Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə30/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   26   27   28   29   30   31   32   33   ...   42

Z Ameryki, Europy i Palestyny przywiozłem wiele prezentów dla mego mistrza Sri Jukteswara. Guru przyjął je z uśmiechem, lecz nie zwrócił na nie uwagi. Dla siebie przywiozłem z Niemiec kombinację laski i parasola. W Indiach postanowiłem ofiarować tę laskę-parasol Mistrzowi.

- Ten dar naprawdę mi się podoba! - Guru skierował na mnie swe oczy z przyjaznym zrozumieniem. Ze wszystkich prezentów właśnie laskę pokazywał swym gościom.

- Mistrzu, proszę cię, pozwól mi sprawić nowy dywan do salonu. Zauważyłem, że tygrysia skóra Sri Jukteswara leży na rozdartym dywanie.

334


335

- Zrób to, jeśli masz ochotę. - Głos mego guru nie wyrażał entuzjazmu. - Patrz, moja tygrysia mata jest nadal ładna i czysta; jestem władcą w swym małym królestwie. Poza nim jest ogromny świat, interesujący się tylko rzeczami materialnymi.

Gdy guru wypowiedział te słowa, poczułem, że lata się cofnęły, że jeszcze raz jestem młodym uczniem, oczyszczanym w ogniu codziennych nagan!

Gdy tylko zdołałem się wyrwać z Serampore i Kalkuty, pojechałem razem z Mr. Wrightem do Ranczi. Cóż tam było za powitanie, prawdziwa owacja! Łzy stanęły mi w oczach, gdy ściskałem ofiarnych nauczycieli, którzy przez piętnaście lat mej nieobecności z poświęceniem dzierżyli sztandar naszej szkoły. Pogodne twarze i szczęśliwy na nich uśmiech, zarówno u uczniów mieszkających w internacie, jak i dochodzących do szkoły, potwierdzały wystarczająco wartość, jaką miała dla nich wielostronność nauczania i ćwiczenia z zakresu jogi.

Niestety jednak, zakład w Ranczi znajdował się w poważnych trudnościach finansowych. Stary maharadża, Sri Manindra Czandra Nundy, którego pałac Kasimbazarski został zamieniony w centralny budynek szkolny i który poczynił na rzecz szkoły wiele cennych darowizn, już nie żył. Wiele zasad szkoły, jak na przykład zwalnianie uczniów od opłat, było poważnie zagrożonych wobec braku dostatecznego poparcia ze strony społeczeństwa.

W ciągu lat spędzonych w Ameryce nauczyłem się nieco praktycznej mądrości, w szczególności nieustraszoności w obliczu trudności. Pozostałem przez tydzień w Ranczi, zmagając się z krytycznymi problemami szkoły. Potem nastąpiła w Kalkucie seria rozmów z wybitnymi przywódcami i wychowawcami, długa rozmowa z młodym maharadżą Kasimbazaru, apel finansowy do mego ojca i oto chwiejne podstawy szkoły w Ranczi zaczęły się umacniać. Z biegiem czasu przybyło wiele darów, a wśród nich pokaźny czek od mych amerykańskich uczniów.

W kilka miesięcy po mym przybyciu do Indii mogłem z radością uporządkować sytuację prawną szkoły w Ranczi. Marzenie mego życia o trwałym zabezpieczeniu środków na utrzymanie ośrodka jogi zostało spełnione! Wizja ta kierowała mną od skromnych początków w 1917 r. z grupą siedmiu chłopców.

W ciągu dziesięciu lat po 1935 r. zakład w Ranczi rozszerzył pole swej działalności. Misja Szjama Czaran Lahiri Mahasayi prowadzi obecnie w Ranczi także szeroką działalność humanitarną.

336 t

Szkoła, czyli Jogoda Sat-Sanga Brahmaczaria Widjalaja, udziela dochodzącym uczniom nauk w zakresie szkoły średniej. Uczniowie zarówno mieszkający w internacie, jak i dochodzący otrzymują wykształcenie zawodowe. Sami chłopcy regulują większość swych prac z pomocą autonomicznych komitetów. Bardzo wcześnie w swej wychowawczej karierze odkryłem, że chłopcy znajdujący rozkosz w płataniu figli i psot swym nauczycielom chętnie poddają się przepisom karności ustanowionym przez ich kolegów. Ja sam nigdy nie byłem wzorowym uczniem, toteż zawsze odnosiłem się z sympatią do wszelkich chłopięcych figli i problemów.



Szkoła zachęca chłopców do sportu i gier; na boiskach uprawia się hokej na trawie i piłkę nożną. Uczniowie szkoły w Ranczi często zdobywają puchar w zawodach. Gimnazjum w Ranczi jest znane daleko i szeroko. Odnawianie energii mięśni z pomocą siły woli jest - cechą Jagody: za pomocą myśli kieruje się energię życiową do dowolnej części ciała. Chłopców uczy się także asan (postaw jogi), gry" Tathi (kij). Wyszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy uczniowie Ranczi byli wręcz nieocenieni przy niesieniu pomocy w czasie klęski powodzi czy głodu.

Elementarnego nauczania w języku hindi udziela się pierwotnym plemionom Koi, Santal i Munda, mieszkającym w tej samej prowincji Indii. W pobliskich wsiach zorganizowano klasy dla dziewcząt.

Wyjątkową cechą szkoły w Ranczi jest wtajemniczanie w krija--jogę. Chłopcy codziennie odprawiają swe duchowe ćwiczenia, śpiewają Gitę i nauczani są słowem i przykładem cnoty prostoty, ofiarności, honoru i mówienia prawdy. Wykazuje się im, że zło jest źródłem niedoli i nieszczęścia, a dobro to działanie, które prowadzi do trwałego prawdziwego szczęścia. Zło można porównać do zatrutego miodu, który kusi słodyczą, a naszpikowany jest śmiercią.

Opanowywanie niepokoju ciała i umysłu przy pomocy technik koncentracji przynosi zadziwiające rezultaty; w Ranczi nie jest żadną osobliwością widok małej miłej postaci w wieku dziewięciu lub dziesięciu lat, siedzącej przez godzinę lub dłużej w niezmiennej^ postawie, ze wzrokiem skierowanym ku duchowemu oku. Obraz tych uczniów często mi się przypominał, gdy w różnych stronach świata obserwowałem studentów, którzy nie potrafili siedzieć spokojnie nawet w ciągu jednej godziny. Ćwiczenie umysłu z pomocą technik koncentracji wyszkoliło w Indiach w każdym pokoleniu ludzi o nadzwyczajnej pamięci. Sir T. Vijayaraghavachari opisał w "Hindustan Times" doświadczenia przeprowadzone ze współczesnymi zawodowy-

337

li "specjalistami od pamięci" z Madrasu. "Ludzie ci", pisał on, "są liezwykle biegli w sanskryckiej literaturze. Siedząc na oczach licznej >ubliczności sprostali oni próbom, którym poddawało ich równocześ-lie wielu słuchaczy. Wśród prób były następujące: jedna z osób aczynała uderzać w dzwon, a specjalista od pamięci miał liczyć ilość iderzeń. Druga osoba dyktowała z kartki papieru długie ćwiczenie : arytmetyki, zawierające dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dziele-lie. Trzecia osoba recytowała długi szereg wierszy z Ramajany lub \iahabharaty, które należało powtórzyć; czwarta podała zadanie ; zakresu wersyfikacji, wymagające ułożenia wierszy na dany temat ; zachowaniem odpowiedniej miary wiersza, przy czym każdy wiersz niał się kończyć specjalnym słowem; piąta osoba prowadziła z szóstą eologiczną dyskusję, której treść trzeba było cytować w tej samej :olejności, w jakiej wypowiadali się dyskutanci; siódma osoba ob-acała koło, którego ilość obrotów trzeba było policzyć. Badany specjalista od pamięci' musiał wykonywać równocześnie wszystkie te izynności na drodze czysto pamięciowej, gdyż nie rozporządzał ani >apierem ani ołówkiem. Napięcie wysiłku umysłowego musiało być traszliwe. Zazwyczaj z powodu nieświadomej zawiści ludzie są kłonni obniżać wartość tego rodzaju wysiłków, twierdząc, że wymagają one tylko wyćwiczenia niższych funkcji mózgu. Jednakże nie jest o jedynie sprawą samej pamięci. Ważniejszym czynnikiem jest tu )gromna koncentracja umysłu".



Ranczi leży 2000 stóp (około 600 metrów) powyżej poziomu norza; klimat tu jest łagodny i równy. Posiadłość mająca około 25 ikrów (około dziesięciu hektarów), położona nad wielkim, nadającym ię do kąpieli stawem, obejmuje jeden z najładniejszych w Indiach lądów: pięć tysięcy drzew owocowych mango, guawa, liczi, daktyli innych.

Osobny dom przenaczony dla gości otwarty jest gościnnie dla vszystkich odwiedzających osób z Zachodu. Biblioteka zakładu )osiada liczne czasopisma i około tysiąca tomów w językach angiels-cim i bengalskim, pochodzących z darów Zachodu i Wschodu. Znajduje się w niej kolekcja pism świętych z całego świata. Dobrze organizowane muzeum urządza wystawy archeologiczne, geologiczne antropologiczne; wystawiane okazy są w dużej mierze trofeami mych vędrówek po różnych zakątkach świata.

Szpital i przychodnia z apteką Misji Lahiri Mahasayi, wraz : licznymi ich filiami w odległych wsiach, obsłużyły już około 150.000 ibogich. W ogrodzie stoi świątynia Sziwy z posągiem błogosławione-

!38


go mistrza Lahiri Mahasayi. W cieniu drzew mangowych odbywają się w ogrodzie codzienne modlitwy i lekcje pism świętych.

Istnieją również dobrze rozwijające się filialne szkoły średnie mające podobne jak szkoła w Ranczi internaty i prowadzące ćwiczenia jogi. Są to: Jogoda Sat-Sanga Widjapith, szkoła dla chłopców w Lakszanpur w Biharze, oraz szkoła średnia i pustelnia Jogoda w Edżmaliczak w Midnapore.

Okazała Jogoda Math powstała w 1939 r. w Dakszinezwar nad samym Gangesem. Nowa pustelnia znajduje się zaledwie o kilka kilometrów na północ od Kalkuty, stanowi przystań pokoju dla mieszkańców miasta. Przewidziano tam odpowiednie ułatwienie dla gości z Zachodu, a zwłaszcza dla osób szukających Boga, które intensywnie pracują nad osiągnięciem w swym życiu duchowego ziszczenia. Działalność Jogoda Math obejmuje także wysyłanie co dwa tygodnie listów Towarzystwa Urzeczywistnienia Jaźni do uczniów mieszkających w różnych stronach Indii.

Nie ma potrzeby dodawać, że wszystkie te formy działalności wychowawczej i humanitarnej wymagają samooddania i poświęcenia wielu nauczycieli i pracowników. Nie wymieniam tu ich nazwisk, ponieważ jest ich zbyt wielu; każdy z nich jednak ma poczesne miejsce w mym sercu. Kierując się ideałami Lahiri Mahasayi, nauczyciele ci odrzucili kuszące świeckie perspektywy, aby pokornie służyć i dawać siebie wielkodusznie innym.

Mr. Wright zawarł trwałą przyjaźń z wielu chłopcami w Ranczi;

ubrany w proste dhoti, mieszkał przez pewien czas razem z nimi.

W Ranczi, w Kalkucie, Serampore, wszędzie, gdzie przybył sekretarz

/ mój, mający dar dobrego pióra, prowadził stale swój dziennik

podróży, notując swe przygody. Pewnego wieczoru zapytałem go:

- Dick, jakie jest twe główne wrażenie w Indii?

- Pokój - powiedział z zastanowieniem. - Atmosferę narodu stanowi pokój.

l

ROZDZIAŁ 41 Idylla w Południowych Indiach



- Jesteś, Dick, pierwszym człowiekiem Zachodu, który wszedł do tej świątyni. Wielu próbowało na próżno to uczynić.

Słysząc moje słowa Mr. Wright był początkowo zaskoczony, a potem zadowolony. Właśnie dopiero co wyszliśmy z pięknej świątyni Czamundi, znajdującej się na pagórkach górujących nad Majsor, w południowych Indiach. Złożyliśmy w niej pokłon przed złotymi i srebrnymi ołtarzami Bogini Czamundi, patronki rodziny panującego maharadży.

- Na pamiątkę tego wyjątkowego zaszczytu - rzekł Mr. Wright, starannie składając kilka poświęcanych płatków róży - zachowam na zawsze ten kwiat pokropiony przez kapłana różaną wodą.

Mój towarzysz i ja (Miss Bletsch, która nie mogła dotrzymać nam kroku w naszym ruchliwym życiu, pozostała u mych krewnych w Kalkucie) spędziliśmy miesiąc listopad 1935 r. w Majsor.

Następca maharadży, H.H. Juwaradża Sri Kriszna Narasingharadż Wadijar, zaprosił mego sekretarza i mnie do zwiedzenia jego oświeconego i postępowego księstwa. W ciągu ubiegłych dwóch tygodni przemawiałem do tysięcy obywateli i studentów w sali miejskiej, w Kolegium Mahara- . dży, w Uniwersyteckiej Szkole Medycznej; potem na trzech masowych / zgromadzeniach w Bangalore w Narodowej Szkole Średniej, w Kolegium/ i w sali miejskiej w Czetty, gdzie zebrało się przeszło tysiąc osób. Czy chętni słuchacze zostali przekonani obrazami Ameryki, jakie przed nimi entuzjastycznie malowałem, nie wiem, jednakże z największym aplauzem spotykałem się, gdy mówiłem o wzajemnych korzyściach, jakie może przynieść wymiana najlepszych cech Wschodu i Zachodu.

Obecnie wraz z Mr. Wrightem odpoczywaliśmy w tropikalnym spokoju. Prowadzony przez niego dziennik podróży zawiera następujący opis jego wrażeń z Majsor:

Pola ryżowe o wspaniałej zieleni, urozmaicone plamami dziko rosnącej trzciny cukrowej, tulą się do opiekuńczych skalistych wzgórz, które w szmaragdowym krajobrazie wyglądają jak naroślą czarnego kamienia; gra barw potęguje się, gdy słońce szukając spoczynku za wyniosłymi wzgórzami nagle i dramatycznie znika.

340


Przeżyliśmy wiele chwil zachwytu, patrząc niemal w zupełnym zapomnieniu na nieustannie zmieniające się obrazy rozpostarte na firmamencie przez Boga, gdyż tylko Jego ręka potrafi wydobyć barwy tak tętniące świeżością życia. Ta intensywność kolorów ginie, gdy człowiek próbuje je naśladować z pomocą swych barw, Pan bowiem operuje prostszym i skuteczniejszym środkiem - nie olejem, ani pigmentami - lecz promieniami światła, a ona czerwieni się; następuje nowy ruch pędzla, a plama zmienia się stopniowo na pomarańczową i złotą; potem pchnięciem pędzla przebija on chmury smugą purpury, tworząc loki lub frędzle czerwieni cieknącej z rany chmury. Tak nieustannie, wciąż na nowo, dniem i nocą zabawia się on grą barw, zawsze zmienny, zawsze nowy i zawsze świeży, niepowtarzalny; żaden kolor nigdy nie jest taki sam. Piękno gry barw w ciągu dnia w Indiach nie daje się z niczym gdzie indziej porównać; często niebo tak wygląda, jak gdyby Bóg zebrał wszystkie barwy ze swej palety, potrząsnął nimi i potężnym ruchem rzucił je na niebo.

Muszę tu opowiedzieć o wspaniałości zwiedzanej przez nas o zmierzchu tamy Krisznaradżar Sagar, znajdującej się 12 mil od Majsor. Tama zasila ogromną elektrownię, która oświetla miasto Kajser, dostarcza energii fabrykom jedwabiu, mydła i olejku sandałowego. Pamiątki z drzewa sandałowego z Majsor posiadają wspaniały zapach, który nie ulatnia się pomimo upływu czasu; lekkie ukłucie szpilką ożywia zapach na nowo. Majsor szczyci się wielkimi, pionierskimi przedsiębiorstwami, jak kopalnia złota w Kolar, cukrownia, wielka huta i stalownia w Bhadrawati oraz tania i sprawna kolej państwowa Majsoru, która obejmuje obszar 30.000 mil kwadratowych tego księstwa.

Yoganandadżi wraz ze mną wsiadł do małego autobusu i z młodym chłopcem jako naszym oficjalnym przewodnikiem wyruszyliśmy równą choć błotnistą drogą, w chwili gdy słońce skłaniało się ku horyzontowi, czerwieniąc się jak zbyt dojrzały pomidor.

Droga prowadziła koło wszechobecnych czworokątów ryżowych pól, pomiędzy szeregami cienistych drzew banyanu, poprzez las wyniosłych palm kokosowych, z roślinnością niemal tak gęstą jak w dżungli; w końcu zbliżając się do grzbietu wzgórza ujrzeliśmy wielkie sztuczne jezioro, w którym odzwierciedlały się gwiazdy oraz grzywy palm i innych drzew; dokoła wznosiły się tarasy ogrodów, a na brzegu widniał rząd lamp elektrycznych; poniżej zapory oczy nasze ujrzały olśniewającą grę barwnych promieni na fontannach wody, Podobnych do licznych strumieni wylewającego się atramentu - pyszne błękitne wodospady, tworzące czerwone katarakty, zielony i żółty

341

pył wodny, przypominały mi rozświetloną fontannę przygotowaną w roku 1933 na Światowe Targi w Chicago; obraz wyróżniający się swą nowoczes. nością w tym starożytnym kraju ryżowych pól i prostego ludu, który wita nas tak serdecznie, iż obawiam się, że trzeba będzie czegoś więcej niż tylko mojej siły, żeby przywieźć Yoganandadżi z powrotem do Ameryki.



Inny rzadki przywilej, jaki mnie spotkał, to jazda na słoniu. Wczoraj Juwaradża zaprosił nas do swego letniego pałacu, abyśmy zażyli przejażdżki na jednym z jego słoni, ogromnym zwierzęciu. Wszedłem na przygotowaną drabinę umożliwiającą dostanie się na górę siodła, które wyłożone jest jedwabną poduszką i podobne jest do kozła powozu. Potem zaczęło się chybotanie, kołysanie i przewracanie z boku na bok, zbyt przejmujące aby krzyczeć, aż wreszcie zawisłem, trzymając się kurczowo siodła i walcząc o miłe życie!

Indie południowe, kraj bogaty w historyczne i archeologiczne zabytki, posiadają dziwny, określony a zarazem nieokreślony urok. Na północ od Majsor leży najświętsze rodzime państwo Indii, Hajdebarad, malownicze płaskowzgórze przecięte rzeką Godawari. Znajdują się tu szerokie, urodzajne równiny, śliczne Nilgiri, czyli "góry błękitne", jak i inne regiony, w których przeważają nieurodzajne wzgórza skał wapiennych lub granitowych. Dzieje Hajdebaradu są długie i barwne: rozpoczynają się przed trzema tysiącami lat za panowania królów dynastii Andhra i pod rządami dynastii hinduskich ciągną się aż do 1294 r. po Chr., kiedy to tron przeszedł w ręce muzułmańskich władców panujących aż do dzisiejszych czasów.

Niezwykły rozkwit architektury, rzeźby i malarstwa w całych Indiach znajduje swój wyraz w Hajdebaradzie w starożytnych, wykutych i rzeźbionych w skale jaskiniach Ellery i Adżanty. Ogromna, monolityczna świątynia Kailasa w Ellerze posiada rzeźbione posągi bogów, ludzi i zwierząt w niezwykłych proporcjach jak u Michała Anioła. Adżanta to miejsce pięciu katedr i dwudziestu pięciu klasztorów, wykutych w skałach, podtrzymywanych przez ogromne pokryte freskami filary, na których artyści i rzeźbiarze uwiecznili swój geniusz.

Miasto Hajdebarad ma zaszczyt posiadania uniwersytetu osmańskiego i okazałego meczetu Mekka Masdżid, w którym jednorazowo dziesięć tysięcy mahometan może uczestniczyć w modlitwie.

Państwo Majsor jest barwną, zaczarowaną krainą, położoną trzy tysiące stóp (600 m) ponad poziomem morza, obfitującą w gęste, tropikalne lasy, w których żyją dzikie słonie, bawoły, niedźwiedzie, pantery i tygrysy. Dwa główne miasta, Bangalore i Majsor, są czyste i ponętne dzięki licznym parkom i ogrodom publicznym.

342


Hinduska architektura i rzeźba osiągnęły w Majsor największą doskonałość pod opieką hinduskich królów pomiędzy XI-tym a XV--tym wiekiem. Świątynia w Belur, arcydzieło XI-go stulecia, ukończone za panowania króla Wisznuwardhany, słynie na świecie pod względem subtelności wykonania szczegółów i bujności fantazji.

Skaliste słupy znalezione w północnym Majsorze pochodzą z III wieku przed Chr. , wzniesione zostały ku czci króla Aśoki. Król ten zasiadł na tronie panującej wówczas dynastii Maurya; imperium jego obejmowało niemal całą współczesną Indię, Pakistan, Afganistan i Beludżystan. Ten wspaniały władca, którego nawet zachodni historycy uważają za niezrównanego, pozostawił po sobie następujące mądre zdanie wykute na skalistym pomniku:

"Ten religijny napis został wyrzeźbiony po to, aby nasi synowie i wnukowie nie uważali nowych podbojów za konieczne; ani nie widzieli w nich nic więcej, jak tylko zniszczenie i gwałt; aby niczego nie uważali za prawdziwy podbój, wyjąwszy podbój serc przez religię. Taki podbój ma wartość w tym i przyszłym świecie".

Aśoka był wnukiem potężnego Czandragupty Mauryi (znanego Grekom jako Sandrokottes), który w młodości zetknął się z Aleksandrem Wielkim. Później Czandragupta zlikwidował macedońskie garnizony pozostawione w Indiach, pobił inwazyjną armię grecką Seleu-kosa w Pendżabie, a potem przyjął na swym dworze w Patnie greckiego ambasadora - Megastenosa.

Historycy greccy i inni, którzy towarzyszyli wyprawie Aleksandra do Indii lub przybyli tam później, zanotowali szereg bardzo ciekawych / wiadomości. Dr J. W. M'Crindle przetłumaczył relacje Arrianna, Diodora, Plutarcha i geografa Strabona, aby rzucić promień światła na starożytne Indie. Szczególnie godną uwagi cechą nieudanej inwazji Aleksandra było jego głębokie zainteresowanie hinduską filozofią, jogą i świętymi, których od czasu do czasu spotykał i których towarzystwa gorliwie szukał. Niedługo po swym przybyciu do Taksili w północnych Indiach grecki wódz wysłał Snesikritesa, ucznia greckiej szkoły filozoficznej Diogenesa, aby sprowadził do niego hinduskiego nauczyciela Dandamisa, wielkiego sannyasina w Taksili.

- Cześć tobie, o nauczycielu braminów! - rzekł Snesikrites po odszukaniu Dandamisa w jego leśnym ustroniu. - Syn potężnego boga Zeusa, którym jest Aleksander, wszechmocny pan wszystkich ludzi, Sprasza cię wielkimi darami, a jeśli mu odmówisz - zetnie ci głowę!

Jogin przyjął to poparte groźbą zaproszenie spokojnie i nawet nie Podniósł głowy ze swego łoża z liści.

343


- Ja także jestem synem Zeusa - jeśli jest nim Aleksander

- odpowiedział. - Nie potrzebuję nic od Aleksandra, gdyż jestem zadowolony z tego co mam, podczas gdy on - jak widzę - wędruje ze swymi ludźmi po morzu i lądzie bez żadnej korzyści i nigdy nje zbliża się do końca swej wędrówki.

Idź i powiedz Aleksandrowi, że Bóg - najwyższy król - nigdy nie jest sprawcą zuchwałego zła, lecz jest Stwórcą Światła, pokoju, życia, wody, ciała ludzkiego i dusz; On przyjmuje wszystkich ludzi, gdy śmierć ich wyzwala, jeśli nie podlegają chorobie grzechu. Tylko On jest Bogiem, któremu składam hołd. On, który nienawidzi rzezi i nie podżega do wojny.

Aleksander nie jest Bogiem, gdyż musi zakosztować śmierci

- mówił dalej mędrzec ze spokojną wzgardą. - Jakże może on, będąc takim jakim jest, być panem świata, jeśli jeszcze nie zasiadł na tronie duchowego, powszechnego królestwa! Jak dotąd, nie zstąpił on jeszcze za życia do Hadesu, ani też nie zna biegu słońca poprzez centralne regiony ziemi, a narody na krańcach ziemi nie słyszały nawet jego imienia!

Po tej chłoście, na pewno najostrzejszej ze wszystkich, jakie dostały się uszom "Pana Świata", mędrzec dodał ironicznie: - Jeśli obecne królestwo nie jest na miarę jego pragnień, niechże przekroczy rzekę Ganges; znajdzie tam kraj, który potrafi wyżywić wszystkich jego mieszkańców, gdyż kraj po tej stronie jest dla niego za mały.

(Ani sam Aleksander, ani żaden z jego wodzów nigdy nie przekroczył Gangesu. Spotkawszy na północnym zachodzie zdecydowany opór, armia macedońska odmówiła dalszego marszu. Aleksander został zmuszony do opuszczenia Indii i szukania dalszych podbojów w Persji).

- Wiedz jednak także, iż to, co mi Aleksander ofiaruje i dary, które mi przyrzeka, należą do rzeczy całkiem dla mnie bezużytecznych; tym, co sobie cenię i co ma realną wartość, są liście, które tworzą mój dom, te kwitnące rośliny, które codziennie dostarczają mi pożywienia i woda, która jest moim napojem, natomiast wszelkie inne przedmioty, gromadzone przez ludzi z troską i niepokojem, okażą się zgubne dla tych, co je zbierają i przyniosą im tylko smutek i cierpienie. Ja zaś leżę na liściach lasu, zamykam oczy i spokojnie zasypiam, ponieważ nie mam niczego do pilnowania, co by mogło spłoszyć mój sen. Ziemia zaopatruje mnie we wszystko, jak matka w mleko swe dziecko. Idę, gdzie mi się spodoba, i nie mam żadnych trosk, którymi musiałbym się obciążyć.

344

- Choćby Aleksander ściął mi głowę, nie potrafi zabić mej duszy. ivloja głowa, jak szata znoszona, odłączy się wtedy od ciała i spadnie na ziemię, z której została zbudowana. A wtedy, stając się duchem, wstąpię do mego Boga, który każdego z nas zamknął w ciele i umieścił na ziemi, aby przekonać się, czy będąc tu na dole, potrafimy żyć zgodnie z jego nakazami, i który także od każdego z nas, gdy odejdziemy stąd przed jego oblicze, zażąda sprawozdania ze swego życia, ponieważ jest on Sędzią wszelkiej pychy i grzechu; albowiem jęki uciśnionych staną się karą dla uciskającego.



Niechże Aleksander straszy tymi groźbami tych, co pragną bogactwa i obawiają się śmierci, przeciw nam bowiem ten oręż jest bezskuteczny; bramini ani nie kochają złota, ani nie boją się śmierci. Idź tedy i powiedz Aleksandrowi: Dandamis nie potrzebuje niczego, co jest twoje i dlatego nie pójdzie do ciebie, a jeśli ty potrzebujesz czegoś od Dandamisa, to przyjdź do niego.

Z wielką uwagą Aleksander wysłuchał odpowiedzi jogina i "tym silniejsze poczuł pragnienie ujrzenia Dandamisa, który choć stary i nagi, był jedynym przeciwnikiem, w którym on, zwycięzca wielu narodów, znalazł większego od siebie".

Aleksander zaprosił do Taksili pewną ilość ascetów braminów, znanych ze swej zręczności w odpowiadaniu na filozoficzne pytania z jędrną mądrością. Plutarch podaje taką słowną potyczkę, w której sam Aleksander układał wszystkie pytania:

- Czego jest więcej, żywych czy umarłych?

- Żywych, bo umarłych nie ma.

- Gdzie więcej zwierząt żyje, w morzu czy na ziemi?

- Na ziemi, gdyż morze stanowi tylko jej część.

- Które ze zwierząt jest najsprytniejsze?

- To, którego człowiek nie zna (człowiek boi się nieznanego).

- Co istniało wpierw, dzień czy noc?

- Dzień był pierwszy o jeden dzień. - Odpowiedź ta wywołała u Aleksandra zdziwienie, wobec czego bramin dodał: - Niemożliwe pytania wymagają niemożliwych odpowiedzi.

- W jaki sposób może człowiek najprędzej pozyskać sobie miłość ludzi?

- Człowiek będzie kochany, jeśli mimo posiadania wielkiej siły nie



Dostları ilə paylaş:
1   ...   26   27   28   29   30   31   32   33   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə