia świetlnego – stanowi być może aluzję do objawienia się Chrystusa Szawłowi pod Damaszkiem. Mimo iż tekst ten w liturgii Kościoła Rzymskiego stosuje się do tajemnicy Bożego Narodzenia, to jednak nie należy zapominać, że owa łaska, której objawienie się jest tu opiewane, obejmuje swym zasięgiem całe zbawcze dzieło, tj. zarówno Wcielenie Słowa, jak i – wyraźnie w Tyt 2:14 wspomniane – śmierć oraz zmartwychwstanie Chrystusa. Powszechność odkupienia jest w tym tekście wyjątkowo mocno podkreślona. Wspomniani w kontekście poprzedzającym starcy, młodzież, dzieci, niewolnicy, ich panowie, mężowie i niewiasty reprezentują całą ludzkość, za którą Chrystus umiera.

12. W zbawczej łasce Bożej kryją się specjalne wartości wychowawcze. Pod wpływem tej łaski ludzie powinni z jednej strony wyrzec się bezbożności i żądz światowych, z drugiej zaś zatroszczyć się pozytywnie o rozsądne, sprawiedliwe i pobożne życie na tym świecie. Ów element pozytywny jest z kolei rozwinięty słowami o pewnych akcentach eschatologicznych.

13. Mowa tu niewątpliwie o nadziei ponownego przyjścia Jezusa. Przyniesie On nagrodę wieczną tym, którzy sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie. Słowa wielki Bóg odnieść należy – podobnie jak w Tt 1:4; 2:10; 2:13; 3:4 – nie do Boga Ojca, lecz do Jezusa, któremu Paweł przypisuje również tytuł Zbawiciela. Tytuł ten, nie spotykany w Ewangeliach synoptycznych, a dość często notowany w listach Pawła (2 Tm 1:10; Tt 1:4; 3:6) w ST (LXX) służy na określenie Boga, przychodzącego z pomocą Izraelowi.

14. Formuła wydał samego siebie za nas stanowi jakby definicję Chrystusa. Chrystus to według Pawła Ten, który wydał samego siebie za nas. Fakt zaś, że jesteśmy wzięci na własność przez Zbawiciela, winien napełniać wszystkich nadzieją, przypominającą Rz 8:31–39, niczego Bóg nie odmówi tym, których wziął sobie na własność. Lud mający być własnością Boga jest przedtem uwolniony i oczyszczony. Obydwa określenia wywołują prawem skojarzenia myśl o świętości, wynikającej z późniejszego faktu przynależności do Boga. Wspominana w tekstach paralelnych krew (Dz 20:28; Ap 5:9), przy pomocy której miał się dokonać wykup, nie oznacza ceny, jaką Chrystus musiał zapłacić Bogu Ojcu lub – co jest jeszcze mniej prawdopodobne – szatanowi. Chodzi raczej o aluzję do krwi, mocą której, jak ongiś przymierze w ST, zawarty został pakt nowy, pakt oddający Bogu na własność całą ludzkość, co znowu jest wyraźnym nawiązaniem do takich tekstów starotestamentalnych, jak Wj 19:5; 23:22; Pwt 7:6; 14:2.21; 26:18.

Trud każdego z nas w przyswajaniu sobie owoców męki Jezusa jest uwydatniony wzmianką o naszym gorliwym spełnianiu dobrych uczynków. Cała teologia odkupienia, tak przedstawiona, ma być przedmiotem nauki głoszonej przez Tytusa.



15. Nauka o zbawczym dziele Boga dokonanym przez Chrystusa i w Chrystusie powinna być wykorzystywana przez Tytusa z całą powagą, ze wskazaniem wszystkich jej praktycznych następstw, w napomnieniach duszpasterskich. Szczegół ten jest bardzo znamienny dla teologii św. Pawła. Akcenty tego rodzaju, jakże częste w jego pismach, sprawiają, że teologia Apostoła Narodów jest tak bardzo soteriologiczna. Ostatnie słowa tego zbioru napomnień duszpasterskich, skierowanych zasadniczo do Tytusa, są zaadresowane z pewnością do wiernych. Nie wolno im lekceważyć Tytusa. Obawy co do ewentualnego braku szacunku dla niego wynikały najprawdopodobniej – jak w przypadku Tymoteusza – z powodu młodego wieku tego przełożonego tamtejszych Kościołów. Rzecz jasna, od Tytusa też zależało to, czy jego młodość miała się stać okazją do lekceważenia, czy też do otaczania go tym większym szacunkiem, a może i podziwem.

Wypowiedź soteriologiczna Tt 2:11–14 spełnia funkcję motywacji kilku napomnień znajdujących się w kontekście poprzedzającym. Nie pierwszy to przypadek takiego wplatania w zwykłą parenezę wielkich tekstów dogmatycznych. Tutaj na charakter motywacyjny fragmentu wskazuje spójnik „bowiem”, znajdujący się na początku Tyt 2:11.

W samej wypowiedzi soteriologicznej mamy do czynienia najpierw z trybem oznajmującym (ukazała się), po którym następuje pouczenie (byśmy pobożnie żyli). Wzmianka o imieniu Jezusa implikuje nowy opis (wydał samego siebie…), nie pozbawiony też swoistego pouczenia (by odkupić nas…). Tak sformułowany tekst jest zobowiązaniem chrześcijanina do wysnuwania wszystkich wniosków praktycznych z faktu odkupienia nas przez Jezusa Chrystusa. Odkupienie to nie tylko dzieło, które dokonało się kiedyś w historii i do którego sięgamy obecnie tylko przez dokumenty historyczne. To rzeczywistość, która ciągle na nas oddziaływa.

Zarówno wspomniana przed chwilą funkcja soteryjna Tt 2:11–14, jak i sam sposób sformułowania tego fragmentu stanowią pewien konkretny przykład ubiblijnienia teologii moralnej lub mówiąc ogólniej, ścisłego powiązania dogmatu z moralnością, postulat tak często powtarzany w ramach zapoczątkowanego po Soborze Watykańskim II procesu odnowy naszych dyscyplin teologicznych.

3:1. Udzieliwszy – niekiedy dość szczegółowych – wskazań co do tego, jak należy troszczyć się po duszpastersku o niektóre kategorie wiernych – zupełnie pominięte milczeniem wdowy i dzieci – znów wraca Paweł do zasad duszpasterstwa ogólnego. Porządek we wspólnocie utrwali się tylko wtedy, gdy wierni będą szanować wolę swoich przełożonych, gdy będą im okazywać szacunek i wychodzić naprzeciw ich wszelkim inicjatywom. To pouczenie kieruje Paweł nie tyle do Tytusa, ile raczej do ogółu wiernych, lecz Tytus ma wiernym ten obowiązek uległości względem przełożonych przypominać. Nie jest wykluczone, że mianem przełożonych są tu objęte również władze cywilne. Wiadomo, że Paweł niejednokrotnie (zob. np. Rz 13:1–2) nakazywał chrześcijanom przyjmowanie postawy pełnej lojalności wobec tych władz.



Yüklə 0,53 Mb.

Dostları ilə paylaş:
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10




Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2022
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə