Autobiografia jogina ludziom dobrej woli



Yüklə 1,95 Mb.
səhifə21/42
tarix17.11.2018
ölçüsü1,95 Mb.
1   ...   17   18   19   20   21   22   23   24   ...   42


- Tak - przyrzekłem. - Jeżeli Ojciec Najwyższy użyczy swej pomocy, postaram się odszukać cię.

Podczas wakacji letnich udałem się w krótką podróż. Żałując, że nie mogę zabrać z sobą Kaszi'ego, wezwałem go przed wyjazdem do swego pokoju i troskliwie pouczałem, aby wbrew wszelkim namowom pozostawał w duchowej atmosferze szkoły. Czułem, że jeśli nie pojedzie do domu, do rodziców, może uniknąć grożącego mu nieszczęścia.

Zanim jeszcze zdążyłem wyjechać, przybył do Ranczi ojciec Kaszi'ego. W ciągu piętnastu dni usiłował złamać wolę swego syna, tłumacząc mu, że jeśli pojedzie do Kalkuty tylko na cztery dni, aby zobaczyć się z matką, będzie mógł powrócić. Kaszi nieustępliwie odmawiał. W końcu ojciec powiedział, że zabierze chłopca z pomocą policji. Groźba ta zaniepokoiła chłopca, który nie chciał stwarzać powodu do złej opinii o szkole. Nie widział innej drogi wyjścia, jak ulec woli ojca.

Powróciłem do Ranczi w kilka dni później. Gdy tylko usłyszałem jak zabrano Kaszi'ego, pojechałem natychmiast pociągiem do Kalkuty. Po przyjeździe wynająłem dorożkę. Dziwnym trafem, gdy dorożka przejeżdżała przez most Howrah na Gangesie, spostrzegłem ojca Kaszi'ego i innych jego krewnych w żałobnych szatach. Zawołałem na dorożkarza, aby się zatrzymał, pobiegłem i ostro spojrzałem na nieszczęsnego ojca. - Morderco - krzyknąłem nierozumnie - zabiłeś mego chłopca!

Nieszczęsny ojciec pojął zło, które wyrządził, zmuszając siłą Kaszi'ego do powrotu do Kalkuty. W ciągu kilku dni pobytu w domu chłopiec jadł zarażone cholerą pożywienie i zmarł.

Zarówno moja miłość do chłopca jak i dane mu przyrzeczenie nie dawały mi spokoju ani w dzień, ani w nocy. Gdziekolwiek się udałem, twarz jego majaczyła przede mną. Zaczęło się pamiętne poszukiwanie go, równie wytężone, jak dawno temu poszukiwanie utraconej matki.

Czułem, że skoro Bóg dał mi władzę rozumu, to muszę J4 wykorzystać i wytężyć swe siły do ostatka, aby odkryć subtelne prawa pozwalające stwierdzić, gdzie się znajduje astralna postać chłopca-Zdawałem sobie sprawę, że w jego duszy wibrują niespełnione pragnienia, że jest on świetlną masą unoszącą się gdzieś wśród

232


milionów świecących dusz w sferze astralnej. Jakże miałem się nastroić •^ jeden ton z nim, wśród tylu wibrujących świateł innych dusz?

posługując się tajemną techniką jogi wypromieniowałem w prze-, strzeń nią miłość przez wewnętrzny punkt pomiędzy brwiami i przeka-2ałem ją do duszy Kaszi'ego. Z anteną wyciągniętych w górę rąk j-palców, obracałem się często raz za razem wkoło, starając się uchwycić kierunek, w którym się odrodził embrion. Spodziewałem się, fe otrzymam od niego odpowiedź w nastawionym na jego odbiór radiu mego serca. (Wiadomo joginom, że wola rzutowana z punktu pomiędzy brwiami jest aparatem nadawczym myśli. Gdy uczucie jest spokojnie skupione w sercu, wówczas działa ono jak radio i może odbierać od drugich wiadomości z daleka lub bliska. W telepatii delikatne wibracje myśli z umysłu jednej osoby są przesyłane za pośrednictwem subtelnych wibracji eteru astralnego, a potem grubszego eteru ziemskiego, wibracje te wytwarzają fale eteryczne przeobrażające się z kolei w fale myśli w mózgu drugiej osoby.)

Czułem intuicyjnie, że Kaszi powinien wnet powrócić na Ziemię i że jeśli nieustannie będę wysyłał ku niemu swój zew, to dusza jego odpowie. Wiedziałem, że nawet najlżejszy impuls wysłany przez Kaszi'ego odczuję w palcach, dłoniach, ramionach, kręgosłupie i ner-w&ch.

Nie zmniejszając swej gorliwości stosowałem wytrwale metodę jogi przez około sześć miesięcy po śmierci Kaszi'ego. Pewnego poranku jadąc z kilku przyjaciółmi po tłumnej dzielnicy Kalkuty, Bowbazarze, wyciągnąłem ręce w zwykły sposób. Po raz pierwszy odczułem odpowiedź. Zadrżałem, odczuwszy elektryczne impulsy uderzające wjnoje palce i dłonie. Prądy te przeobraziły się same w przemożną myśl, wyłaniającą się z zakątków mej świadomości: "Jestem Kaszi, jestem Kaszi, przyjdź do mnie".

Gdy skupiłem się na odbiorniku mego serca, myśl ta stawała się niemal słyszalna. Charakterystycznym, lekko chrapliwym szeptem Kaszi mówił.102 Słyszałem wciąż na nowo jego wezwanie. Chwyciłem za ramię jednego z towarzyszy, Prokasza Dąsa, i uśmiechnąłem się do tiego radośnie.

- Zdaje się, że odnalazłem Kaszi'ego.

Zacząłem obracać się wkoło, budząc nieukrywaną wesołość przyjaciół i przechodzącego tłumu. Impulsy elektryczne spływały po mych ilekroć zwracałem się twarzą w stronę pobliskiej uliczki, j "Wężowym Zaułkiem". Prądy astralne znikały, gdy zwracałemw in się innym kierunku.

233


- Ach - zawołałem - dusza Kaszi'ego musi przebywać w łon jakiejś matki mieszkającej przy tej ulicy. le

Wszedłem więc z towarzyszami w tę ulicę; wibracje we wzniesi nych mych rękach stawały się coraz silniejsze i coraz wymowniejsz° Jakby magnesem zostałem przyciągnięty na prawą stronę drogi Zbliżywszy się do bramy pewnego domu, ku swemu zdumieniu zostałem-jakby przybity do tego miejsca. Zapukałem do drzwi w stanie ogromnego podniecenia, z zapartym tchem w piersiach. Czułem, że p0 długim, ciężkim i na pewno niezwykłym poszukiwaniu dotarłem pomyślnie do celu!

Otwarła drzwi służąca, która oznajmiła mi, że jej pan jest w domu Zszedł on po schodach z pierwszego piętra i uśmiechnął się pytająco Nie wiedziałem jak zacząć, aby tę sprawę załatwić dyskretnie.

- Proszę mi powiedzieć, czy pan i pańska małżonka spodziewacie się dziecka za około trzy miesiące?103

- Tak jest.

Gospodarz domu, widząc, że jestem swamim, ubranym w tradycyjną pomarańczową szatę, dodał uprzejmie: - Proszę mi powiedzieć, skąd pan o tym wie?!

Gdy ze zdumieniem usłyszał o Kaszi'm i obietnicy, jaką mu dałem, uwierzył moim słowom.

- Urodzi się panu chłopczyk dobrze zbudowany - powiedziałem. - Będzie miał twarz szeroką, a czoło wypukło sklepione. Usposobienie jego będzie wyraźnie uduchowione. - Czułem na pewno, że mające narodzić się dziecko będzie mieć te cechy KaszPego.

Odwiedziłem później małe dziecko, któremu rodzice nadali jego stare imię Kaszi. Nawet jako niemowlę był uderzająco podobny do mego drogiego ucznia z Ranczi. Dziecko okazało mi natychmiast swe uczucie; pociąg istniejący w przeszłości budził się ze zdwojoną silą.

W wiele lat później jako kilkunastoletni chłopiec Kaszi napisał do mnie w czasie mego pobytu w Ameryce. Opisał mi swe głębokie pragnienie wejścia na ścieżkę duchową. Skierowałem go do jednego z himalajskich mistrzów, który po dziś dzień kieruje urodzonym na nowo Kaszi'm.

234

ROZDZIAŁ 29 Rabindranath Tagore i ja porównujemy swe szkoły



- Rabindranath Tagore uczył nas śpiewu na wzór ptaków jako naturalnej formy wypowiadania się.

Wyjaśnienie to dał mi Bhola Nath, bystry czternastoletni wyrostek w szkole w Ranczi, gdy pewnego poranka pochwaliłem go za jego melodyjne wypowiadanie się. Zachęcany, jak i z własnej ochoty chłopiec ten dźwięcznie śpiewał. Poprzednio uczył się w sławnej szkole Tagora. Wszyscy Bengalczycy, nawet nie umiejący czytać wieśniacy, zachwycają się jego podniosłymi wierszami.

Zaśpiewaliśmy z Bholą razem kilka pieśni Tagora, który ułożył muzykę do tysięcy hinduskich utworów poetyckich, częściowo własnych, a częściowo pochodzących z zamierzchłej starożytności.

- Zetknąłem się z Rabindranathem wkrótce po otrzymaniu przez niego literackiej Nagrody Nobla - powiedziałem w przerwie śpiewu.

- Do złożenia mu wizyty skłonił mnie wówczas podziw dla jego niedyplomatycznej odwagi w rozprawianiu się z literackimi krytykami

- zaśmiałem się.

Bhola z zaciekawieniem pytał o szczegóły.

- Uczeni surowo potępiali Tagora za wprowadzenie nowego stylu w bengalskiej poezji - zacząłem opowiadać. - Mieszał on potoczne i klasyczne wyrażenia, ignorując wszelkie prawidła poetyki, drogie sercom panditów. Pieśni jego wypowiadają głębokie filozoficzne prawdy w sposób przemawiający do uczucia, nie licząc się z przyjętymi literackimi formami.

Pewien wpływowy krytyk określił lekceważąco Rabindranatha jako "gołębia-poetę", który swoje drukowane gruchania sprzedaje po rupii. Tagore jednak szybko wziął na nim swój odwet; skoro tylko przetłumaczył na język angielski Gitandżali (Pieśni ofiarne), cały Zachodni świat pochylił się w hołdzie do jego stóp. Pełny pociąg panditów wraz z krytykami przybył

- tedy do Santiniketan, aby mu złożyć swe powinszowania.

Rabindranath przyjął gości, każąc im umyślnie długo czekać, a potem wysłuchał ich pochwał w stoickim milczeniu. Wreszcie skierował przeciw nim swój oręż krytyki.

235


- Panowie - powiedział - z wonnymi kadzidłami pochwał którymi mnie darzycie, mieszają się dysharmonijnie zgniłe zapach dawnej waszej pogardy. Czyżby istniał jakiś związek pomiędzy przyznaniem mi Nagrody Nobla a nagłym pogłębieniem się waszych zdolności oceniania? Jestem nadal tym samym poetą, który się wam nie podobał, gdy swe skromne kwiaty złożył najpierw w ofierze na ołtarzu w Bengalu.

Gazety opublikowały sprawozdanie z tej śmiało wymierzonej przez Tagora chłosty. Podziwiałem słowa człowieka, który nie poddał się hipnozie pochlebstwa - opowiadałem dalej. - Zostałem przedstawiony Rabindranathowi w Kalkucie przez jego sekretarza C. F. Andrewsa104, który był ubrany w skromne bengalskie dhoti. Do Tagora zwracał się on z miłością jako do swego Gurudewy.

Rabindranath przyjął mnie łaskawie. Roztaczał atmosferę uroku, wdzięku, kultury i dworności. Odpowiadając na moje pytanie, jakie są źródła jego literackiej twórczości, Tagore powiedział mi, że obok naszej epiki religijnej starożytnym źródłem jego natchnienia jest klasyczny poeta Bidyapati.

Pod wrażeniem tych wspomnień zacząłem śpiewać starą pieśń bengalską w układzie Tagora: Zapal lampę twej milośti. Bhola i ja śpiewaliśmy radośnie, przechadzając się po polach Widialaji.

Mniej więcej w dwa lata po założeniu szkoły w Ranczi otrzymałem od Rabindranatha zaproszenie do odwiedzenia go w Santiniketan w celu przedyskutowania naszych ideałów wychowawczych. Chętnie przyjąłem zaproszenie i pojechałem. Gdy wszedłem do domu, poeta siedział w swej pracowni; pomyślałem wówczas, podobnie jak za naszym pierwszym spotkaniem, że dla malarza byłby on wymarzonym modelem wspaniałej męskości. Jego pięknie rzeźbiona twarz szlachetnego patrycjusza ujęta była w ramę długich włosów i falistej brody. Miał wielkie tkliwe oczy, anielski uśmiech i głos jakby fletu, który dosłownie czarował. Silny, rosły i poważny, łączył w sobie niemal kobiecą delikatność z rozkoszną spontanicznością dziecka. Żadna wyidealizowana koncepcja poety nie mogłaby znaleźć w nikim lepszego ucieleśnienia niż w tym subtelnym pieśniarzu.

Wnet pogrążyliśmy się obaj w porównywaniu naszych szkół, prowadzonych w nowatorski sposób. Odkryliśmy wiele wspólnych cech: nauczanie na wolnym powietrzu, prostota, uwzględnianie w szerokim zakresie twórczości dziecka. Rabindranath jednak kładł duży nacisk na studium literatury i poezji oraz na wypowiadanie się dziecka w muzyce i śpiewie, o czym już wiedziałem po zetknięciu się z Bhola.-

236

W Santiniketan dzieci przestrzegały godzin milczenia, chociaż nie prowadzono z nimi specjalnych ćwiczeń z dziedziny jogi.



poeta słuchał z pochlebiającą mi uwagą opisu pobudzających energi? ćwiczeń Jogoda oraz jogicznych technik medytacyjnych, których nauczano wszystkich uczniów w Ranczi.

Tagore opowiadał mi o swych początkowych trudnościach szkolnych. - Uciekłem ze szkoły po piątej klasie - powiedział śmiejąc się. Rozumiałem, że jego wrodzona poetycka wrażliwość musiała cierpieć w zetknięciu się z posępną atmosferą dyscypliny szkolnej.

- Dlatego właśnie otwarłem w Santiniketan szkołę w cieniu drzew i pod błękitem nieba. - Wskazał wymownie na małą grupę uczącą się w pięknym ogrodzie. - Naturalne miejsce dziecka jest wśród kwiatów i śpiewających ptaków. Tylko w takich warunkach może ono w pełni wyrazić ukryte bogactwo swej indywidualnej natury. Prawdziwego wychowania nie można osiągnąć przez wtłaczanie i narzucanie go z zewnątrz; musi ono raczej pomagać do samorzutnego wydobycia się

237


RABINDRANATH TAGORE Poeta bengalski, laureat Nagrody Nobla.

nieskończonych zasobów z wnętrza na powierzchnię. (Dusza, rodzą się często - lub jak powiadają Hindusi - wędrując ścieżką istnieni poprzez tysiące narodzin... ze wszystkiego czerpie wiedzę; nic dziw nego, że potrafi sobie przypomnieć... to, co przedtem wiedziała Wszelkie bowiem szukanie i uczenie się jest przypomnieniem sobie)

Zgodziłem się z tym dodając: - Instynkty idealistyczne i skłonność do kultu bohaterów ulegają u młodzieży zagłodzeniu na skutek jednostronnej diety, złożonej ze statystyki i chronologii.

Poeta opowiadał z miłością o swym ojcu Dewendranacie, który dal pomysł założenia Santiniketanu.

- Ojciec - powiedział mi Rabindranath - podarował mi tę żyzną ziemię, na której już zbudował dom gościnny i świątynie. Rozpocząłem swój pedagogiczny eksperyment w 1901 r. z dziesięciu chłopcami zaledwie. Osiem tysięcy funtów, które otrzymałem jako Nagrodę Nobla, poszły w całości na utrzymanie szkoły.

Starszy Tagore, Dewendranath, znany daleko i szeroko jako "Mahariszi", był godnym uwagi człowiekiem, co można stwierdzić na podstawie jego autobiografii. Dwa lata dojrzałego wieku spędził na medytacji w Himalajach. Z kolei jego ojciec, Dwarkanath Tagore, wsławił się w całym Bengalu swą wielką ofiarnością na cele publiczne. Z tego znakomitego drzewa pochodzi rodzina geniuszy. Nie tylko Rabindranath; wszyscy jego krewni wyróżnili się w dziedzinie twórczości. Jego wnukowie Gogonendra i Abanindra należą do na wybitniejszych artystów Indii. Również sam Rabindranath, mając sześćdziesiąt lat, zaczął poważnie uprawiać malarstwo. Wystawy jego "futurystycznej" twórczości odbywały się przed laty w stolicach europejskich i w Nowym Jorku. Brat Rabindranatha Dwidżendra był wielkim filozofem, kochanym nawet przez ptaki i inne stworzenia.

Rabindranath zaprosił mnie, abym zatrzymał się na noc w domu gościnnym szkoły. Wieczorem mogłem zobaczyć zachwycający obraz: poeta siedział w grupie uczniów na dziedzińcu. Czas cofnął się: scena, którą miałem przed sobą, podobna była do obrazu starożytnej pustelni - radosny pieśniarz siedzący w kręgu swych wielbicieli, a wszyscy razem otoczeni aurą boskiej miłości. Tagore zespala' wszystkich w harmonijną całość. Nie narzucając nigdy swego zdania pociągał i niewolił serca samym swym magnetyzmem. Rzadki poezji, rozkwitły w ogrodzie Pana, przyciągał ku sobie innych naturalnym zapachem.

Melodyjnym głosem Rabindranath przeczytał nam kilka ze ostatnich, znakomitych poematów. Większość jego pieśni i sztu '

238


pisanych dla przyjemności uczniów, skomponowana została w San-

"niketan. Piękno jego wierszy leży dla mnie w jego sztuce mówienia

11 Bogu w każdej niemal sentencji, choć rzadko święte imię się w nich

wspomina. "Pijany szczęśliwością śpiewania", pisał, "zapominam

sobie i nazywam przyjacielem Ciebie, któryś jest mym Panem".

Następnego dnia po obiedzie żegnałem z żalem poetę. Cieszę się, że jego mała szkoła rozrosła się i obecnie jest międzynarodowym uniwersytetem, Wiswa-Barati, gdzie uczeni wszystkich krajów znajdują idealne warunki.105

Gdzie umysł wolny od strachu, a głowa wznosi się śmiało,

Gdzie wiedza jest wolna,

Gdzie ciasne ściany nie dzielą świata na cząstki,

Gdzie słowa się rodzą z głębiny prawdy,

Gdzie niestrudzony wysiłek ku doskonałości wyciąga ramiona,

Gdzie czysty rozumu strumień nie zgubił drogi

W strasznych piaskach pustyni martwego nawyku,

Gdzie Ty prowadzisz umysł ku coraz szerszej myśli i działaniu,

Tam niebo wolności, mój Ojcze;

Niech się w nim mój kraj obudzi!

Rabindranath Tagore Gitandżali

ROZDZIAŁ 30 Prawo cudów

Wielki powieściopisarz Lew Tołstojloe napisał świetne opowiadanie Trzech Pustelników. Przyjaciel jego Mikołaj Rorerich streścił je następująco:

Na pewnej wyspie było trzech pustelników. Byli oni tak prostymi ludźmi, że znali i odmawiali tylko jedną modlitwę: "Nas jest trzech

- Was jest trzech, odpuść nam grzech"! Podczas tej naiwnej modlitwy działy się wielkie cuda.

Biskup miejscowy107 posłyszał o trzech pustelnikach oraz ich niedopuszczalnej modlitwie; postanowił udać się do nich, aby ich nauczyć kanonicznych modlitw. Przybył na wyspę, powiedział pustelnikom, że ich modlitwa jest niegodna i nauczył ich wielu zwyczajnych modlitw. Potem biskup opuścił ich, odpływając statkiem. W pewnej chwili ujrzał, że za statkiem porusza się promienista światłość, a gdy się zbliżyła, poznał, że są to trzej pustelnicy, którzy trzymając się za ręce biegli po falach starając się dogonić statek.

"Zapomnieliśmy modlitw, których nas nauczyłeś", wołali zbliżając się do biskupa, "i spieszymy do ciebie z prośbą, abyś je powtórzył". Zdumiony biskup potrząsnął głową. "Kochani", odrzekł pokornie, "żyjcie dalej ze swoją starą modlitwą"!

W jaki sposób tych trzech świętych mogło chodzić po wodzie?

W jaki sposób Chrystus mógł zmartwychwstać, mając ukrzyżowane ciało?

W jaki sposób Lahiri Mahasaya i Sri Jukteswar mogli czynić swe cuda?

Jak dotąd nauka współczesna nie udzieliła odpowiedzi na te pytania, chociaż po wynalezieniu bomby atomowej oraz radaru rozszerzyły się gwałtownie horyzonty umysłowe ludzkości, a słowo "niemożliwe" jest już w słowniku nauki rzadziej spotykane.

Starożytne pisma wedyjskie twierdzą, że świat fizyczny podlega podstawowemu prawu mayi, zasadzie względności i dwoistości. Bóg

- Jedyne Życie, jest Absolutną Jednością; nie moze-sie-Ón objawjp w postaci oddzielnych i rozmaitych przejawień inaczej jak-tylko Jff

240


fałszywą czyli nierzeczywistą zasłoną, którą jest kosmiczna ułuda ^ł>T-KSzde wielkie odkrycie współczesnej nauki stanowi potwier-dzenie tego prostego twierdzenia riszich.

Prawo ruchu Newtona jest prawem mayi: "Każdemu działaniu odpowiada zawsze równe przeciwdziałanie; wzajemne oddziaływanie dwóch ciał zawsze równe i przeciwnie skierowane". W ten sposób akcja i reakcja są równe. Nie można mieć jednej siły. Zawsze musi być i zawsze jest para sił równych, przeciwnie skierowanych.

Wszystkie podstawowe działania w przyrodzie zdradzają swe mayawiczne pochodzenie. Elektryczność na przykład jest zjawiskiem przyciągania i odpychania, elektrony i protony są elektrycznie sobie przeciwne. Inny przykład: atom, czyli ostateczna cząsteczka materii, jest podobnie jak Ziemia magnesem o dodatnim i ujemnym biegunie. Cały świat zjawiskowy podlega nieubłaganej władzy biegunowości (polaryzacji); nie ma prawa fizyki, chemii czy innej nauki, które byłoby wolne od utajonej zasady przeciwieństwa lub kontrastu.

Fizyka nie może więc formułować praw sięgających poza sferę mayi, stanowiącej osnowę stworzenia. Sama przyroda jest mayą; nauki przyrodnicze z konieczności muszą się zajmować jej nie dającą się pominąć treścią. W swej własnej dziedzinie jest ona widoczna i niewyczerpana; uczeni przyszłości nie będą mogli nic więcej uczynić, jak tylko poznawać aspekty jej zmiennej nieskończoności jeden za drugim. W ten sposób nauka pozostaje w ciągłym ruchu, nie mogąc dotrzeć do ostatecznej treści; potrafi formułować prawa istniejącego już i funkcjonującego kosmosu, lecz jest bezsilna, gdy trzeba wykryć Dawcę Praw i Jedynego Operatora. Zostały wprawdzie poznane majestatyczne przejawy grawitacji i elektryczności, czym jednak jest grawitacja i elektryczność - tego nikt śmiertelny nie wie! (Wielki wynalazca Marconi wyraził się w następujący sposób o niemocy nauki w stosunku do spraw ostatecznych: "Bezsilność nauki, jeśli chodzi o rozwiązanie problemu życia, jest absolutna. Fakt ten byłby mrożący, gdyby nie było wiary. Tajemnica życia jest na pewno największym Problemem, jaki kiedykolwiek pojawił się przed umysłem człowieka").

Przezwyciężenie mayi to zadanie wyznaczone rodzajowi ludzkiemu Przez proroków tysiącleci. Podniesienie zasłony dwoistości stworzenia 'oglądanie jedności Stwórcy uznane zostało za najwyższy cel człowieka- Kto lgnie do kosmicznej ułudy, musi się poddać podstawowemu JeJ prawu polaryzacji: przypływu i odpływu, wznoszenia się i opada-nia, dnia i nocy, przyjemności i cierpienia, dobra i zła, urodzin 1 śmierci. Gdy człowiek przejdzie przez kilka tysięcy ludzkich naro-

241


dzin, ten schemat cykliczny staje się dokuczliwie monotonny; człow' t zaczyna spoglądać z nadzieją poza granicę przymusu mayi.

Rozerwać zasłonę mayi to przeniknąć tajemnicę stworzenia. Kt w ten sposób obnaża istotę wszechświata, jest jedynym prawdziwym monoteistą. Wszyscy inni ludzie oddają cześć pogańskim vvyob rażeniom. Dopóki człowiek podlega dwoistym ułudom natury, bogi! nią jego jest Maya; nie może on poznać jedynego prawdziwego Boga

Z indywidualnego punktu widzenia ułuda świata, maya, nazywana bywa awidią, czyli dosłownie "niewiedzą", ciemnotą. Maya lub awidia nie może być nigdy zniszczona przez intelektualne przekonanie lub analizę, lecz jedynie przez osiągnięcie wewnętrznego stanu nirbikalpa samadhi. O tym stanie świadomości mówili prorocy Starego Testamentu i jasnowidze wszystkich krajów i czasów. Ezechiel powiada (43:1-2): "Potem poprowadził mnie ku bramie, która skierowana jest na wschód. I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały". Przez boskie oko na czole (wschód) jogin wysyła swą świadoniojć w stan wszechobecności i słyszy Słowo" czyli' Auni7 r5o^-dźwiekwielu wód" czyli wibracje stanowiące jedyną "rzećży^istolc^IfworzemaT '" -

Wśród tryliona tajemnic kosmosu ^ń^rJaiHźleJ^ńiezwykłą jest światło. Odmiennie aniżeli fale głosowe, których rozchodzenie się wymaga powietrza lub innego ośrodka, fale świetlne przechodzą swobodnie przez próżnię międzygwiezdnych przestrzeni. Nawet hipotetyczny eter, którego istnienie jako międzyplanetarnego przewodnika światła przyjmowała falowa teoria światła, może być odrzucony na podstawie rozważań Einsteina, w świetle których własności geometryczne przestrzeni czynią hipotezę eteru niepotrzebną. Niezależnie od takiej czy innej hipotezy światło jest zjawiskiem przyrody najbardziej subtelnym i niezależnym od materialnych czynników.

W gigantycznych koncepcjach Einsteina prędkość światła - 299 793 kilometrów na sekundę - dominuje nad całą teorią względności. Einstein dowodzi matematycznie, że prędkość rozchodzenia si? światła jest jedyną stałą w nieustannie zmiennym wszechświecie, oczywiście w granicach zasięgu skończonego umysłu ludzkiego. Na tym jednym absolucie światła opierają się wszystkie ludzkie pojęcia o przestrzeni i czasie. Czas i przestrzeń, uważane dotąd za wieczyste abstrakcje, okazały się być czynnikami względnymi, a pewność ich pomiaru zależną wyłącznie od prędkości światła. Gdy w teorii względności połączono czas z przestrzenią jako jeden ze względnych wymiarów, czas utracił swe odwieczne pretensje do niezmiennej

242


bsolutnej wartości. Został on obecnie sprowadzony do właściwej swej natury - do prostej teorii dwoistości! W równaniach swych Einstein kilku pociągnięciami pióra wypędził ze wszechświata wszelką ustaloną rzeczywistość z wyjątkiem światła.

W późniejszym rozwoju nauki, w zjednoczonej teorii pola, wielki fizyk ujął w jedną matematyczną formułę prawa grawitacji i elektromagnetyzmu. Sprowadzając budowę wszechświata do szczególnych przypadków jednego prawa, Einstein wyciągnął poprzez wieki dłoń do riszich, którzy głosili jedność substancji twórczej zmiennej mayi.

Na podstawie epokowej teorii względności stały się możliwe matematyczne badania jądra atomu. Teraz wielcy uczeni śmiało twierdzą nie tylko to, że atom jest raczej energią niż materią, ale także to, że energia atomowa jest tworem umysłu.

"Wyraźne uznanie faktu, że fizyka zajmuje się światem cieni, jest jednym z najznamienniejszych przejawów postępu nauki," pisze Sir Arthur Eddington w Naturę ofthe Physical World (Natura fizycznego świata). "W świecie fizyki obserwujemy, jak w grze cieni rozwija się dramat codziennego życia. Cień mego łokcia opiera się na-d(srjiu-stołua.ip9d^asj^-a-eń- atramentu spływa na cień papieru. Wszystko jest symboliczne i fizyk TrakTuje je jako symbol. Potem przychodzi alchemik Umysł i przeobraża te symbole... Ujmując sprawę bez osłonek, materia świata jest tworern- umysłu... W ten sposób świat zewnętrzny stał się światem cienT/Ośuwając swe złudzenia usunęliśmy materię, gdyż rzeczywiście dostrzegliśmy, że materia jest jednym z największych naszych ^złudzsril'^..



Dostları ilə paylaş:
1   ...   17   18   19   20   21   22   23   24   ...   42


Verilənlər bazası müəlliflik hüququ ilə müdafiə olunur ©genderi.org 2017
rəhbərliyinə müraciət

    Ana səhifə