Michał Januszkiewicz



Yüklə 164,36 Kb.

tarix02.12.2017
ölçüsü164,36 Kb.


Michał Januszkiewicz

Nihilizm jako kategoria

literaturoznawcza

Słupskie Prace Filologiczne. Seria Filologia Polska 5, 177-191

2007



S ł u p s k i e   P r a c e   F i l o l o g i c z n e   ·  S e r i a   F i l o l o g i a   P o l s k a   5  ·  2 0 0 7

M ichał Januszkiewicz

U n iw ersy tet im.  A d am a M ick iew icza



NIHILIZM JAKO KATEGORIA LITERATUROZNAWCZA

Wydaje  się,  że jednym  z  problemów,  które  w  sposób  szczególny  domagają się 

w  literaturoznawstwie  współczesnym  nowego  opisu, jest  problem  nihilizmu.  Myśl 

literaturoznawcza,  ale przecież także filozoficzna,  uwrażliwiona jest dziś na kwestię 



redeskrypcji  (by użyć pojęcia Richarda Rorty’ego)1, newreading (Stanley Fish)2 czy 

rewizji  (Agata  Bielik-Robson)3.  Wymienione  pojęcia  wskazują na  zasadniczy  ruch 

i  potrzebę:  chodzi  o  wydobycie  się  z  tego,  co już  obznajomione  i  niebudzące  wąt­

pliwości,  zakotwiczone  w jakimś  stabilnym  signifie.  Słowo  „nihilizm”  okazuje  się 

właśnie  pogrążone  w  takiej  stabilności.  Doskonale  sytuuje  się  ono  w  perspektywie 

tego,  co pisał kiedyś  Kazimierz Ajdukiewicz o  definicjach.  Mówił on m.in.  o wyra­

zach,  które  nie  potrzebują ustanowienia,  projektu  czy  regulacji.  Takie  wyrazy jak 

„dom”  czy  „krzesło”  rozumiane  są  same  przez  się,  opisują je  tzw.  definicje  spra­

wozdawcze4.  Czy  ze  słowem  „nihilizm”  nie  dzieje  się  właśnie  w  ten  sposób?  Czy 

nie jest  tak,  że  gdy  mówimy  o  nihilizmie,  z  góry już  wiemy,  co  kto  ma na myśli? 

Teza, którą tymczasem postawić należy jest temu przeciwna:  pojęcie nihilizmu wy­

prowadzić należy z żywiołu mowy potocznej, musi być projektowane i regulowane.

W  tym miejscu  interesować  mnie będzie nihilizm jako kategoria literaturoznaw­

cza.  Jak jednak rozumieć słowo „kategoria”? Nawet i w tym przypadku zmuszeni je ­

steśmy  do  re-deskrypcji.  O  ile  „kategoria” jest  słowem  w  szczególny  sposób  zado­

mowionym  w języku  tradycyjnej  (od  Arystotelesa począwszy5)  metafizyki  i  odno­

szącym  się  do  obiektywnego  ujmowania bytu  pod  takim  a takim  względem,  o  tyle 

w  proponowanym  przeze  mnie  sensie  wykraczać  ma  poza  obiektywny  opis,  który 

zdolny  byłby  dosięgnąć  prawdy jako  adekwacji.  Kategoryzacja  -   występująca  tu 

w  „osłabionym”  sensie  pojęciowym  -   stawałaby  się  raczej  interpretacją,  sposobem, 

za pomocą którego  coś  dane nam jest jako  coś  (zawsze już wtedy innego),  inskryp­

cją, izotopią.

1 R.  Rorty, Przygodność,  ironia i solidarność.  Tłum.  W.  J. Popowski.  W arszawa  1996.

2  S.  Fish,  Interpretacja,  retoryka,  polityka.  Eseje  wybrane.  Red.  A.  Szahaj.  Tłum.  zb.  K raków  

2002.


3 A.  B ielik-Robson, D uch powierzchni. R ewizja romantyczna  i filozofia.  K raków  2004.

4 K.  A jdukiew icz, Definicje.  W:  Logika pragm atyczna.  W arszawa  1972.

5  A rystoteles,  Kategorie.  Tłum.  K.  Leśniak.  W:  D zieła  wszystkie.  Tłum.,  wstęp  i  komentarze 

K.  Leśniak.  W arszaw a  1990, t.  1.

177



W jakim  sensie  (sensach)  nihilizm  może  się  stać  -  tak  cudzysłowowo  i  metafo­

rycznie  pojętą  -   kategorią  w  odniesieniu  do  literaturoznawstwa?  W  jakim  sensie 

słowo,  którego potocznego użycia tłumaczyć  nie trzeba,  to  słowo-inwektywa,  koja­

rzące  się jeszcze  z  filozofią,  można by  odnieść  do  samej  literatury?  Mnie  intereso­

wać  tu  będzie  szkicowe  zarysowanie  kilku  problemów,  wśród  których  rozważyć 

warto by  (1)  sens  pytania o  nihilizm  literatury,  (2) nihilizm jako  kategorię  metodo­

logiczną i interpretacyjną oraz (3) nihilizm w literaturze.

1.  Nihilizm literatury (?)

Czy  literatura nie  wydaje  się  wyrazem  nihilizmu  i  czy  działalność  literacka jest 

od  niego  wolna?  A  może  właśnie  na  odwrót:  może  właśnie  literatura  chroni  przed 

nihilizmem?  Fryderyk Nietzsche powiada przecież:

S ztuka i n ic  innego  niż  sztuka!  Jest on a w ie lk ą  u m o żliw icielk ą życia,  w ie lk ą  uw o- 

d zicielk ą k u  życiu, w ie lk ą  sty m u lato rk ą życia.

Sztuka ja k o  je d y n a  przew y ższająca  siła,  która p rzeciw d ziała w szelkiej  w o li n e g o ­

w an ia życia, ja k o   czynnik  [...]  a n ty n ih ilisty czn y p a r  excellence.

A dalej, wskazując na katarktyczny wymiar sztuki, filozof powiada:

S ztuka ja k o   w yb a w ien ie  cierpiących  -   tych,  k tó rzy   straszliw y  i  prob lem aty czn y  

ch arak ter istn ien ia w idzą, w id zieć chcą,  tragicznych p o zn ają cy ch

6

.



W niniejszych rozważaniach pragnę posłużyć  się, w sposób emblematyczny, kil­

koma przykładami  ze  starożytności.  Jest rzeczą oczywistą,  że  zanim w  Grecji  naro­

dziła się filozofia, to literaturze przypadała funkcja „mądrościowa”:  poezja powstaje 

z woli bóstw, które, poprzez poetę, przekazują swoje „słowo”.  A zatem -  nie techne, 

biegłość  konstytuowana  przez  istnienie  zasad,  ich  znajomość,  a  wreszcie  umiejęt­

ność zastosowania,  lecz natchnienie.  Jeśli jednakże poezja przyczyniać  się mogła do 

mądrości,  to  raczej  mądrości  praktycznej.  Oceniana w  odniesieniu  do  prawdy,  po­

ezja nie miała nic na swoją obronę.  Kłamstwo zarzucał jej  Solon,  Pindar zarzucał jej 

łudzenie dusz

7

.



„Mądrościowe”  roszczenia  poezji  dawały  się,  od  biedy,  zachować  w  czasach, 

gdy nie istniała jeszcze filozofia.  Atoli od momentu, gdy się pojawiła, poezja z rosz­

czeń  do  mądrości  wycofać  się  musiała.  Nie  bez przesady można by było  nawet po­

wiedzieć,  że jedną  z  przyczyn  narodzin  filozofii  było  pragnienie  przeciwstawienia 

się  mitologicznym  wyobrażeniom  i  opowieściom  w  celu  poszukiwania  wiedzy 

prawdziwej  i rzetelnie  argumentowanej.  Odtąd  spór swój  wiodły i do  dziś  wiodą lo­



gos  i  mythos,  spór,  dodajmy,  wyraźnie już  od  początku  przez  starożytnych  uświa­

damiany:  fakt  ów  podkreśla  choćby  Platon,  gdy  mówi  o  zadawnionych  „niesna­

6  F.  N ietzsche,  Zapiski  o  nihilizm ie  lat  1885-1889.  W   zb.:  Wokół  nihilizmu.  Red.  i  tłum.  G.  So- 

winski.  K raków  2001, s.  108.

7 W.  Tatarkiewicz, H istoria  estetyki.  T.  I: E stetyka starożytna.  W rocław -K raków   1960, s.  44.

178



skach” między filozofami  i poetami

8

.  Aby istotę sporu tego wyłożyć,  odwołajmy się 



-   emblematycznie  -   do  trzech  myślicieli:  sofisty  Gorgiasza  z  Leontinoi,  Platona 

i Arystotelesa.

Jeżeli uznajemy,  że podstawowym wyróżnikiem  (nie esencjalnym,  lecz interpre­

tacyjnym)  literackości jest  fikcjonalność,  to  przypomnijmy,  że  bodaj  pierwsze jej 

ujęcie  zaproponował  właśnie  Gorgiasz.  To  bardzo  ważne,  bo  trudno  nie  zauważyć, 

że fundamentalny spór o literaturę, który wszczęli Platon z Arystotelesem,  spór, któ­

ry  w  dalszych  dziejach  literatury  wypełniany  był  różnymi  treściami  i  przyjmował 

wiele  postaci,  wziął najprawdopodobniej  swój  początek  od  Gorgiasza.  W  świadec­

twie Plutarcha czytamy:

T ragedia  dzięki  fabule  i  afektom   w y w o łu je  złudę;  a ja k   m ó w i  G orgiasz,  ten ,  kto 

w p ro w ad za w  b łąd  je s t spraw iedliw szy od tego,  kto  nie w prow adza,  a ten , kto  daje  się

9

w  b łąd  w p ro w ad zić, j est m ądrzej szy od tego, kto  się nie daj e  .



Efekt  działania  słowa  poetyckiego  pojmuje  więc  Gorgiasz jako  apate  -   oszu­

stwo.  Czy nie  wydaje  się rzeczą znamienną to,  że  autorem pierwszej  definicji fikcji 

literackiej  jest  filozof,  którego  historia filozofii  dość  zgodnie  uważa  za  pierwszego 

nihilistę?  Ten,  który w błąd wprowadza,  to poeta, który dzięki tej  właśnie  zdolności 

wytwarza fikcję; ten,  który w błąd powinien dać  się wprowadzić,  to  odbiorca sztuki 

poetyckiej, bo tylko za sprawą zezwolenia na bycie oszukiwanym może on w sposób 

właściwy  percypować  sztukę  poetycką.  Słowo  ma  dla  Gorgiasza  moc  niemal 

wszechwładną i  zgoda na zwodzenie  słowem jest,  powie  filozof w Pochwale Hele­



ny, jak przyjmowanie leku na duszę

10

.



Gorgiaszowa „pochwała kłamstwa” staje  się punktem wyjścia Platońskiej  krytyki 

poezji.  Zasadnie  można by było  powiedzieć,  że  dla Platona przedsięwzięcie  literac­

kie i zajmowanie  się literaturą to  działalność nihilistyczna.  Poezję wpisuje  autor Fe- 

dona w swój  system metafizyczny:  znajduje się ona na trzecim odcinku dzielącym ją  

od  prawdy.  Jako  naśladowanie  wyglądów  (które  same  są już  fałszem),  literatura 

okazuje  się  kłamstwem  podwójnym,  lekce  sobie  ważąc  prawdę  staje  się  źródłem 

upadku człowieka i państwa.  W  dziesiątej  księdze Państwa Platon,  uzasadniając za­

kaz przyjęcia poetów do państwa powiada:

[poeta]  w   duszy  k ażdego  po szczeg ó ln eg o   człow ieka  zaszczep ia  zły  ustrój  w ew n ętrz­

ny,  fo lg u je tem u  i  schlebia,  co je s t p o z a  ro zu m em   w  duszy,  i n ie  p o trafi ro zró żn ić  ani 

tego,  co  w iększe,  ani  tego,  co  m n iejsze,  tylko  je d n o   i  to  sam o  raz  u w aża  z a   w ielkie 

a raz za m ałe.  W id ziad ła tylko  w yw ołuje,  a od praw d y  stoi bard zo   d a le k o

11

.



A dalej :

8  O czywiście  opozycja  mitu  i  logosu je st u  samego  Platona  o  wiele  bardziej  złożona.  Por.  G.  R e­

ale,  H istoria filo zo fii  starożytnej.  II.  Platon  i  Arystoteles.  Tłum.  E.  I.  Zieliński.  Lublin  1996, 

s.  64-69.

9 W.  Tatarkiewicz, op.  cit.,  s.  127.

10 J.  G ajda, Sofiści.  W arszawa  1989,  s.  238.

11 Platon, Państwo.  W: Państwo,  Prawa.  Tłum.  W.  W itwicki.  Kęty  1999,  s.  320.

179



[poezja]  k arm i  i  p o d lew a  te  dysp o zy cje,  któ re  by  pow in n y   u sch n ąć,  i  kierow nictw o 

n a d   n am i  oddaje  tym   skłonnościom ,  któ re  sam e  k iero w n ictw a  p o trzeb u ją, je ż e li  m a ­

m y   stać  się lepsi i  szczęśliw si,  a nie gorsi i m niej  szczęśliw i

12

.



Zdaniem Platona poezja dokarmia niższe władze duszy:  część pożądliwą i popę- 

dliwą.  Z tego powodu uniemożliwia człowiekowi najbardziej  przyrodzone mu dąże­

nie, jakim jest  dążenie  do  prawdy.  Nie  tylko jednak  zasłania mu  drogę  do  prawdy, 

lecz zachęca do folgowania sobie, usposabia do emocjonalnych wybuchów oraz -  co 

stanowi zarzut największy -  „potrafi psuć nawet ludzi przyzwoitych”

13

.



Giovanni  Reale  ujmuje  te  zagrożenia i  zarzuty pod  adresem poezji  (ale  i  wszel­

kiej  sztuki mimetycznej) następująco:

1)  sztuka  nie  o dkryw a  p ra w d y ,  ale  j ą   zakryw a,  p o n ie w a ż  nie  p o z n a je ;  2)  nie  czyni 

człow ieka  lepszym ,  ale  go p su je, p o n ie w a ż j e s t  kła m liw a ;  3) nie  w ych o w u je,  lecz psuje 

efekty  w ych o w an ia,  p o n iew aż  zw raca  się  do  niero zu m n ych   w ła d z d u szy,  które  są  n iż ­

szym i częściam i czło w ie k a

14

.



W  tym  sensie,  według  Platona,  literatura  związana jest  nierozerwalnie  z  nihili­

zmem,  będąc  -   zarówno  -  negacją poznania  i  przeszkodą na drodze  ku  niemu, jak 

i czynnikiem degenerującym człowieka, wprowadzającym anarchię w państwie.

Platon,  rozpatrując  literaturę  poprzez  kryterium  prawdziwościowe,  był jednak 

skłonny  uznać ją,  ale  pod jednym  warunkiem:  gdyby  potrafiła  ona  w  sposób  ra­

cjonalny uzasadnić  swe  istnienie  i użyteczność w państwie.  Autor Fajdrosa dopu­

ściłby  istnienie  poezji  w  tych jej  formach,  które  sławią  bogów  i  czyny  bohater-

skie

15

.



W odniesieniu do takiego  stanowiska sprzeciw zgłosił, jak wiadomo, Arystoteles 

w  swej  Poetyce16.  Stagiryta,  kwestionując  fakt,  iż literatura miałaby polegać  na od­

wzorowywaniu  świata danego  zmysłowo,  wiąże  literaturę  z  techne  i  mimesis,  rozu­

mianą już jednak  nie jako  po  prostu  naśladownictwo,  ale jako  to,  co  w  sensie  for­

malnym  wyznacza istotę  poezji.  Tak rozumiana mimesis bliska jest temu,  co  dzisiaj 

określamy mianem fikcyjności.  W  tym  sensie  literatura nie kopiuje,  lecz kreuje rze­

czywistość, wytwarza świat „alternatywny”, który nie musi liczyć się z tzw.  światem 

realnym.  Niezmiernie  interesujący wydać  się  może  fakt,  że  w Arystotelejskiej  kon­

cepcji mimesis odnaleźć możemy już to,  co ujawniła myśl ponowoczesna:  że 

litera­

tura  nie  tyle  daje  nam  obraz  rzeczywistości,  co  raczej  obraz  rozmaitych  sposo­

bów, za pom ocą których  o  niej  mówimy  czy myślim y

.  Z jednej  bowiem  strony li­

teratura  może  lekceważyć  zdobycze  wiedzy  (jeśli  tylko  służy  to  zamysłowi  arty­

stycznemu, tj.  mimetycznemu),  z drugiej  zaś  odwoływać  się może czy to do panują­

cej  opinii (doxa),  czy to  do wyobrażeń,  wierzeń i światopoglądu.  Tym  samym  znosi

12  Ibidem ,  s.  322;  por.  też  M.  Januszkiewicz, P ojęcie  m im esis  w  „ P oetyce” Arystotelesa.  „Sztuka 

i  Filozofia” 2002, z. 21.

13 Platon, Państwo...,  s.  320.

14 G.  Reale, H istoria..., t. II,  s.  208.

15 Platon, Państwo...,  s.  322.

16 A rystoteles, Poetyka.  Tłum.  i  oprac.  H.  Podbielski.  W rocław   1983.

180



Arystoteles -  w odniesieniu do  literatury -  fundamentalną, nie tylko dla Platona,  ale 

całej  filozofii, opozycję doxa/episteme11.

Literatura  staje  się  wytwarzaniem,  produkcją -  poiesis.  Z  tego  punktu widzenia 

kryterium  prawdziwościowe  staje  się  nieprzydatne  (niemożność  prawdziwościowej 

weryfikacji),  wartości  artystyczne  i  estetyczne  ustanawiają  prymat  nad  episteme, 

która nie jest już nawet przedmiotem rozważań.

Spór  między  Platonem  i  Arystotelesem  wydaje  się  znamienny  i  emblematyczny 

z tego powodu, że nigdy tak naprawdę nie ucichł.  Stanowisko  Platońskie, kładące na­

cisk na wymiar prawdziwościowy i moralny,  zdaje  się reprezentować ten typ  literatu­

ry,  który wyżej  niż  literackość postrzega cele  i wartości  odnajdywane w tzw.  rzeczy­

wistości  pozaliterackiej.  W  średniowieczu  będzie  to  więc  np.  literatura parenetyczna 

(można tu mówić zresztą o wszelkiej  literaturze stawiającej  sobie za cel kształtowanie 

wzorców  osobowych),  literatura  czasów  oświecenia  czy  pozytywizmu  (np.  powieść 

z tezą),  w wieku XX -  np.  literatura socrealistyczna.  W  tym  obszarze  znalazłoby  się 

również miejsce dla sporej  części literatury religijnej, politycznej, zaangażowanej  spo­

łecznie  etc.  Stanowisko  Arystotelejskie,  podkreślające  autonomiczny wymiar literatu­

ry, wsparłyby romantyzm, Młoda Polska (z hasłem „sztuki dla sztuki”), a w wieku XX 

-  wiele nurtów awangardowych (np.  awangarda krakowska).

W   tym  kontekście  nader  interesujące  okazuje  się  co  innego:  mianowicie  to,  że 

przedstawiciele  zwalczających  się  stanowisk często  wzajemnie  oskarżają się  o  nihi­

lizm.  „Platonicy” wysuwają oskarżenia o formalizm, estetyzm i immoralizm,  zdege- 

nerowanie,  zwątpienie  w  świat  i  człowieka.  Drudzy,  kwestionując  tego  rodzaju  za­

rzut,  oskarżają tamtych o zapoznawanie istoty samej  literatury i wydanie jej  na służ­

bę  tzw.  rzeczywistości  (doraźnych  potrzeb,  celów  i  wartości)  czy raczej językowo- 

-światopoglądowych  jej  obrazów.  Ci  drudzy,  jeśli  uwzględnić  myśl  Fryderyka 

Nietzschego  i  Martina  Heideggera,  tamtych  raczej  oskarżą o  nihilizm:  bo  przecież 

czym jest nihilizm, jeśli nie  „przemyślaną do końca logiką naszych wielkich warto­

ści  i ideałów”18?  A skoro  tak, to wymiar nihilistyczny zyskują wszelkie metafizycz­

ne, tzn.  dążące do totalizacji (a przeto posługujące się przemocą czy rozmaitymi for­

mami ekskluzji) próby zawłaszczania świata.

Podkreślmy  w  tym  miejscu  tylko,  że  podane  przykłady  stron  spierających  się 

o kształt literatury (np. pozytywiści -  romantycy) wskazują na uproszczenia. Nie można 

bowiem nie zauważyć, że w ramach każdego ze stanowisk dochodzi do rozmaitych we­

wnętrznych polaryzacji.  Tak  oto np.  w ramach sztuki romantycznej  dochodzi często do 

konfrontacji  estetyzmu  z  historycyzmem  czy jakąś  totalizującą metafizyką;  sztuka  so­

crealistyczna, która uchodzić  może  za wyrazistą egzemplifikację  Platońskich  roszczeń, 

może być również uchwycona przez pryzmat modelu estetycznego, w którym dochodzi 

do spełnienia romantycznego  z ducha Gesamtkunstwerk, gdzie rzeczywistość empirycz­

ną czyni  się  tworzywem  artystycznym  (świat  i  ludzie jako  dzieło  sztuki)19;  trudno  nie

17 M.  Januszkiewicz, op.  cit.

18 F.  N ietzsche,  Wola mocy.  Próba przem iany wszystkich  wartości.  Tłum.  S.  Frycz, K.  Drzewiecki. 

K raków  2003,  s.  6.

19  N a  tem at  dzieła  sztuki  jako  totalnej  całości  zob.  G.  W.  F.  H egel,  Wykłady  o  estetyce.  Tłum. 

J.  Grafowski, A.  Landman.  W arszawa  1967, t.  3,  s.  298-309;  zob.  też:  K.  Kozłow ski,  Teatr i re­



ligia sztuki.  „P arsifal" Richarda  Wagnera.  Poznań 2005.

181



dostrzegać też sporów w obrębie szeroko pojętego modelu awangardowego. W tym sen­

sie Andrzej  Skrendo  znakomicie  analizuje  spór między dwoma, jak  ich określa, nihili- 

stami: Przybosiem i Różewiczem.  Szczeciński badacz pisze:

„ n ic ”  P rzy b o sia  d o p ełn ia  istnienie,  n ie  przeczy  m u  -  z  tego  p u n k tu  w id zen ia P rzyboś 

n ie   je s t  nihilistą.  Jest  nim   R óżew icz.  A le  w olno  przy jąć  inne  założenie:  to  P rzyboś 

je s t  nihilistą,  po n iew aż je g o   w izja  p o d m io tu  to  w ręcz  m o d elo w a  ilu stracja  -   by  u żyć 

słow a B o g d an a B aran a -  „su b m io tu ” ,  czyli po d m io tu ,  który p o d -m iata i przed-staw ia, 

k o lo n izu je  i  w y jaław ia  św iat  (s ą   to  o czyw iście  parafrazy   H eideggera).  Z asad a  p o d ­

m io to w o ści P rzy b o sia to  d ow ód je g o   nihilizm u.  R óżew icz  w  ty m   u ję c iu  n ie je s t nihi-

20

listą,  a je ś li je s t -  to w  innym   sensie tego  słow a  .



Mówiąc  krótko:  w  zależności od punktu widzenia za nihilistę uznać możemy te­

go,  który  dramatycznie  objawia  swą świadomość  iluzji  tzw.  wartości  najwyższych, 

jak i tego, który w taki scalający i obiektywny system wartości wierzy i go propagu­

je.


Powróćmy  do  Nietzschego  i jego  wypowiedzi  wskazującej  na  ocalającą przed 

nihilizmem  moc  sztuki.  Czy  to,  co  tu  powiedziano,  stoi  w  sprzeczności  z  sądem 

autora Zmierzchu bożyszcz?  Sprawa -  na pozór tylko -  wydaje się  skomplikowana. 

Co bowiem mówi Nietzsche?  Jeżeli twierdzi,  że  sztuka chronić może przed nihili­

zmem,  to  znaczy,  że  chronić  może  ona  przed prawdą (bo  więcej  od  niej  jest  war- 

ta21),  wszelką totalizującą metafizyką oraz dekadencją,  które wymierzone  są prze­

ciwko  życiu.  Atoli Nietzsche twierdzi również:  „Że nie ma prawdy;  że  nie ma ab­

solutnego  charakteru  rzeczy,  żadnej  «rzeczy w  sobie»  -   samo  to jest nihilizmem, 

i  to  najbardziej  skrajnym”22.  W  takim  przypadku  sztuka byłaby  sprzymierzeńcem 

nihilizmu.

Gdy  Jacques  Derrida powiada,  że  literatura,  pozbawiona  cech  esencjalnych  (tj. 

rozumianych  metafizycznie),  pozwala  na  „powiedzenie  wszystkiego  w  dowolny 

sposób”,  a także że zrywa z zakazami i może wyrzekać się prawa23, to znaczy,  że je ­

go  wypowiedź poddana być  może  nihilistycznej  interpretacji -  w  dwojakim  sensie. 

Po pierwsze, literatura okazuje się obszarem, w którym, w sposób  szczególny, wyra­

ża się wolność,  wolność,  która zdolna jest posunąć  się ku  zerwaniu praw i więzów, 

zakwestionowaniu kulminujących w przemocy roszczeń metafizycznych.  I przeciw­

nie,  w  swym  zrywaniu  praw  i  więzów  okazać  się  może  także  orędownikiem  prze­

mocy.  Po  drugie,  wolność  literatury  dokonuje  się  także  przez  zawieszenie  funkcji 

prawdziwościowej  i  referencjalnej.  Czyni  tak  jednak  w  nieusuwalnym  napięciu 

umożliwiania i uniemożliwiania referencji24.

20 A.  Skrendo,  D w aj  nihiliści:  Przyboś  i  Różewicz.  „Słupskie  Prace  Filologiczne”  2004,  z.  3, 

s.  239.

21  F.  N ietzsche, Zapiski o nihilizm ie...,  s.  109.

22 Ibidem ,  s.  83.

23  J.  Derrida,  Ta dziwna  instytucja zw ana literaturą.  Z  Jacquesem  D erridą rozmawia D erek Attrid- 



ge.  Tłum.  M.P.  M arkowski.  „Literatura na Świecie”  1998, nr  11-12,  s.  180.

24 M. P.  M arkowski, E fekt inskrypcji.  Jacques D errida  i literatura.  K raków  2003,  s.  191-192.

182



2.  Nihilizm jako  kategoria „m etodologiczna” i interpretacyjna

Problematyka nihilizmu,  swoiście  pojętego,  zasługuje  na to,  by  stać  się  również 

przedmiotem rozważań nad kwestiami  metodologicznymi i  interpretacyjnymi  zwią­

zanymi z dziełem literackim.  W tym kontekście należałoby rozważyć dwa zagadnie­

nia.  Pierwsze dotyczyłoby próby odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób  (i czy w ogó­

le) byłoby możliwe takie ujęcie dzieła literackiego, które nabierałoby wymiaru nihi- 

listycznego?  Drugie  zagadnienie  wiązałoby  się już  ściśle  z praktyką interpretacyjną 

i wskazywałoby na możliwość  istnienia kryteriów,  na podstawie których pojawiało­

by się uzasadnienie roz-poznawania określonych  dzieł literackich jako wyrazu 

nihi- 

listycznej  wrażliwości 

(celowo  używam  tu  słowa  „wrażliwość”,  a  nie  np.  „posta­

wa”,  ponieważ  to  drugie  kierowałoby  ku  nazbyt  potocznemu  odczytywaniu  nihili­

zmu jako  tego,  co  koncentruje  się  głównie  na destrukcyjnych  działaniach;  tymcza­

sem  słowo  „wrażliwość” wskazuje na pewną dyspozycję podmiotu do bycia dotyka­

nym  czy  poruszanym  przez  coś;  wskazuje  na  szczególny  sposób  doświadczania 

świata;  zasadnie  można więc  sądzić,  że  istnieje  coś  takiego jak  „wrażliwość  nihili- 

styczna”).

1. 

Nihilizm jako  kategoria  metodologiczna.  Warunkiem  możliwości  rozważania 

tej  kwestii  wydaje  się  przyjęcie  określonego  stanowiska  związanego  ze  sposobem 

rozumienia statusu nauki oraz implikowanego przezeń sposobu pojmowania znacze­

nia dzieła literackiego.  W kwestii statusu nauk zaproponujmy takie ujęcie, które mo­

że  się wydać znamienne dla naszej  ponowoczesnej  świadomości.  W  sposobach my­

ślenia  o  nauce wyróżnić  można by było  trzy fazy:  (1) pozytywistyczną,  (2)  fazę  za­

początkowaną przez tzw.  przełom  antypozytywistyczny -  nazwijmy ją  umownie fa­

zą modernistyczną oraz  (3) fazę postmodernistyczną resp. ponowoczesną.  W (1)  fa­

zie pozytywistycznej  za wzorcowe uchodziły nauki przyrodnicze i prymat wykształ­

conej  przez  nie  metody jako  wyjaśniania  (przyczynowo-skutkowego)  zjawisk.  To 

w ich  obrębie  ustalone  zostały podstawowe kryteria naukowości  (takie jak  deperso­

nalizacja podmiotu epistemologicznego,  obiektywność przedmiotu badanego,  „prze­

zroczystość”  metodologiczna,  uniwersalność  oraz  weryfikowalność),  wyznaczające 

miarę  postawy  scjentystycznej.  Humanistyka broni  się  o  tyle  tylko,  o  ile  kryteria te 

respektuje,  o  ile  podporządkowuje  się  wzorcowi  scjentystycznemu.  W  (2)  okresie 

przełomu  antypozytywistycznego,  za  sprawą  Rickerta,  Windelbanda,  a  przede 

wszystkim  -   Wilhelma  Diltheya,  dokonało  się  wyodrębnienie  nauk  humanistycz­

nych,  nauk  „o  duchu”, jako  posługujących  się  własną,  odrębną metodą ujmowania 

zjawisk.  Tę metodę Dilthey określa mianem rozumienia, które nie  zwraca się już ku 

przyczynom  i  skutkom,  lecz  sensom  (danym  w  obrębie  świata  historycznego)25. 

W  obu tych fazach myślenia o nauce -  niezależnie od dzielących je różnic -  istnieje 

przekonanie,  że  nauki  mają  charakter  opisowy,  tzn.  pokazują,  jak  rzeczy  mają  się 

w  swej  istocie.  Gwarancją  prawdziwości  tych  opisów jest  wiara  w  obiektywność 

metody.  Faza trzecia,  ponowoczesna,  usiłuje  zdać jednak  sprawę  ze  zgoła  odmien-

25  W.  D ilthey, Budowa  świata  historycznego  w  naukach  humanistycznych.  Tłum.  E.  Pankowska- 

-Łagowska.  Gdańsk 2004; por.  też:  Z.  Kuderowicz,  Wilhelm D ilthey.  W arszaw a  1987.

183



nego postrzegania nauki i rzeczywistości.  Dochodzi oto do  znamiennego przewarto­

ściowania -  odkrywa się bowiem interpretacyjny punkt wyjścia wszystkich nauk, co 

prowadzi  do  zburzenia  scjentystycznego  kanonu.  Tym  samym  prym  wydają  się 

wieść nauki humanistyczne -  to  one  bowiem wyraźnie deklarują swój  interpretacyj­

ny  charakter.  Co  ciekawe,  nie  wszyscy  dziś  jednak  takie  przekonanie  podzielają, 

uznając je za zbyt daleko  idące.  Zwrócić wszakże należy uwagę na jedną fundamen­

talną różnicę między myśleniem tradycyjnym  (właściwym dwom pierwszym fazom) 

a ponowoczesnym.  Ta  różnica  może  zostać  potraktowana jako  odpowiedź  na  wąt­

pliwości przeciwników:  ponowoczesne myślenie  o  nauce  zrzeka  się  charakteru opi­

sowego,  rep.  adekwacyjnego,  na rzecz interpretacji.  Samo  więc twierdzenie  o  inter­

pretacyjnym  wymiarze  nauk  jest już  -   i  tylko  -   interpretacją.  Co  zatem  oznacza 

przyjęcie  takiej  perspektywy?  Przede  wszystkim  dokonuje  się  przejście  od  teorii 

w sensie mocnym do teorii „słabej”, od wiary w metodę do jej  krytyki czy wręcz od­

rzucenia.  W  sensie  negatywnym  teoria  „słaba” to  taka,  która wyzbywa  się  obiekty- 

wistycznych  (metafizycznych)  roszczeń  do  prawdy  rozumianej  (po  Kartezjańsku) 

jako jasność, wyraźność i oczywistość; wyzbywa się roszczeń do bycia prawdziwym 

(w sensie korespondencji)  opisem określonego  stanu rzeczy.  Nietzscheańska formu­

ła:  „fakty nie istnieją,  istnieją tylko interpretacje” -  uchodząca za hasło  sztandarowe 

takiego myślenia -  wskazuje na to,  że nie  istnieje taki opis, który mógłby być ufun­

dowany  w  prawdzie,  być  obiektywnym,  niezależnym  od  czasu  (historii)  i  języka 

w nią wglądem.  W   sensie  pozytywnym  zaś,  teoria „słaba”  okazuje  się  hermeneuty­

ką.  W  miejsce  opisu  pojawia  się  interpretacja  i  rozumienie,  w  sposobie  wyrazu  -  

rozważanie, poznanie zaś  zastąpione zostaje przez roz-poznanie  (jeśli by przyjąć,  że 

roz-poznanie  można  rozumieć jako  sytuację,  w  której  coś  prezentuje  się  oglądają­

cemu pod takim lub  innym względem, z takiej  a takiej  perspektywy).  Myślenie tego 

rodzaju,  myślenie hermeneutyczne, jak pokazuje to  Gianni Vattimo,  łączy się  z wy­

miarem  nihilistycznym  z  tego  powodu,  że  byt i  prawda  okazują się  niedostępne ję ­

zykowi


2 6

.  Zawsze bowiem, gdy chcemy swój  ogląd przybliżyć, już dokonuje  się od­

dalenie powodowane przez stale  odchylający się język.  Inaczej:  to, co ma być w po­

znaniu pochwycone,  wyślizguje  się  przez  sam  sposób  (który zawsze  może  być  taki 

lub  inny),  na gruncie  którego  rozumienie jest w  ogóle  możliwe.  A  mówiąc jeszcze 

inaczej  -  po Heideggerowsku -  każde rozumienie dane jest jako  artykulacja uprzed­

niego  rozumienia,  prze(d)sądu,  który  zagradza  nam  drogę  do  obiektywnego  stanu

27

rzeczy  .



W jaki sposób powyższe rozważania przekładają się na problem znaczenia dzieła 

literackiego?  Możemy  oto  dostrzec  związek  bardzo  ścisły, jeżeli  kwestię  znaczenia 

dzieła  rozpatrzymy  w  trzech  -   opisywanych  przez  Hermerena

28 


czy  Eco

29 


-   uję­

ciach:  znaczenia rozpatrywanego  od  strony autora,  znaczenia od  strony  samego tek­

26 Zob.  G.  V attimo,  The E n d  o f  M odernity a nd H erm eneutics in Post-modern  Culture.  Trans.  J.  R. 

Snyder.  Cambridge  1988;  tenże, B eyo n d  Interpretation.  The M eaning o f  H erm eneutics f o r  P h i­



losophy.  Trans.  by D.  W ebb.  Stanford, California  1997.

27 Zob.  M.  Heidegger, B ycie i czas.  Tłum.  B.  Baran.  W arszawa  1994.

28  G.  Herm eren, Intencja  a  interpretacja  w  badaniach  literackich.  Tłum.  B.  Fedewicz.  „Pamiętnik 

Literacki”  1977, z.  4.

29 U.  Eco  i in., Interpretacja i nadinterpretacja.  Tłum.  T.  Bieruń.  K raków   1996.

184



stu,  a wreszcie -  czytelnika.  Zasadnie należałoby powiedzieć,  że pierwsza faza poj­

mowania nauki przekłada się na intentio  auctoris  ( ta tradycja kulminuje w pozyty­

wizmie,  początki  swe ma wszak w  antyku),  druga faza,  od przełomu  antypozytywi- 

stycznego,  odwołuje  się  do  tekstu  (intentio  operis),  trzecia wreszcie,  ponowoczesna 

-   do  intentio  lectoris.  Co  bardzo  ciekawe  i  godne  podkreślenia:  właśnie  i  także 

w  odniesieniu  do  znaczenia  dzieła  literackiego  -   myślenie  w  perspektywie  dwóch 

pierwszych  intencji  znaczeniowych  -   autora  i  tekstu  -   konstytuowane  jest  przez 

przekonania  przypisujące  sobie  walory  obiektywności,  stabilności  i  niezmienności 

znaczenia:  ostateczną fundacją i gwarancją sensu ma być bądź autor, bądź tekst.  Nie 

można  nie  zauważyć,  że  przekonania  takie  są  również  pełne  wiary  w  metodę. 

I, przeciwnie, intencja czytelnika (odbiorcy, interpretatora) ma zgoła inny charakter: 

przeciwstawia się bowiem roszczeniom do obiektywnego opisu-uchwycenia znacze­

nia.  Zwolennicy tego  stanowiska nie  twierdzą i  nie  usiłują twierdzić,  że  chodzi  im 

o  odkrycie jakiejś  „prawdy”  immanentnie  wpisanej  w  tekst  czy  intencje  autorskie. 

Podkreślają raczej,  że chodzi im zawsze o interpretację,  a ta polega przecież na tym, 

że  z  określonej  perspektywy  (kontekst)  ujmowany jest jakiś  aspekt  dzieła.  Interpre­

tacja okazuje  się  zawsze tylko  selekcją, przykrawaniem  (do tego,  co  „z góry” nieja­

ko już zrozumiałe), niedoczytaniem i nieodczytaniem.  Bardziej  lub mniej  świadomie 

dostrzega  swe  nieusuwalne  ograniczenia  będąc...  dezinterpretacją.  Skoro  tak,  to 

trudno  nie uznać, że tego rodzaju ujęcie  staje wobec poważnego wyzwania plynące- 

go  z nihilizmu,  wyzwania,  na które odpowiada -  na wiele różnych  sposobów -  her­

meneutyka radykalna (tu np.  dekonstrukcjonizm,  pragmatyzm, hermeneutyka pono­

woczesna, krytyka feministyczna i wiele innych).

2. 

Nihilizm jako kategoria interpretacyjna.  Wychodząc z powyższych przesłanek 

metodologicznych  czy  metateoretycznych,  możemy  przejść  ku  rozważaniom,  które 

stanowić  by  mogły  podstawę  praktycznych  rozwiązań  interpretacyjnych.  Problem 

sformułować można bardzo  prosto: jakiego typu założenia interpretacyjne  (przedro- 

zumienia,  prze(d)sądy)  wieść  nas  mogą  ku  roz-poznaniom  (przypomnę:  roz­

poznanie  traktuję  jako  sposób,  w jaki  coś  prezentuje  mi  się  pod  takim  lub  innym 

względem,  z takiej  a takiej  perspektywy), nazwijmy to, tendencji czy wątków nihili- 

stycznych w literaturze.  Chciałbym zaproponować w tym  miejscu kilka z takich za­

łożeń:


1) odrzucenie  albo przynajmniej  podanie w wątpliwość istnienia wartości,  o któ­

rych  sądzi  się,  że  są powszechnie  uznawane  -  dotyczy to  zarówno  elementów tzw. 

treściowych  (jak  wartości  wyinterpretowywane  ze  świata  przedstawionego  dzieła, 

tego,  co przynależy do  rzeczywistości fikcji), jak i formalnych, np.  burzenie  czy ra­

dykalne  przewartościowywanie  zastanych  i  uznanych  reguł  literackich,  np.  genolo- 

gicznych (jak w nowej  powieści), użycia języka (jak w poetyce futuryzmu czy dada- 

izmu);

2)  kreacja  bohatera  (rep.  podmiotu  lirycznego)  -   mielibyśmy  wówczas  do  czy­



nienia z antybohaterem;

3) wątek śmierci Boga;

4) i najtrudniejsze:  w przypadku, gdy dzieło proponuje jakąś odmianę uzasadniają­

cej  świat i bycie-w-świecie -  metafizyki -  podjęcie próby takiej  interpretacji, która tę 

metafizykę by podważała (np.  argumentując o jej bezzasadności, „sztuczności” etc.).

185



Powyższych  kryteriów  nie  należy,  jak  sądzę,  rozpatrywać  w  sensie  ścisłym, 

„sztywnym”.  Należałoby tu raczej  mówić  o pewnych wskazówkach niźli kryteriach 

(jeśli  te  miałyby  być  jakimiś  obiektywnymi  miernikami),  pozwalających  na  kon­

strukcję wypowiedzi interpretacyjnej.

Każdą wielką literaturą,  a także wszelkimi  sposobami jej  rozważania,  rządzi  nie 

prawo  niesprzeczności, jak  w  logice,  lecz  właśnie  przeciwnie:  prawo  sprzeczności, 

piętrzenia konfliktów wielorako ujmowanych wartości:  artystycznych,  estetycznych, 

poznawczych i etycznych.  Tym  samym każda wielka literatura i teorie literatury sta­

ją  wobec  problemu  nihilizmu.  Dzieje  się  tak  niezależnie  od  tego,  czy  ów  konflikt 

wartości  rozstrzygnięty  zostanie  negatywnie  czy  pozytywnie  (jako  metafizyczna 

ekskluzja  negatywności);  także  i  wtedy,  gdy  okazuje  się  on  nierozstrzygalny.  Bo 

skoro  dysponujemy  skonfrontowanymi  z  sobą ujęciami  nihilizmu  (metafizyka jako 

nihilizm  i  znoszenie  metafizyki jako  nihilizm),  ujęciami  równoważnymi,  stawiają­

cymi  siebie  nawzajem  „w  szachu”,  stanowiącymi  nieusuwalne  napięcie  oskarżeń 

i  obron,  to  nie jest dłużej  możliwe  ignorowanie tego  „palącego”,  choć  nie  dającego 

się rozstrzygnąć problemu:  dlaczego właściwie istnieje coś, niźli nic?



3.  Nihilizm w literaturze

Wielu badaczy do  dziś jeszcze  uznaje  Iwana Turgieniewa za twórcę  słowa „nihi­

lizm”, które, jak sądzi sam pisarz, utworzył w  1861  roku. I choć to nieprawda (słowem 

tym posłużył się bowiem po raz pierwszy F.L.  Goetius w  1733 r.30), to nie sposób jed­

nak nie  docenić dzieła Turgieniewa.  Spór o użycie  samego  słowa nie jest zresztą naj­

istotniejszy  -   przypomnijmy  bowiem,  że  za  pierwszego  nihilistę  uznać  należałoby 

greckiego  sofistę -  Gorgiasza z Leontinoi.  Tak czy inaczej, roli Turgieniewa pominąć 

się  nie  da -   chodzi  tu,  rzecz jasna,  o jego  powieść  Ojcowie  i  dzieci  (1862)31.  Choć 

z  punktu  widzenia  czytelnika  współczesnego  książka nie  wydaje  się  porywająca,  to 

przecież,  historycznie rzecz ujmując,  weszła na trwałe  zarówno  do  rosyjskiej  klasyki 

literackiej, jak i do życia publicznego  swojego  czasu i stała się przedmiotem odniesie­

nia innych pisarzy  (np.  Dostojewski  kilkakrotnie  odwołuje  się  do  niej  w Biesach  czy 



Braciach  Karamazow).  Główny  bohater utworu,  Eugeniusz  Bazarow,  urósł  do  rangi 

symbolu  „antyromantycznie”  nastawionego  młodego  pokolenia.  Na  ironię  zakrawa 

wszakże fakt,  że nie  sposób  niemal  uznać  go  za nihilistę.  Bo  cóż to  za nihilista?  Jest 

młodym uczonym  (lekarzem) wyznającym pozytywistyczne ideały.  To, w najlepszym 

razie, rewolucyjny demokrata oraz -  niezaprzeczalnie -  idealista (choć, paradoksalnie, 

o  materialistycznym  światopoglądzie).  Niezależnie  od tego, jak nieprzekonująco  wy­

pada dla nas dzisiaj postać Bazarowa jako nihilisty i jak komiczny wręcz efekt wywo­

łują  niektóre  momenty  utworu  (gdy  na  przykład  przyjaciel  Bazarowa,  Arkadiusz, 

przedstawia go  z powagą swojemu  ojcu  słowami:  „To  nihilista”),  to  przecież,  nie  da 

się ukryć, to właśnie w tej powieści po raz pierwszy problem nihilizmu poddany zosta-

30 Nihilizm.  Dzieje,  recepcja,  prognozy.  W ybór  i  oprac.  S.  Gromadzki,  J.  N iecikow ski.  W arszawa 

2001,  s.  7.

31  I.  Turgieniew, Ojcowie i dzieci. W arszaw a  1951.

186



je  stematyzowaniu i zdefiniowaniu.  Przyjrzyjmy się wobec tego paru najważniejszym 

ujęciom  tego  problemu.  Tak  oto,  w rozdziale  piątym,  zdefiniowany  zostaje  nihilista: 

„Nihilista to  człowiek, który nie  schyla głowy przed żadnymi  autorytetami, który nie 

przyjmuje  żadnego  pryncypu  na wiarę,  nawet  gdyby  ten  pryncyp  był  otoczony  naj­

większym szacunkiem”32.

Przyznać trzeba,  że to  bardzo  „niewinna”  definicja.  W  takim  sensie nihilistą na­

zwać  musielibyśmy  każdego,  kogo  znamionuje  krytyczny  stosunek  do  tzw.  norm 

powszechnych.  I to nie tylko w życiu  codziennym,  ale  i w innych obszarach  aktyw­

ności.  Nihilistą  nazwać  by  tedy  należało  niemal  każdego  naukowca  czy  filozofa. 

Jednakże  takie  „niewinne” ujęcie  zostaje  w  powieści  zradykalizowane  przez  Baza­

rowa, który podkreśla, że chodzi o odrzucenie wszystkiego (w tym także sztuki i po­

ezji).  Zagadnięty przez Mikołaja Pietrowicza,  który zwraca mu uwagę na to,  że bu­

rzenie nie wystarcza,  że trzeba także budować,  bohater odpowiada stanowczo,  że to 

już  nie  ich  (nihilistów)  sprawa:  najpierw  należy  bowiem  dokonać  oczyszczenia 

gruntu33.  Oto  kolejne  ujęcie  nihilizmu:  ujawnia ono  swój  wymiar  społeczny,  wska­

zuje na ruch,  wspólnotę  (nihilistów) -  Bazarow używa zaimka „my” -  której  celem 

okazuje się rewolucja.  Taki nihilizm, jako zjawisko historyczne, w Rosji jest po pro­

stu  anarchizmem34. Nihilizm społeczny przekłada się jednak również na nihilizm in­

dywidualistyczny -  to trzecie i ostatnie jego powieściowe ujęcie.  W rozmowie z Ar­

kadiuszem Bazarow powiada:

N ie  m a   żad n y ch   zasad   -   czyżbyś  się  dotychczas  tego  n ie  dom yślił.  Istn ie ją  tylko 

doznania.  W szystko  od  n ic h  zależy.  [...]  M nie,  n a  przykład,  o d p o w iad a  negacja,  w ła ­

śnie  dzięk i  doznaniom .  P rzeczen ie  spraw ia  m i  p rzyjem ność,  tak  je s t  zbu d o w an y   m ój 

m ózg  -   i  kropka!  D laczeg o   p o d o b a m i  się  chem ia?  D laczego  lubisz ja b łk a ?   R ów nież 

d zięk i  doznaniom .  W szystko  to je d n a   i ta   sam a  spraw a.  G łębiej  ludzie n ie  sięg n ą nig-

j  


35

dy  .


Nihilizm  otrzymuje  tu  zatem  zabarwienie  hedonistyczne.  Ów hedonizm  wynika 

w tym przypadku jednak ze sceptycyzmu poznawczego, z niewiary w pełne i niczym 

niezapośredniczone poznanie, jakie pragnęłaby zaoferować metafizyka.

Wielce zastanawiający wydaje się fakt,  iż nie doceniono dostatecznie ogromnych 

zasług w refleksji  nad nihilizmem,  i to  nie tylko  dla literatury,  lecz i filozofii,  poło­

żonych  przez  innego  rosyjskiego  pisarza -   Fiodora  Dostojewskiego.  Można by  go 

śmiało  nazwać  teoretykiem  nihilizmu.  Problematykę  tę  podejmował  Dostojewski 

bynajmniej  nie  akcydentalnie,  lecz rozwijał ją  w  swych głównych  dziełach,  by wy­

mienić  tu  przede  wszystkim  Notatki  z podziemia  (1864),  Zbrodnię  i  karę  (1866), 

Biesy (1873) czy Braci Karamazow (1881). Zasadnie można byłoby uznać, że wkład 

w refleksję  nihilistyczną rosyjskiego  powieściopisarza nie jest  mniejszy  niż  Fryde­

ryka Nietzschego,  zwyczajowo  uznawanego  za głównego  teoretyka problemu.  Nie­

jednokrotnie  podkreślano  zresztą istnienie  licznych  paranteli  i  podobieństw  pomię­

32 Ibidem,  s.  28.

33 Ibidem,  s.  58.

34 Zob. Filozofia  i m yśl społeczna rosyjska  1825-1861.  Red. A.  W alicki.  W arszawa  1961.

35 Iwan  Turgieniew, op.  cit., s.  145.

187



dzy  tymi  twórcami36.  Wiadomo  z  całą  pewnością,  że  Nietzsche  zaczął  poznawać 

twórczość  autora Biednych  ludzi już po jego  śmierci,  a więc  po  1881  roku.  Walter 

Kaufmann twierdzi, że pierwszą książkę Dostojewskiego przeczytał Nietzsche w ro­

ku  1887  -   były  to  Notatki  z podziemia  -   i  był  nimi  zachwycony37.  Podkreślmy 

w tym miejscu, że jest to utwór należący -  obok może Podróży do kresu nocy (1932) 

Celine’a -   do  najbardziej  reprezentatywnych  dzieł  literatury  nihilistycznej,  rewolu­

cyjny  zarówno jeśli  chodzi  o  filozofię  (egzystencjalizm), jak  i  literaturę  (nowy  typ 

bohatera -  antybohater).

Jeżeli  wymieniamy  obok  siebie  Nietzschego  i  Dostojewskiego,  to  nie  dzieje  się 

tak  bez  powodu.  Chodzi  bowiem  o  podkreślenie,  że  Dostojewskiego  refleksja  nad 

nihilizmem jest  na wskroś  oryginalna,  a nawet  mówić  można  o  niezaprzeczalnych 

wpływach pisarza na filozofa,  który  swój  Dziennik nihilisty pisał  odwołując  się  do 



Biesów  (interesowała go  zwłaszcza postać  Stawrogina)38.  Nie  rozstrzygając  kwestii 

co  do  poszczególnych  możliwych  wpływów  Dostojewskiego  na  Nietzschego,  po­

wiedzmy zgodnie z prawdą, że to autor Idioty sformułował, wcześniej  niż Nietzsche, 

szereg  ważkich  kwestii,  które  odnajdziemy  w  dziełach  drugiego.  Wymieńmy  tylko 

niektóre  z  nich.  Dostojewski  podjął  namysł  nad  problemem  „śmierci  Boga”  (użył 

nawet sformułowania „zabicie  Boga” w Biesach39) i jego konsekwencjami płynący­

mi  stąd  dla  człowieka,  społeczeństwa  i  kultury  (Biesy,  Bracia Karamazow,  Idiota, 

Notatki z podziemiaZbrodnia i kara).  To Dostojewski przedstawił koncepcję bliską 

Nietzscheańskiemu  Übermenschowi  (słynny  artykuł  Raskolnikowa w  Zbrodni  i  ka­



rze).  To  Dostojewski z wielką wnikliwością narysował psychologiczny portret nihi- 

listy  (z  którego  skorzystał  później  Nietzsche).  Bez  większego  trudu  zauważymy  tu 

portrety nihilistów  określonych  przez Nietzschego jako  nihilista  aktywny  i  zupełny 

(Piotr Wierchowieński,  Szygalew), reaktywny,  bierny (bohater Notatek z podziemia

po części Swidrygajłow i Stawrogin40) czy niezupełny (Kiryłłow41).

Przyjrzyjmy się, w najbardziej  ogólny sposób, tym  sformułowanym przez Dosto­

jewskiego ujęciom nihilizmu.  Zacznijmy od tego  (1), które jawi  się jako najbardziej 

banalne  i  które, jako  takie  właśnie  i jedyne,  określane jest  przez  pisarza tym  mia­

36  Zob.  L.  Szestow, D ostojew ski  i  Nietzsche.  Filozofia  tragedii.  Tłum.  C.  W odziński.  W arszawa 

2000;  J.  Dawydow, D wa  ujęcia  nihilizmu.  Tłum.  A.  Szamański.  „Literatura  na  Św iecie”  1983, 

nr 3.

37 W.  Kaufm ann, Existentialism  fro m  D ostoevski to Sartre.  Cleveland and N ew  Y ork  1968,  s.  52.



38 Zob.  J.  D awydow, op.  cit.

39  Por.  F.  D ostojewski, Biesy.  Tłum.  T.  Zagórski,  Z.  Podgórzec.  Londyn-W arszawa  1992,  s.  640, 

641.

40 Przypadek Stawrogina jest  szczególny:  z jednej  strony jaw i  się  on jako  aktyw izator i  symbol  ru­



chu  nihilistycznego  (główny  bies) -  jednak tylko  w  oczach  sam ych anarchistów, zw łaszcza P io­

tra W ierchowieńskiego; z  drugiej  zaś  strony,  poprzez technikę  powieściową, wydaje  się  Staw ro­

gin  antybohaterem ,  z  charakterystyczną dla tego  typu  postaci  literackiej  cechą bierności:  pozo­

staje  on  na  uboczu,  nie  w łącza  się  aktywnie  w   działania  nihilistów-anarchistów; jego  działania 

są nadto  -  co  ciekawe  -   sprawą opow iadania relacjonującego,  a nie  unaoczniającego;  przeważa 

tu  również  autorefleksyjna  świadom ość  nad  działaniem.  W   podobny  sposób  przedstaw iany jest 

także  Sw idrygajłow  ze Zbrodni i kary, postać bardzo pokrew na Stawroginowi.

41  K iryłłow  byłby  nihilistą -  w   sensie N ietzscheańskim  -   „niezupełnym ” ,  gdyż  postanawia  zapeł­

nić puste miejsce  po Bogu:  K iryłłow  sam obw ołuje  się bogiem  -  zob. Biesy..., zw łaszcza  s.  567­

-569.


188


nem.  Chodzi  tu,  rzecz jasna,  o  nihilizm,  znany już  za  sprawą  Turgieniewa,  usytu­

owany w historycznych wydarzeniach mających w tamtym  czasie  miejsce  w  Rosji. 

Podstawowa  różnica  między  Ojcami  i  dziećmi  a  Biesami  polega  na  zarówno  arty­

stycznym, jak  i  ideowym  wyrazie:  o  ile  u  Turgieniewa ów nihilizm  anarchistyczny 

był jedynie  deklarowany,  a nawet  (dla  czytelnika)  dość  sympatyczny,  o  tyle  u  Do­

stojewskiego  deklaracje  wzmacniają  przerażające  obrazy  praktyk  pełnych  grozy 

(zabójstwa,  pożary).  Nihilizm  ów  (w  wymiarze  historycznym  wsparty  na  tekstach 

Czernyszewskiego,  Bakunina, Nieczajewa,  Dobrolubowa czy Pisariewa) reprezentu­

j ą  w Biesach  Piotr Wierchowieński,  Szygalew  czy  Lamszyn.  Ich  program  pozwala 

się  zawrzeć  w  kilku  wyeksplikowanych  w  powieści  punktach:  1)  odrzuceniu  obo­

wiązującego prawa,  2) walce z przesądami,  3)  likwidacji cerkwi  (i odrzuceniu Boga 

w ogóle),  4) rozniecaniu zamieszek i wprowadzaniu stanu permanentnej  anarchii,  5) 

propagowaniu rozpusty i 6) uznaniu zbrodni za wartość,  szlachetny protest42.

Jednakże  nie  to  ujęcie  nihilizmu  stanowi  zasługę  Dostojewskiego.  Wręcz  prze­

ciwnie.  Nihilizm  anarchiczny  stanowi  zaledwie  zdarzenie  w  historii  i  znamionuje 

niepełność  (nihiliści-anarchiści  wciąż  są jednak  zawiedzionymi  w-prawdzie,  ale  -  

idealistami).  Autor Braci Karamazow  wypowiada  się  o  nim  zresztą z  odrazą i  lek­

ceważeniem jako o „lokajstwie myśli”43.

Swe  najwyrazistsze  -   i  pełne  grozy  -   oblicza ukazuje  nihilizm  w  zgoła  innych 

obszarach.  (2)  oto  Kiryłłow  z  Biesów  i  Iwan  z  Braci  Karamazow  stawiają funda­

mentalny,  teoretyczny  problem:  co  mogę  uczynić  ze  swoim  życiem,  skoro  nie  ma 

Boga? To zarazem jedno z centralnych zagadnień twórczości Dostojewskiego.  „Jeśli 

Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone” -  powie Iwan.  „Jeżeli Boga nie ma, to ja 

jestem  bogiem” -  powie  Kiryłłow.  Dostojewski usiłuje  w  swej  twórczości  -  gdyby 

posłużyć  się  terminem  Poppera  -   „sfalsyfikować”  przekonanie  o  istnieniu  Boga. 

Owo rozpaczliwe wątpienie i wyprowadzane zeń konsekwencje nie  stanowią jednak 

punktu  dojścia,  lecz „metodologiczne”  (na wzór Kartezjańskich Medytacji  o pierw­

szej filozofii) założenie,  z którego wyprowadza się wnioski po to,  by ostatecznie od­

budować  gmach  pozytywnych  wartości.  Inaczej:  należy  zakwestionować  Boga,  by 

móc  do Niego  powrócić44.  Tyle  Dostojewski.  Jego bohaterowie jednak  swą negację 

opłacają życiem  (Iwan umiera w  męczarniach na chorobę  mózgu,  Stawrogin  i  Swi- 

drygajłow popełniają samobójstwo;  podobnie  Kiryłłow -  ten jednak  czyni  to  po  to, 

by  w  tak  absurdalny  sposób  dowieść  słuszności  swej  tezy).  Ten  typ  nihilizmu 

otrzymuje  swój  dramatyczny  wyraz  także  w Notatkach  z podziemia  czy  w  losach 

Raskolnikowa.

Nieistnienie (czy „śmierć”) Boga nie musi być wszakże warunkiem sine quo non 

postawy nihilistycznej.  To kolejne  (3) ujęcie:  Iwan,  w rozmowie z Aloszą, powiada, 

że  samo  uznanie  istnienia  Boga  nie  wystarcza.  Nie  istnieją bowiem  przesłanki,  na 

mocy których należałoby  się  zgodzić  na świat,  który On  stworzył.  Pobrzmiewają tu

42 Biesy...,  s. 248;  360;  384-385.

43  Tę  formułę  odnajdziemy  u  Dostojewskiego  wielokrotnie  -   w   notatnikach  do  Zbrodni  i  kary 

(zob. Biesy...,  przypis  3  na  str.  667)  oraz w  B iesach,  gdzie  myśl  ta wypowiedziana zostaje  przez 

Szatowa:  „ludzie  z  papieru” ,  „lokajstwo  m yśli”  (s.  129),  „lokajskie  bzdurstw a”  (s.  223),  „du­

chowi  lokaje” (s.  533).

44 W  tej  sprawie zob.  B.  U rbankowski, D ostojewski:  dram at humanizmów.  W arszawa  1994.

189



wyraźne  echa nihilizmu gnostyckiego.  Nawet jeśli  istnieje jakaś  wieczna harmonia, 

to nie jest ona warta choćby jednej łzy dręczonego dziecka (przekonanie to  stanie się 

w kilkadziesiąt lat później  również udziałem  Louisa-Ferdinanda Celine’a)45. Nie  ma 

bowiem usprawiedliwienia dla świata, którego podstawowym rysem jest cierpienie -  

we wszelkich możliwych wymiarach,  cierpienie nieusuwalne  i niszczące,  dla które­

go nie  istnieje  żadna  ani metafizyczna,  ani ludzka racja.  Cierpienie nie  ma żadnego 

sensu.  Takie myślenie nihilizmu otwiera nas na nader ważny jego wymiar:  moralno­

ści nieufundowanej, moralności współczucia.

Ten  typ  nihilizmu,  nihilizmu  zbuntowanego,  kwestionującego  samo  istnienie 

świata,  prowadzić  może  do  popadnięcia  w jakąś  kolejną metafizykę,  która,  w  tym 

przypadku,  byłaby  tylko  jeszcze  jednym  (4)  wcieleniem  nihilizmu.  Zdaje  z  tego 

sprawę  ponownie  Iwan,  który  w  swej  opowieści  o  Wielkim  Inkwizytorze  ukazuje 

konieczność  odrzucenia  orędzia Chrystusa i Jego  obietnicy wolności.  Wielki Inkwi­

zytor nie ma wątpliwości,  że wolność jest zawsze wolnością straszliwą i nie do znie­

sienia  dla  człowieka.  Są tylko  głodni  i  potrzebujący -   cudu,  tajemnicy,  autorytetu. 

Inkwizytor  z  poematu  Iwana  opowiada  się  ostatecznie  za  mową  ducha  kuszącego 

Jezusa  na pustyni.  Ów  metafizyczny  (czy:  totalitarny)  nihilizm  nie jest  niczym  in­

nym, jak  świadomością nicości  świata, którego  pustkę  i bezsens  zapełnić należy ja ­

kimś  spójnym  systemem  sensów  i  uzasadnień  po  to  tylko,  aby  życie  ludzkie,  za 

sprawą tej  iluzji, stać się mogło choćby znośne.

I wreszcie,  ostatnie już (5) ujęcie nihilizmu u Dostojewskiego.  To nihilizm rady­

kalny,  zupełny,  spełniony i  aktywny; nihilizm  skrajnie  indywidualistyczny.  Jego re­

prezentantem jest Mikołaj  Stawrogin.  Zdaniem  Dawidowa to właśnie  Stawrogin, jak 

żaden spośród innych bohaterów Biesów,  ,jest zdeklarowanym typem nihilisty, kon­

sekwentnym  wcieleniem  nihilizmu  jako  takiego,  typem  tożsamości  z  ideą  nihili- 

zmu”46.  To  nihilista konsekwentny,  nie  odnajdziemy w jego postawie  żadnego uza­

sadnienia,  sensu postępowania,  nawet egoistycznego  (bo nawet hedone nie jest tym, 

co  zdolne  byłoby  kierować  Stawroginem).  Jest  tylko  zimna  „logika”  nihilistyczna, 

w której  nie rozkosz,  lecz cierpienie  okazuje  się  doświadczeniem  najgłębszym.  Da- 

wydow uważa,  że  nieprzypadkowo  Stawrogin,  zamiast  się  zastrzelić,  wiesza się jak 

Judasz:  „Stawrogin  jest  także  zdrajcą:  człowiekiem,  który  zdradził  wszystko,  co 

miał w sobie ludzkiego”47.

Powróćmy do paranteli  Dostojewskiego  z Nietzschem.  O ile  sposoby opisu,  dia­

gnozowania problemu nihilizmu przez obu twórców ujawniają liczne podobieństwa, 

o tyle jednak pamiętać musimy o tym,  że  ich wymowa filozoficzna i moralna pozo­

staje  diametralnie  odmienna.  Znakomicie pokazuje  to w  swojej  rozprawie  Jurij  Da- 

wydow.  Dla  Dostojewskiego  nihilizm  nie jest  koniecznym  etapem  w  stawaniu  się 

człowiekiem  (czy  raczej:  nadczłowiekiem),  lecz  ślepą  uliczką,  w  którą  wkracza 

ludzkość.  O ile dla Nietzschego człowiek, przechodząc przez nihilizm,  staje się nad­

człowiekiem,  to  dla Dostojewskiego  -  robakiem.  Rosyjski pisarz nie wyraża zgody 

na samoubóstwienie człowieka, lecz szuka dlań ratunku w Chrystusie i sumieniu.

45  Zob.  F.  Dostojewski, B racia Karam azow.  Tłum.  A.  Wat.  Londyn-W arszawa  1993,  t.  1-2;  L.-F.

Celine, Podróż do kresu nocy.  Tłum.  W.  Rogowicz.  W arszawa  1990.

46 J.  D awydow, op.cit.,  s.  170.

47 Ibidem ,  s.  180.

190



Zusam enfassung

D er A u fsatz D e r N ih ilism u s a ls  eine  literatur-wissenschaftliche K a teg o rie  ist e in  V ersuch, 

das  P ro b lem   n eu   z u   b etrachten,  indem   es,  einerseits  aus  d er  g e w ö h n lich e n   A u ffassung,  die 

e n d lich  ü b erw u n d en  w erd en  m u ss,  (z.B.  der N ih ilism u s  als  eine  In v ek tiv e) herau sg en o m m en  

w ird ,  u n d   andererseits,  indem   die  F rage  in   ein en   literatu rw issen sch aftlich en   K o n tex t  h in e in ­

g esetzt w ird.  D er A u to r b eh an d elt  aus  diesem   A n lass  sow ohl  die  Ä sth etik   der  alten  G riechen 

(P lato,  A ristoteles),  als  au ch   -   u n d  v o r  allem   -   die  Ü berleg u n g en ,  w elche  z u   diesem   T hem a 

N ietzsch e,  T urgenjev sow ie D o stojevski g em ach t haben.



191



Dostları ilə paylaş:


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2019
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə